Od paru dni w internecie krąży ogłoszenie zapraszające lesbijki do zgłoszenia się do happeningu, który odbędzie się
22 lipca we Wrocławiu: "Poszukujemy dwóch kobiet, które przebiorą się w suknie ślubne i wystąpią przed ludźmi na Rynku oraz spotkają się z mediami, aby promować tolerancję" - czytamy.
Norbert Gruszczyński z Polskiej Lewicy, pomysłodawca happeningu, podkreśla, że wydarzenie ma
"przekroczyć pewne bariery w społeczeństwie":
"Chcemy pokazać, że obok związków partnerskich czy konkubinatów, małżeństwa mogą być dla mniejszości seksualnych alternatywą" - powiedział nam Norbert. Happening ma też na celu zaktywizowanie wrocławskiej sceny gejowsko-lesbijskiej, która zdaniem Norberta
"istnieje, ale jest ukryta".
Dlaczego lesbijki?
"Wielu gejów boi się ujawnienia, a lesbijki są bardzo często spychane na drugi tor - przez samych gejów. Tym samym dotyka ich podwójna dyskryminacja: jako kobiety i jako lesbijki. Chcemy przypomnieć społeczeństwu, że lesbijki też powinny być brane pod uwagę, że liczą się w środowisku" - powiedział IS Norbert.
(md)
Czy Waszym zdaniem "ślubny happening" faktycznie pomoże w promowaniu tolerancji? Zapraszamy do udziału w ankiecie.
żal mi tych osób
nie słuchać tego co mówią
http://kobiety-kobietom.com/forum/viewtopic.php?f=3&(...)&t=12878
Yga:
"w kilka dni po zamieszczeniu tego ogłoszenia dowiedziałam się od lokalnych działaczek i działaczy z wrocławskiego KPH, iż niestety ów Norbert nie jest godną zaufania osobą i nie mają z nim dobrych doświadczeń. niestety moim błędem był brak weryfikacji człowieka (czyli moja naiwność). ogłoszenie nieco zmodyfikowałam wobec oryginału, wydało mi się pisane nieodpowiednim językiem, ale teraz widzę iż należałoby jeszcze je zdecydowanie poprawić. nie wiem jakie intencje przyświecają organizatorom oprócz tych jawnie wyeksplikowanych, być może promocja partii czy podobne. jednakże zamieściłam jedynie ogłoszenie na forum, a fesjbuk i inna strona zrobiły z tego większy materiał i większą promocję. ważne jest kto za tym pomysłem stoi, jak to zostanie "ubrane" i jak wykonane. a widzę teraz tutaj wiele niedociągnięć. wyciągam wnioski dla siebie na przyszłość.
a co do samego pomysłu - uważam iż publiczne robienie tego typu akcji jest sensowne, pokazywanie tego, czego nie możemy się doprosić od naszego państwa. z tym że większe wrażenie zrobiłoby pójście kilku par naraz do USC i zgłoszenie chęci wzięcia ślubu, koniecznie z kamerami. trzeba próbować różnie działać, różnych pomysłów aby jak najszerzej nagłaśniać ideę związków partnerskich. takie jest moje zdanie."
http://kobiety-kobietom.com/forum/viewtopic.php?f=3&(...)&t=12878
Wiesz co, zastanawia mnie czemu niby nam zawsze czegoś nie wolno. Tego nie robić, bo ze nam robi na wizerunek, tego lepiej unikac, bo niepotrzebnie.
Czy my zawsze musimy się pięc razy zastanowić zanim coś zrobimy, tylko dlatego, że nie jeseśmy hetero?
Jakbyśmy w każdej sytuacji mieli rezygnować, bo to ewentualne "pośmiewisko" to najlepiej jakbyśmy się w lasach pochowali, żeby nie drażnić reszty społeczeńśtwa.
Wystarczy rzeczy poważne traktować poważnie, zamiast robić cyrk. I tak, musimy się pięć razy zastanowić, bo wszyscy dookoła czyhają tylko, żeby udowodnić, że jesteśmy nienormalni, więc nie dawajmy im sami argumentów.
