Strona główna Aktualności Społeczność
Profile Grupy Przewodnik Wydarzenia Wsparcie
Ogłoszenia
Towarzyskie Pokoje i mieszkania Praca Ogłoszenia drobne Edukacja Pozostałe Dodaj
Queeroteka
Książki Filmy i seriale Quizy Patronat Queer.pl
Magazyn
Artykuły Galerie Tematy Tagi
Kontakt Reklama Regulamin
Queer.pl Portal osób LGBT+
Menu
Logowanie Rejestracja
Magazyn
Artykuły Galerie Tematy Tagi
Poniedziałek, 27.06.2022, Aktualizacja: Środa, 01.04.2026

Może ich radary wy­czuwają, że jestem od stóp do głów hetero - Fragment książki Gra Na Dwa Fronty

Podziel się Tweetnij Skomentuj (0)
Podziel się Tweetnij Skomentuj (0)

Dziwne, ale kiedy wychodzę zabawić się ze swoimi znajomymi hetero (co zdarza się bardzo rzadko), cieszę się, kiedy obcy faceci nie zawracają mi głowy. Ale tutaj, gdzie nie ma żadnych samców, uczucie bycia ignorowaną ma inny smak. Może dlatego, że według mnie kobiety mają lepszy gust? Czuję się, jakbym została źle ocenio­na przez własne środowisko.

1


– Przepraszam, nie mogę. Mam inne plany.

– Georgino! – parska Soph. Rozmawiamy przez telefon, ale oczami wyobraźni widzę jej sarkastyczne spojrzenie. – Dobrze wiesz, że ja wiem, że nie masz żadnych innych planów.

Jest piętnasta czterdzieści dwie. Właśnie udzieliłam ostatniej lek­cji pianina w tym tygodniu i jeśli utrzymam typowe tempo marszu, dotrę do metra przed godzinami szczytu, dzięki czemu zaoszczędzę pięćdziesiąt pensów.

– Jest piątek, więc zamówię coś na wynos z Cod Almighty – od­powiadam. – Ryba z frytkami i ketchupem. Potem przygotuję kąpiel, wypiję kieliszek białego wina i…

– …będziesz oglądać Przyjaciół – kończy Soph. – Wiem. Ale wcale nie musisz. Mogłabyś zmienić swoje zwyczaje, wyjść gdzieś ze mną i dla odmiany trochę się zabawić.

– Serio, co może być przyjemniejszego od oglądania Przyjaciół w wannie?

– Czy ja wiem… cokolwiek? – odpowiada, nie kryjąc sarkazmu, Soph. – Na przykład to, co ci teraz proponuję? Żebyś przyszła do jednego z najlepszych lesbijskich barów w Londynie, zobaczyła na żywo jedną z najciekawszych młodych alternatywnych kapel popo­wych i napiła się na koszt swojej hojnej i uroczej przyjaciółki?

Udaję, że się zastanawiam, ale nie przerywam szybkiego mar­szu w stronę domu. Pamiętam, żeby zrobić krok nad niebezpiecznie chwiejną pokrywą studzienki, by ochronić swoje najwygodniejsze buty na obcasach przed zdarciem. Dobra robota, Gino!

Tego popołudnia pojawiają się przebłyski wiosny, złocisty blask niechętnie przebijający się przez typową londyńską szarówkę. Żeby poczuć ciepło na karku, przytrzymuję telefon ramieniem i wpinam włosy w kok.

Potem dostrzegam swoje odbicie w witrynie sklepowej i przypo­minam sobie, że wyglądam oszałamiająco źle z upiętymi włosami. Widać wtedy moją masywną szczękę, straszne piegi na szyi i uszy odstające jak u ogrodowego krasnala, dlatego czym prędzej rozpusz­czam włosy, które opadają bezwładnie niczym brązowe zasłony. Nie wyglądają zbyt dobrze, ale przynajmniej zasłaniają uszy.

