Tajemnice czytelnianej toalety
Ochroniarze w Bibliotece Wojewódzkiej przy ul. Rajskiej oskarżyli studenta o onanizm w toalecie - donosi lokalne wydanie Gazety Wyborczej. Skąd o tym wiedzieli? - Mamy swoje metody operacyjne - odpowiadają.
Do zdarzenia doszło w ubiegłym tygodniu. Wojciech P., student III roku Uniwersytetu Jagiellońskiego, przygotowywał się do egzaminów w Bibliotece Wojewódzkiej przy ul. Rajskiej. Późnym popołudniem wyszedł do toalety.
- Kiedy chciałem wrócić na salę, przed drzwiami kabiny zobaczyłem umundurowanego ochroniarza. Powiedział cierpkim tonem, że widział, jak onanizowałem się w toalecie, i zagroził spisaniem raportu - relacjonuje student.
Speszony młodzieniec zaczął tłumaczyć się, że do łazienki przywiodły go kłopoty gastryczne, a nie skłonności do autoerotyzmu. Ochroniarz nie dał się jednak przekonać. Wraz z kolegą zaprowadził Wojciecha P. do służbówki.
Co działo się dalej? Od tego miejsca wersje obu stron zasadniczo się różnią. Student twierdzi, że mężczyzna, który go zatrzymał, pokazał na swój łokieć, jakoby obtarty podczas wspinania się na ściankę kabiny. Miał też zagrozić wysłaniem skargi na uczelnię. - Obaj namawiali mnie, żebym się przyznał. Mówili: "Przyznałbyś się. W czytelni jest tyle ładnych koleżanek. Chciałeś się rozładować". Miałem wrażenie, że chcą ode mnie wyciągnąć pieniądze - opowiada Wojciech P.
Zupełnie inaczej pamiętają zajście ochroniarze. - Owszem, interweniowaliśmy, bo poprosił nas o to jeden z czytelników. Kabina była zamknięta zbyt długo. Nie żądaliśmy jednak jakiejkolwiek łapówki. To zwykłe oszczerstwo - oburza się pracownik ochrony biblioteki. Nie chce zdradzić, czy któryś z ochroniarzy zaglądał do wnętrza kabiny. - Stosujemy czasem różne metody operacyjne - wyjaśnia enigmatycznie. W oficjalnym raporcie pojawiła się informacja, że to student chciał przekupić personel, chcąc uniknąć konsekwencji.
Dyrektor biblioteki prof. Jacek Wojciechowski jest zniesmaczony sytuacją. Nie do końca jednak wierzy w wersję przedstawioną przez studenta. - Owszem, próbujemy dbać o przyzwoitość na terenie biblioteki. Przykro to mówić, ale z naszych łazienek korzystają pary homoseksualne, zdarzają się również studenci, którzy w kabinach konsumują alkohol. Nie jesteśmy restrykcyjni, ale pewnych granic przekraczać nie pozwolimy. Nigdy jednak nie uwierzę, że żądali od tego chłopaka łapówki.
Dyrektor również nie potrafi odpowiedzieć, czy pracownicy ochrony, byli policjanci, podglądali studenta w kabinie. Zapowiada jednak doprowadzenie do konfrontacji uczestników awantury.
- Cały czas zastanawiam się, czy tak absurdalne zdarzenie jest możliwe. Po prostu bolał mnie brzuch, a oni znieważyli moją godność - komentuje rozgoryczony student.
(GW)
I co teraz będzie?
W najbliższym czasie pojawi się zakamuflowana informacja, gdzie jest nowa. Ale musisz czytać między wierszami. ;)
albo wygodna sypialnia, bo w łazience to niekomfortowo
I co teraz będzie?
casi:
Racja, dla par homoseksualnych powinien być osobny wychodek (sławojka) za biblioteką!