Ach, jeszcze jedno. Proszę z łaski swojej nie przekręcać moich słów i nie imputować mi czegoś, czego w swej wypowiedzi bynajmniej nie zawarłem. Nie napisałem nigdzie, że zawarcie formalnego związku nie ma dla mnie znaczenia i nie czyni różnicy. Miałem na myśli jedynie to, że "boże błogosławieństwo" nie robi różnicy i udzielanie go w kościele, na kolonii, w przydrożnej kapliczce czy też przez kasjerkę w supermarkecie jest dokładnie tym samym, czyli zasadniczo ględzeniem, które przynosi raczej więcej szkody niż pożytku, bo niepotrzebnie mistycyzuje to, co z mistycznością ma wspólnego nie więcej niż rzodkiewka. Jak cokolwiek innego, zresztą.
Nie zrozumiałeś jak widzę nic z tego, co napisałem. Być może dla Ciebie ceremonia ślubna o charakterze wyznaniowym nie ma żadnego znaczenia. Jednak dla osób wierzących jest ona bardzo ważna. Osoba wierząca zawierając związek małżeński podczas ceremonii religijnej wierzy, że otrzymuje dla swojego związku błogosławieństwo Boga.
Nie musisz w to wierzyć. Nie musisz się z tym zgadzać. Ale postaraj się przynajmniej uszanować fakt, że dla kogoś to znaczy coś więcej niż dla Ciebie.
Jeżeli bowiem nie umiemy szanować wzajemnych poglądów, w tym religijnych, to jak mamy domagać się szacunku od innych?
Profanowanie ceremonii religijnej nie ma moim zdaniem ŻADNYCH pozytywnych skutków poza wywołaniem skandalu.
http://www.wiadomosci24.pl/artykul/homoseksualna_kampani(...)699.html
Zależy nam na konkretach czy na zabawie?
Co chcemy osiągnąć: czy zmianę w prawie umożliwiającą nam formalizację związków w Polsce, czy może zniesmaczyć większość do wszelkich zmian na rzecz naszych praw?
Jakie zatem - stosowne do celu - wybierać metody działań aby go osiągnąć?
Warto myśleć. Od tego zależy jakość naszego zycia.
Oglądamy komedie i zabawne filmiki ze slubow hetero, czy ktos slyszal o protestach, ze to ośmiesza świętą instytucją małżeństwa?
Obawiam się, że my jesteśmy bardziej "pod lupą" i nie możemy sobie pozwolić godne pożałowania zachowania jak heterycy. Zresztą, skoro nam na tym serio zależy i tak o to walczymy to czemu mamy robić z tego pośmiewisko i urządzać kpiny? Myślisz, że to pomoże? Oni nie musieli się o to bić, mają to w pakiecie od urodzenia to i mogą mieć to w dupie, bo nikt nie zabierze. My nie.
Wiesz co, zastanawia mnie czemu niby nam zawsze czegoś nie wolno. Tego nie robić, bo ze nam robi na wizerunek, tego lepiej unikac, bo niepotrzebnie.
Czy my zawsze musimy się pięc razy zastanowić zanim coś zrobimy, tylko dlatego, że nie jeseśmy hetero?
Jakbyśmy w każdej sytuacji mieli rezygnować, bo to ewentualne "pośmiewisko" to najlepiej jakbyśmy się w lasach pochowali, żeby nie drażnić reszty społeczeńśtwa.
I znów, różnica żadna. Jak dla większości ludzi tutaj, zapewne. Dlatego dobrze by było nie mieszać w sprawę religii, jako że kompletnie nie o nią tu chodzi.
Naprawdę nie widzisz żadnej różnicy pomiędzy zabawą, parodią i kpiną, a wydarzeniem, które dla dwojga ludzi jest jednym z najważniejszych momentów w ich życiu? Jeżeli tak, to proszę przyjmij moje kondolencje.
Ach, jeszcze jedno. Proszę z łaski swojej nie przekręcać moich słów i nie imputować mi czegoś, czego w swej wypowiedzi bynajmniej nie zawarłem. Nie napisałem nigdzie, że zawarcie formalnego związku nie ma dla mnie znaczenia i nie czyni różnicy. Miałem na myśli jedynie to, że "boże błogosławieństwo" nie robi różnicy i udzielanie go w kościele, na kolonii, w przydrożnej kapliczce czy też przez kasjerkę w supermarkecie jest dokładnie tym samym, czyli zasadniczo ględzeniem, które przynosi raczej więcej szkody niż pożytku, bo niepotrzebnie mistycyzuje to, co z mistycznością ma wspólnego nie więcej niż rzodkiewka. Jak cokolwiek innego, zresztą.