– Z pewnością jest ktoś bardziej odpowiedni, z kim mogłabyś pójść. Zapomniałaś, z którą ze swoich koleżanek rozmawiasz? Je­stem Gina, pospolita nudziara, do tego wyjątkowo hetero.

– Zdaje mi się, że ta dama przyrzeka za wiele.

– Nie zaczynaj z tymi bzdurami, bo cię oskarżę o terapię kon­wersyjną. Dlaczego nie możesz iść z Jenny?

Soph nie odpowiada. Próbuję sobie wyobrazić, jaką ma minę, ale intuicja podpowiada mi, że spuściłaby wzrok, by uniknąć mojego spojrzenia.
Zwalniam kroku. Będę wściekła, jeśli przegapię zniżkę w me­trze, ale pocieszenie przyjaciółki chyba jest warte tych pięćdziesięciu pensów.

– Miałaś pójść z Jenny, ale znów zerwałyście – wnioskuję.

Jenny jest szczerą i naturalną kobietą, która ubrałaby się w ubło­coną koszulkę Arsenalu na własny ślub. Ona i Soph bez przerwy schodzą się i rozchodzą. Są jak Ross i Rachel.

– Znów nie chciała wystąpić w twoich filmach na SophieSnob?

Soph zgodnie z przewidywaniami wybucha. Odsuwam telefon od ucha, żeby nie stracić słuchu.

– Nie rozumiem jej. Większość kobiet ślini się na mój widok. Jestem śliczna! Zabawna! Bystra! Ale Jenny nawet nie chce zrobić sobie ze mną sesji zdjęciowej.

– Bluźnierstwo – zgadzam się.

– Nieważne – wzdycha. – Po prostu szkoda. Filmiki par są bar­dzo popularne, a nigdy nie udało mi się żadnego nakręcić… Może rzeczywiście lepiej mi wychodzi bycie singielką.

Jej posępny nastrój mi się udziela.

– Skoro wstydziłabyś się pójść tam z Jenny, to z pewnością nie powinnaś zabierać mnie – mówię, bawiąc się guzikiem staroświec­kiej szarej sukienki. – Swojej obrzydliwie pospolitej przyzwoitki.

– Nie jesteś obrzydliwie pospolita. – Przez chwilę milczy. – Ale jeśli chcesz, mogłabym udzielić ci kilku wskazówek.

– Właśnie wchodzę do metra – kłamię. – Powodzenia!

– Wcale nie. Wciąż masz półtorej minuty.

Cholera! Cholerna Soph! Cholerne przewidywalne zwyczaje!

Przyśpieszam kroku.

– Może pójdziesz z jedną ze swoich imprezowych lesbijek? – rzucam.

– Wolę ciebie!

Czekam.

– A poza tym wszystkie są na urlopie w erotycznym lochu w Berlinie.

– Ano właśnie. Do widz…

– Serio, to najlepsze, co mogło się stać – przerywa mi szyb­ko. – Nagram trochę materiału, a potem schowamy się w kącie i będziemy krytykować zespół. Tylko my dwie, Gee, jak za daw­nych lat. Proooooszę…

Wyświetl ten post na Instagramie

Post udostępniony przez Queer.pl - portal osób LGBTQ+ (@queer.pl)



W czasach uniwersyteckich Soph i ja uważałyśmy się za łowczy­nie talentów i chodziłyśmy na wszystkie koncerty, jakie mogłyśmy sobie zafundować w ramach studenckiego budżetu Potem Soph re­cenzowała kapele na swoim vlogu, a ja szukałam inspiracji dla własnych piosenek. Oczywiście nie robimy tego od lat.

Ale oto nadchodzi wybawienie! Widzę wejście do metra. Już czuję smak mojego dorsza z frytkami. Otwieram usta, by potwier­dzić, że nigdzie się dziś nie wybieram, ale powstrzymuje mnie nagła łagodność w głosie Soph.

– Proszę, Gee… Wiem, że wciąż jest ci ciężko… – Zmienia po­dejście. – Nie nalegałabym, gdybym nie uważała… Ale naprawdę sądzę, że powinnyśmy się dzisiaj zabawić. Brakuje mi naszych roz­mów o muzyce.

