Słynący z antygejowskich haseł senator stanu
Kalifornia, republikanin
Roy Ashburn, w radiowym wywiadzie przyznał, że jest gejem. Wyznanie jest finałem sprawy, która w zeszłym tygodniu poruszyła Amerykanów.
W środę rano Ashburn został zatrzymany do kontroli drogowej, okazało się, że senator był pijany. Pikanterii całej sprawie dodał fakt, że z tyłu samochodu siedział nieznany mężczyzna, a samego Ashburna widziano wychodzącego nad ranem z gejowskiego klubu. Senator spędził w areszcie 8 godzin, wyszedł po wpłaceniu 1400 dolarów kaucji.
"Jest mi niezmiernie przykro, nie znajduje słów wytłumaczenia dla mojego skandalicznego zachowania. Ponoszę całkowitą odpowiedzialność za to co się stało i przyjmuje na siebie wszystkie związane z tym ubolewania godnym zachowaniem, konsekwencje" - napisał w specjalnym oświadczeniu po incydencie.
Wczoraj rano, w stacji radiowej w
Bakersfield, Roy Ashburn
przyznał, że jest gejem.
"Jestem gejem. To są słowa, które przez długi czas były dla mnie bardzo trudne" - powiedział Ashburn, który odmówił jednak wszelkich komentarzy dotyczących jego prywatnego życia:
"To moje prywatne sprawy. Nie sądzę, że moje osobiste życie ma znaczenie w kontekście tego, jak wykonuję pracę" - dodał.
Ashburn, rozwodnik i ojciec czwórki dzieci, dał się zapamiętać kalifornijskim wyborcom przede wszystkim jako zagorzały przeciwnik praw homoseksualistów.
Wywiadu z senatorem można posłuchać
TU i
TU.
(md)
ciężko, nie ciężko, ale mógł powstrzymać się od jakiś skrajnych wypowiedzi na temat homoseksualizmu. mógł zachować postawę obojętną.
Po pierwsze senator w stanach to nie to samo co polski poseł. Jeśli obejmujesz takie stanowisko to już masz kasy jak lodu i ogromne wpływy, tak więc dla kasy raczej tego nie zrobił. Nie zapominaj też, że tam często występuje coś takiego jak rodziny polityczne. Ponad to początki jego kariery przypadają na nieco inne czasy niz te, w których my żyjemy. Fajnie, że facet ma to wreszcie z głowy. Ciężko pewnie mu było.
Wiec zapisz sie do wszechpolakow