Czwartek, warszawska siedziba KPH
Niedawne badanie delegatów na wojewódzkie zjazdy SLD ujawniło m.in., że co trzeci z nich uważa homoseksualizm za sprzeczny z naturą. W wywiadzie udzielonym "Dużemu Formatowi" "Gazety Wyborczej" (1.12.2008 r.) Grzegorz Napieralski, szef Sojuszu, powiedział m.in., że "w programie SLD nie ma walki o prawa gejów i lesbijek".
Jakie jest stanowisko polskiej lewicowej klasy politycznej wobec spraw gejów i lesbijek?
Które lewicowe środowiska uznają homofobię za problem społeczny i aktywnie ją zwalczają?
Które opowiadają się za legalizacją jednopłciowych związków?
Gdzie polscy geje, lesbijki, bi- i transseksualiści mogą szukać swych prawdziwych politycznych sojuszników?
Kto mógłby zostać polskim Zapatero?
Na te i wiele innych politycznych pytań związanych z gejami, lesbijkami, bi- i transseksualistami postaramy się szukać odpowiedzi podczas wielkiej debaty KPH z politykami.
W dyskusji udział wezmą:
Bartosz Dominiak - wiceprzewodniczący SdPL
Maciej Gdula - Krytyka Polityczna
Tomasz Kalita - rzecznik prasowy SLD
Anna Kornacka - przewodnicząca Partii Kobiet
Katarzyna Matuszewska - Unia Pracy
Magdalena Mosiewicz - Zieloni 2004
Debatę poprowadzi Anna Laszuk - dziennikarka Radia Tok FM, autorka książki "Dziewczyny, wyjdźcie z szafy".
Zapraszamy w czwartek, 11 grudnia 2008 r. o godz. 19.30. Debata odbędzie się w siedzibie Kampanii Przeciw Homofobii w Warszawie przy ul. Żelaznej 68 (I piętro).
jej początki Polska Lewica załozona przez Leszka Millera,
czy [przedstawiciele tej partii wezmą takż eudział w dyskusji? Pytam się z ciekawości.
To, że pisze się tylko/głównie o lewicy jest rzeczą utartego stereotypu, pomijającego istotę lewicowości, którą jest uzależnienie poparcia dla działań obywateli od państwowej koncesji, co skazuje owe działania na opinię tego, kto w danym momencie rządzi. Ja np. nie sądzę żeby takie podejście było mi na rękę, nawet jeśli jest mi przychylne, to wychodzi z ryzykownych przesłanek.
Ale musicie przyznac, ze TYLKO na lewicy sa ludzie jak Pani Senyszyn, Pani Szyszkowska i Pan Borowski, ktorzy OTWARCIE wypowiadaja wojne homofobom. Im mozemy zaufac: to oni wlasnie nadstawiali za nas d..y do bicia. A w tym samym czasie nasi "dzialacze" prowadzili podjazdowe wojenki, zamiast sie jednoczyc.
Z politykami musimy nauczyc sie zyc. Musimy nauczyc sie zadac i rozliczac ich, gdy juz zostana wybrani. Na tym polega system, w ktorym zyjemy. Czy nam sie to podoba, czy nie, nie uciekniemy od tego. "Bialy" glos, to dziecinada.
Mozna obrac taka taktyke, sam robilem podobnie - wrzucalem niewazne karty do urny. Tak samo to nic nie zmienia, ale nie oddajac glosu w ogole przynajmniej w wyrazniejszy sposob zaznaczasz swoj stosunek do wyborow. Pokazuje, ze caly ten spektakl to farsa, w ktorej nie zamierzam brac udzialu. Oddajac niewazny glos staje za to w rzedzie z tymi, ktorzy nie poradzili sobie z poprawnym wypelnieniem kart. Oddajac glos na ktorakolwiek partie, chocby i najbardziej niszowa, rownoczesnie wyrazam akceptacje dla obecnie funkcjonujacego systemu przedstawicielstwa.
Jestem zwolennikiem demokracji bezposredniej i z tej perspektywy pisze, bardziej nawet bezposredniej niz szwajcarska, chyba ze mowimy o Federacji Jurajskiej rodem ze Szwajcarii - co wyjasniam w celu unikniecia nieporozumien.
Coz, do etykietki radykala chyba mozna przywyknac, a jesli ktos zamierza stosowac w dyskucji sztuczki typu argumentum ad personam, to chyba taka wymiane zdan moge sobie darowac. Oczywiscie mowie tutaj o konfrontacji z obywatelami bezrefleksyjnie przekonanymi o braku alternatyw i mozliwosci wyrazania swojej opinii w calym spektrum spraw czesciej niz przy okazji wyborow. Przyznam Ci tutaj racje, ze "syndrom pelikana" jest przerazajaco powszechny.
Nie wchodzące do Sejmu. Mój kumpel, siedzący obecnie z dziewczyną w Cambridge, stosuje wrzucanie pustych głosów, ja stosuję ten wariant, bo wychodzi na to samo, ale zostawia pole dla wejścia jakiejś partii a małe partie destabilizują dobre samopoczucie zasiadającej od dawna sitwy (chociaż nie odważyłbym się zagłosować na Samoobronę ;]). Najbardziej mnie wkurza sprzedawanie ludziom kitu, że to dobrze, że parlament podzieli się między 2-3 partie, albo że "Jednomandatowe Okręgi Wyborcze" (prowadzące do takiego 2-3 partyjnego systemu) są bardziej demokratyczne. Bardziej demokratyczny to jest system pojedynczego nieprzechodniego głosu, albo demokracja bezpośrednia jak kantonach szwajcarskich...
Ogólnie, wiem że można nie głosować, rzecz w tym, że to nic nie zmienia, poza tym ma się murowaną etykietkę radykała i tym bardziej traci się szanse na przekonanie kogokolwiek. Ja nie mam zamiaru dawać ludziom, których nie trawię, tak łatwego argumentu do ręki (niestety większość "obywateli" jest tak ogłupionych propagandą, że łykają coś takiego jak młode pelikany).
Jednak nie sadze by ograniczenie sie do glosowania na partie nie wchodzace do rzadu bylo sensownym dzialaniem. Ja wybralem bojkot, aktywny mniej lub bardziej. Zreszta, wybory to tylko przedstawienie, ktore nie ma znaczenia dla przecietnego czlowieka. Pewien kierunek polityki jest konsekwentnie realizowany i wielkiego wplywu na to nie mamy. No, moze poza motywem regionalizmu, ktory sie ostatnio silniej zaznacza w polityce UE i nie tylko.
Poza tym wyrosłem z ekscytowania się polityką i muszę przyznać, że to bardzo służy mojemu zdrowiu. Jak się siedziało w partii to się miało do czynienia z tymi i innymi ludźmi i wniosek jest jeden - to naprawdę nie ma znaczenia jak się nazywa partia, bo to wszystko i tak nie ma nic wspólnego z poglądami na cokolwiek.