Zamykam oczy i przez chwilę to sobie wyobrażam: siedzimy razem z Sop w ciemnym kącie baru z neonami, całe wylaszczone, sączymy koktajle, patrzymy ukradkiem na roześmiane, pewne siebie kobiety, słuchamy kapeli, która zaczyna grać, i…

– Nie – odpowiadam, kręcąc głową i maszerując ku mojemu ce­lowi. – Wybacz, Soph, ale nie mogę. Znajdziesz kogoś innego, jakąś piękną lesbijkę, a w poniedziałek, kiedy usiądziemy na twojej sofie, o wszystkim mi opowiesz. Dzisiaj idę na wesele z moimi Przyjaciółmi.

Mój palec jest o milimetr od ikony kończącej połączenie, gdy Soph wyciąga asa z rękawa.

– Pumpernikiel.

Upuszczam telefon. Jakiś bankier na mnie wpada i klnie jak szewc. Podnoszę komórkę.

– Serio? – syczę do słuchawki.

– Serio – odpowiada Soph. – Pumpernikiel.

Pumpernikiel to nasz pakt krwi, do którego się odwołujemy, gdy potrzebujemy przysługi. Zaczęło się to na drugim roku studiów, gdy Soph najadła się pysznego, ale ciężkostrawnego pumpernikla i naro­biła bałaganu w naszej toalecie tuż przed pojawieniem się dziewczy­ny, w której była wtedy zabujana. Wzięłam winę na siebie. Od tam­tej pory „pumpernikiel” jest narzędziem przekupstwa. Dzięki niemu Soph zachęcała ludzi do owacji podczas moich fatalnych pierwszych koncertów, ja zrywałam w jej imieniu z dziewczynami, a obie pisa­łyśmy za siebie wypracowania. Pumpernikla nie można odmówić.
Co dziwne, czuję przypływ ulgi.
Wyświadczanie pumperniklowych przysług jest jak realizowanie planu zapisanego w kalendarzu: nie robię tego z wyboru, więc to nie moja wina, jeśli coś pójdzie nie tak.

– Będę u ciebie o szóstej – odpowiadam. – Ale i tak chcę frytki.

Po zakończeniu rozmowy uaktualniam cyfrowy kalendarz. Ka­suję „Frytki i Przyjaciele”, a na ich miejsce wpisuję nowe wydarze­nie: „Pumpernikiel: wyjście z Soph”.

Wpatruję się w ekran, raz za razem czytając to, co napisałam.
Uświadamiam sobie, że czuję nie tylko ulgę.
Jestem podekscytowana.

2

– Pięć funtów dla LGBTQ plus i osiem dla heteryków.

Dobrze, że wzięłam drobne.

Jesteśmy w The Familiar, queerowym barze w dzielnicy Hack­ney Wick. To okolice dobrze znane Soph, która praktycznie tutaj zamieszkała, kiedy po szkole przeprowadziłyśmy się do Londynu.

– Powinnaś udawać lesbijkę – radzi, wręczając piątaka krótko ostrzyżonej kobiecie przy drzwiach. – Dzięki, kochana, jak się masz?

Soph ucina sobie serdeczną pogawędkę z bramkarkami, a ludzie w kolejce uważnie się jej przyglądają. Dziś wieczorem dosłownie promienieje – neony rzucają artystyczne cienie na jej ciemnobrązową skórę, migoczące czarne oczy podkreśla różowy brokatowy makijaż na powiekach, krótka sukienka z cekinami lśni niemal tak mocno jak jej długie nabalsamowane nogi, a złote spinki na warkoczykach połyskują niczym kryształy, gdy się porusza. A ona wie, jak to robić.

Tymczasem na mnie nikt nawet nie spojrzy. Może ich radary wy­czuwają, że jestem od stóp do głów hetero. A może po prostu za sprawą bladej jak ściana skóry, średniej długości brązowych włosów i średniej długości czarnej sukienki, która rozgłasza wszem wobec: „nie wychodziłam z domu od lat i nie mam co na siebie włożyć”, wyglądam pospolicie, jak internetowy awatar. Za bardzo się wsty­dziłam, żeby pozwolić Soph na zmianę mojego wizerunku. W końcu z gówna bata nie ukręcisz, więc wbijam wzrok w ziemię.

