Skąd się bierze homoseksualizm?
Te same geny, które są przyczyną męskiego homoseksualizmu, zapewniają kobietom sukces reprodukcyjny - sugerują naukowcy z Padwy. Obszerny tekst na ten temat ukazał się w Gazecie Wyborczej z 19.10.2004:
Darwin nazwał homoseksualizm ślepą uliczką ewolucji, bo ogranicza on szanse na posiadanie potomków. Jeśli więc tę orientację seksualną warunkują geny, to w jaki sposób może się ona przenosić z pokolenia na pokolenie? Rozwiązaliśmy ten paradoks - twierdzą włoscy naukowcy z Uniwersytetu w Padwie. W pracy opublikowanej w "Proceedings of the Royal Society" wyjaśniają, jak geny związane z męskim homoseksualizmem mają szanse przetrwać i być przekazane kolejnym pokoleniom - mimo, że geje bardzo rzadko zostają ojcami.
Zespół dr Andrei Camperio-Ciani odkrył mianowicie, że kobiety spokrewnione z homoseksualistami mają średnio więcej dzieci. Stąd uczeni wysnuli wniosek, że istnieją takie geny, które wpływają na wybór homoseksualnej orientacji (u mężczyzn), a jednocześnie sprzyjają większej liczbie potomstwa (u kobiet). Ten niezidentyfikowany jeszcze genetyczny czynnik wzmaga płodność tak, że rekompensuje kobietom nawet "straty" w postaci synów, którzy potencjalnie nie będą mieli dzieci. Dzięki ogólnej większej liczbie potomków (w tym córek) te geny są z sukcesem przenoszone na następne pokolenia. - Oto rozwiązanie paradoksu "darwinowskiej ślepej uliczki" - mówi dr Camperio-Ciani.
Włosi przeprowadzili sondaż wśród 98 homo- i 100 heteroseksualnych mężczyzn, pytając o ich krewnych (łącznie 4600 osób). Okazało się, że kobiety spokrewnione z gejami miały średnio więcej dzieci (2,7) niż kobiety z drugiej grupy (2,3).
Co więcej, większa dzietność dotyczyła tylko rodzin ze strony matki homoseksualnego mężczyzny. Z tego wynika, że homoseksualizm może być powiązany z informacją genetyczną zapisaną na pochodzącym od matki chromosomie X.
- Nasze odkrycie, po ostatecznym zweryfikowaniu, będzie jedynie kolejną częścią układanki, jaką jest determinacja orientacji seksualnej u człowieka, bo na pewno liczy się nie tylko odziedziczony po matce chromosom X, ale i geny na innych niezwiązanych z płcią chromosomach - podkreśla szef zespołu. Jest on przeciwnikiem hipotezy, iż tylko jeden gen odpowiada za homoseksualizm.
- Przyzwyczailiśmy się myśleć, że szukamy genów, których rolą jest wybór orientacji płciowej. A być może po prostu ktoś, kto dziedziczy te geny, postrzega mężczyzn jako atrakcyjnych partnerów. U kobiet oznacza to więc predyspozycję do większej aktywności seksualnej i licznego potomstwa, zaś u mężczyzn - skłonność do homoseksualizmu - komentuje Simon LeVay z uniwersytetu Stanforda.
Doniesienie włoskich naukowców na powrót ożywiło dyskusje o przyczynach preferencji seksualnych. Helen Wallece z brytyjskiej organizacji GeneWatch podkreśla, że odkrycie musi być koniecznie zweryfikowane, bo "dane pochodzące z wywiadów mogą być mało precyzyjne". Jednocześnie dodaje, że wnioski z badań są zgodne z wcześniejszymi obserwacjami, z których wynikało, iż do odmiennych zachowań seksualnych są predysponowani najmłodsi synowie z wielodzietnych rodzin. Uważano, że odpowiedzialny jest za to system immunologiczny matki, który zmienia się z każdą kolejną ciążą.
"Wszelkie wyniki badań dotyczących ludzkiej seksualności powinny być traktowane z wysoką ostrożnością", "większość dotychczasowych badań jest zbyt wycinkowa, by podać ostateczne i jednoznaczne konkluzje" - stwierdzała w swym raporcie w roku 2002 brytyjska Rada ds. Bioetyki (Nuffield Counsil of Bioethics)
Skąd się bierze homoseksualizm?
Pierwsze poważne badania mające rozstrzygnąć, czy homoseksualizm ma podłoże biologiczne, czy środowiskowe przeprowadzono z udziałem bliźniąt jedno- i dwujajowych. Wyniki opublikował F.J. Kallman w 1952 r. Dowodził on, że jeśli jedno z pary identycznych bliźniąt jest homoseksualne, to takie będzie i drugie. W latach 90. potwierdzono te doniesienia - u bliźniąt jednojajowych zgodność występowania homoseksualizmu wynosiła 52 proc., podczas gdy u bliźniąt dwujajowych - 22 proc. Amerykańscy naukowcy prowadzili też analizy DNA homo- i heteroseksualnych braci. Okazało się, że jeden ze znalezionych przez nich genów znajduje się na dziedziczonym po matce chromosomie X i znacznie częściej występuje wśród homoseksualistów niż u reszty populacji.
Wyniki pewnych badań wskazują jednak na to, że pociąg do własnej płci jest determinowany poprzez wpływ środowiska, otoczenia i rodziny. Sugerowano np., że nieprawidłowości w przebiegu ciąży matki i związane z tym zwiększone wydzielanie jej hormonów mogą zwiększać prawdopodobieństwo, że dziecko będzie miało orientację homoseksualną. Podobną rolę przypisywano też nadmiernemu stresowi, jakiemu podczas ciąży poddane są niektóre kobiety.
Co więcej, o ile dla dr Andrei Camperio-Ciani dowodem tezy o dziedziczności homoseksualizmu są rodziny, w których kobiety rodziły więcej dzieci, o tyle dla innych badaczy to właśnie jest wskazówką, że tak nie jest. Po prostu w wielodzietnych rodzinach istnieje w ogóle większe prawdopodobieństwo, że któryś z synów będzie gejem. Według danych statystycznych większość gejów była najmłodszymi synami (lub też o dziwo - jedynakami) otoczonymi opieką starszego rodzeństwa i nadmiernie czułej matki (ojciec dla odmiany bywał raczej bardzo surowy).
W przypadku lesbijek (choć związek ten był mniej wyraźny) były to z reguły najstarsze córki, które identyfikowały się nie z matką, ale raczej z ojcem.
Prawda może leżeć po środku. Autor najnowszych badań dr Camperio-Ciani szacuje, że odkryte przez niego czynniki genetyczne są przyczyną odmiennej orientacji seksualnej tylko u 7 proc. homoseksualistów. W pozostałych przypadkach w grę może wchodzić wpływ środowiska - wyłącznie albo w powiązaniu z wpływem genów.
(Gazeta Wyborcza)