– Przepraszam – odzywa się jedna z supermodelek z kolejki. – Czy ty jesteś SophieSnob?

Soph dyga i wszystkie dziewczyny piszczą. Jeszcze tego brako­wało.

– Mój Boże, oglądam twój kanał, odkąd jestem małą lesbijką!

– Twoje erotyczne porady uratowały mi życie!

Na szczęście kobieta na bramce każe im wrócić do kolejki. Soph władczym gestem macha aparatem i prosi wszystkich o lajki i suba.
Dziwnie jest oglądać Soph w jej lesbijskim żywiole. Zazwyczaj kiedy spędzamy razem czas, siedzimy na kanapie, oglądamy kome­die romantyczne i plotkujemy o ludziach, których nie znamy. Ale tutaj, w The Familiar, wszyscy uważają ją za krytyczkę kultury i ko­neserkę sztuki queer, a do tego, sądząc po spojrzeniach, za niezłą laskę. Mój kompleks niższości rozwija skrzydła.
Bramkarka boleśnie pieczętuje moją dłoń.

– To kot – tłumaczy Soph, widząc, że dźgam pieczątkę palcem. – Towarzysz wiedźmy. Uroczy, prawda?

– Powinnaś go sobie wytatuować. Oszczędziłabyś sporo pie­niędzy.

– To naprawdę dobry pomysł.

Prowadzi mnie w dół rampy do mrocznego korytarza rozświetlonego różowymi neonowymi pajęczynami i migoczącymi dyniami.

– Nie rozumiem – odzywam się, dotykając śliskiej ściany i wy­cierając palec o ramię Soph. – Jest luty. Po co te dekoracje?

– Jesteśmy w The Familiar. – Soph wzrusza ramionami, ściera maź ze swojego ubrania i rozsmarowuje ją na moim. – To miejsce dla wiedźm. Nie marudź.
Na końcu korytarza znajdują się drzwi zwieńczone gotyckim łu­kiem, na których narysowano olbrzymią sylwetkę wiedźmy. Jest po­dzielona na pół: anielsko błękitna lewa połówka ściska w dłoni zio­ła lecznicze, a demoniczna purpuroworóżowa prawa część trzyma śmiercionośne mikstury. Soph robi sobie przed nią zdjęcia. Próbuje mnie namówić na selfie, ale udaję, że jej nie słyszę.

Przy barze zauważam jeszcze więcej tandetnych halloweeno­wych dekoracji. Krzyczą na mnie duchy wymalowane na flagach. Koty wycięte z brokatowego papieru prężą grzbiety. Jedwabiste skrzydła nietoperzy wchodzą mi do oczu. Soph znajduje nam miej­sce w odizolowanym boksie w kącie lokalu, pod plakatami skąpo ubranej czarownicy. Po chwili przynosi dwa firmowe koktajle, nie­bieską Dobrą Wiedźmę i purpurową Złą Wiedźmę. Podaje mi nie­bieskiego drinka.

Wkurzam się. Może i jestem hetero, ale to nie oznacza, że jestem nudna.
Upijam łyk i kaszlę.

– Ile to ma procent?

Soph szczypie mnie w policzek.

– Dzięki, że ze mną przyszłaś, Gee.

Wzruszam ramionami.

– Dzięki za szantaż emocjonalny, gdy okazało się, że twoje cza­dowe koleżanki lesbijki są zajęte.

– Nie pozwolę, żeby dziewczyny zawracały ci głowę – obiecuje i przesadnie puszcza mi oko. – Chyba że wreszcie postanowisz, że tego chcesz.

Drapię się po twarzy środkowym palcem.
Soph przewraca oczami i z satysfakcją rozgląda się po swoim królestwie. Mimo że ukryła się w kącie, mogłabym przysiąc, że prze­chodzący goście się na nią gapią. Pewnie miło być atrakcyjną.

Dziwne, ale kiedy wychodzę zabawić się ze swoimi znajomymi hetero (co zdarza się bardzo rzadko), cieszę się, kiedy obcy faceci nie zawracają mi głowy. Ale tutaj, gdzie nie ma żadnych samców, uczucie bycia ignorowaną ma inny smak. Może dlatego, że według mnie kobiety mają lepszy gust? Czuję się, jakbym została źle ocenio­na przez własne środowisko.

Nie chcę rozczarować Soph, ale kiedy kolejna oszałamiająca ko­bieta uśmiecha się do niej, a potem zauważa mnie i odchodzi, do­chodzę do wniosku, że tylko jej brużdżę. Muszę się napić.

Soph nalega, żebym poszła do baru sama, chociaż czuję się bar­dzo niepewnie. Sytuacja jeszcze się pogarsza, kiedy odrywam wzrok od podłogi i widzę, że barmanka jest nieprzyzwoicie piękna. Wy­gląda jak Cara Delevingne, ma krótko ostrzyżone platynowe włosy, ciemne brwi i setki kolczyków. Spod jej kamizelki wystaje eklektycz­na plątanina tatuaży – słońce i księżyc, wyjący wilk, coś, co przypo­mina kawałek sera (?), oraz odwrócony słonecznik rosnący na jej żebrach. Zastanawiam się, jak daleko sięga…

Boże, tak gorąco, że zaraz się rozpłynę. Ale zajęta barmanka każe mi czekać, pewnie dlatego, że ani nie jestem lesbijką, ani nie osza­łamiam urodą. Co mam zrobić, żeby mnie obsłużyła, wytatuować sobie tęczę na twarzy?
Czuję znajomy zapach perfum Chanel. Soph opiera się o bar obok mnie, nonszalancko kiwa głową i od razu trafia na początek długiej kolejki.

– Poproszę Złą i Dobrą Wiedźmę – zamawia, a w jej ustach te nazwy brzmią efektownie i uwodzicielsko.

Barmanka pośpiesznie wymachuje shakerami.

– Albo lepiej dwie Złe Wiedźmy – mówię bez namysłu. – Po­dwójne.

Od razu uzmysławiam sobie swój błąd.

– To koktajle – odpowiada barmanka, nie podnosząc wzroku znad pojemnika z lodem. – Nie robimy podwójnych.

Soph się śmieje, a ja udaję, że jej wtóruję, ale wiem, że ta chwi­la będzie do mnie powracać w koszmarach. Wstydliwie wracam do naszego boksu z niepodwójną Złą Wiedźmą. Zadowolona z siebie Soph unosi brew.

– Nie patrz tak na mnie. Po prostu chciałam spróbować tego różowego.

– Nieważne, mała – pociesza mnie Soph. – Nie musisz się przede mną tłumaczyć z tego, co pijesz.

ZOBACZ TEŻ Cieszę się, że coraz więcej obywateli angażuje się w sprawy LGBT - Andrzej Seweryn o serialu Królowa


Na szczęście nie muszę się kłopotać zmianą tematu, ponieważ coś odwraca jej uwagę. Światła przygasają i wszyscy odwracają się w stronę sceny. Reflektor punktowy podąża za zakapturzoną po­stacią, która posuwistym krokiem zbliża się do mikrofonu. Zrzuca kaptur i naszym oczom ukazuje się biuściasta drag queen ubrana w migoczącą suknię w kolorze fuksji, w peruce i z brodą.

– Dobry wieczór, czarodziejskie istoty – wita nas ponętnym gło­sem. – Witajcie w The Familiar. Jestem Polly Amory, wasza niezwykła gospodyni.
Widownia wiwatuje. Podejrzewam, że ją znają.

– Znam zaklęcie, które pozwoli przywołać pierwszego artystę. Ale… och nie!… gdzie włożyłam swoją różdżkę?

Obmacuje się, wyraźnie dobrze się przy tym bawiąc.

– Ciągle coś gubię. Kluczyki, karty kredytowe, godność. Zgubi­łabym głowę, gdyby nie była przytwierdzona.

Wyjmuje z majtek zjawiskowo długą różdżkę.

– Voilà! Teraz mogę przywołać prawdziwą legendę wśród drag kings… i jednego z moich wielu byłych kochanków. Przed wami Willy Nilly!

Nawet nie wiedziałam, że istnieją też drag kings. Okazuje się, że w The Familiar to chleb powszedni. Willy Nilly ma na sobie strój w stylu Szekspira i opowiada wierszem o tym, jaki jest dobry w łóż­ku. Po krótkiej prezentacji robi striptiz i uwodzicielsko zdejmuje krezę, pod którą kryje się kolejna. Kiedy wreszcie zrzuca pantalony, okazuje się, że jego mały William również nosi krezę. Jest całkiem dobry jak na gościa w papierowej spódniczce, który wymachuje sztucznym fluorescencyjnie zielonym penisem.

– Numerek z Willym to poezja! – woła Polly, teatralnie puszcza­jąc oko.

Wyświetl ten post na Instagramie

Post udostępniony przez Queer.pl - portal osób LGBTQ+ (@queer.pl)

OCEŃ ARTYKUŁ
Podoba mi się (8)
conffussed elzbieta-m nati93 karo00 bisiek raaasta kierownik2
Nie podoba mi się (1)
Komentarze (0)
HEJT STOP!Zapoznaj się z warunkami dodawania komentarzy
Komentuj
Moja ikona
Dodaj komentarz
Komentarz od osoby niezalogowanej pojawi się po akceptacji moderatora.
Dozwolone znaczniki (BBCode):
[b], [i], [u], [url], [url=], [mail], [mail=], [color=], [code], [quote]
Autor
Redakcja Queer.pl
Pierwszy polski portal ludzi LGBT
TAGIWięcej
bar queer Berlin Drag King drag queen Fragment książki Gra Na Dwa Fronty książka Kultura Lifestyle literatura Londyn Polly Amory Wielka Brytania Willy Nilly
Powiązane
Obraz Poniedziałek, 13.06.2022 Komedia romantyczna o biseksualnym twiście - premiera książki Gra Na Dwa Fronty Lily Lindon Obraz Wtorek, 03.02.2015 W maju nowa książka Miss Gizzi Obraz Środa, 30.03.2011 Kto lubi się przebierać? Obraz Piątek, 22.08.2008 Facet z jajami? Obraz Wtorek, 27.11.2007 Londyn: Spotkanie autorskie Roberta Biedronia
Inne tematy
Minister Kierwiński o parach jednopłciowych: "będą korzystać z większości praw, które mają wszyscy polscy małżonkowie" Wtorek, 19.05.2026 Minister Kierwiński o parach jednopłciowych: "będą korzystać z większości praw, które mają wszyscy polscy małżonkowie"
Transkrypcja małżeństw jednopłciowych: była radość - są problemy, niepewność i rozczarowanie Wtorek, 26.05.2026 Transkrypcja małżeństw jednopłciowych: była radość - są problemy, niepewność i rozczarowanie
Prezydent Nawrocki zapowiada weto ws. ustawy o statusie osoby najbliższej. Będzie projekt prezydencki? Czwartek, 28.05.2026 Prezydent Nawrocki zapowiada weto ws. ustawy o statusie osoby najbliższej. Będzie projekt prezydencki?
Kontakt Reklama Regulamin
Social media
Polub na Facebooku Obserwuj na Twitterze Instagram WhatsApp
© 1996-2026 Queermedia.pl, ISSN 2299-9019 Polityka prywatnościUstawienia prywatnościPrzerwij abonamentOdstąpienie od umowy







🌈
Odkryj więcej na Queer.pl
Zalogowani użytkownicy mogą oglądać zdjęcia innych osób, zakładać profile, komentować artykuły i oceniać filmy.
Dołącz do nas Zaloguj się