Szwajcarski reżyser Marcel Gisler w swoim najnowszym filmie „Mario” porusza kwestię homofobii, czy też może raczej ignorowania i przemilczania obecności nieheteroseksualnych piłkarzy w kultywującym toksyczną męskość i kulturę macho środowisku piłki nożnej. Ale to nie jedyny motyw pojawiający się w dziele reżysera filmów „Electroboy” i „Rosie”. Oprócz historii miłosnej, „Mario” opowiada też o konieczności dokonywania wyborów i mierzeniu się z konsekwencjami podejmowanych decyzji, o strachu i o bolesnych wyrzeczeniach. To historia napisana w konwencjonalny sposób, ale wpływająca na emocje widza. Bo kto nigdy się nie zastanawiał co by było, gdyby...? Polecamy, zwłaszcza, że za kilkanaście dni Mistrzostwa Świata w Rosji!
„Mario” to szwajcarski film reżysera Marcela Gislera, dotykający istotnej, a rzadko w mediach poruszanej kwestii reprezentacji mniejszości seksualnych w świecie piłki nożnej. Wraz ze współscenarzystą Thomasem Hessem reżyser podszedł do tematu w sposób bezpośredni i konwencjonalny, jednocześnie zachowując wysoki poziom wrażliwości.
Romans, który rodzi się pomiędzy Mario a Leonem, nie został przez scenarzystów przedstawiony w sposób szczególnie oryginalny. Historia bohaterów jest od samego początku filmu przewidywalna i napisana w utartej konwencji romansów – jako widzów nic nas w niej nie zaskakuje. Jednak uczucie to narodziło się w środowisku, które w przytłaczającej większości jest heteroseksualne i promuje toksyczną męskość – fakt ten i sposób, w jaki się z tą kwestią uporano, nadrabia niedociągnięcia związane z opowiedzeniem historii miłosnej.
Mario (Max Hubacher) jest jednym z najlepszych graczy w piłkarskiej drużynie młodych mężczyzn, którzy starają się dostać do głównej reprezentacji. Do grupy dołącza przeniesiony z Niemiec Leon (Aaron Altaras) – trzymający się raczej na uboczu, ale rewelacyjnie grający. Między dwójką bohaterów szybko rodzi się więź – początkowo jedynie na boisku, gdzie – jak zauważa sam trener – świetnie się dopełniają. Niedługo potem trener nalega, by Mario i Leon zamieszkali razem w niewielkim mieszkaniu w okolicy boiska – Mario traciłby mniej czasu na dojazdy.
Dynamika relacji bohaterów jest niezwykle wiarygodna, pomimo pewnej infantylności i przewidywalności, z jakimi została przedstawiona. Wzajemna sympatia budzi się powoli, bohaterowie się nie spieszą. Spędzają ze sobą czas na boisku, później grają razem w gry wideo w mieszkaniu. Aż w końcu Leon nieśmiało całuje Mario.
Od pierwszego pocałunku bohaterów do końca filmu powtarza się ten sam motyw – Mario daje Leonowi przyzwolenie na okazywanie czułości, jest nawet emocjonalna scena seksu, później jednak odpycha chłopaka, po czym ma wyrzuty sumienia, więc wraca – i tak kilka razy, jakby bohaterowie byli wręcz skazani na niepowodzenie, aż w końcu Leon pęka. Ale nie tylko z powodu zachowania Mario i nie do końca w wyniku własnej decyzji.
Tłem romansu, a jednocześnie też w jakiś sposób bohaterem filmu jest problem związany z byciem gejem w drużynie piłkarskiej. Ani Mario, ani Leon nie odkrywają w trakcie trwania filmu swojej seksualności – od początku wiedzą, że są homoseksualni, przeprowadzają nawet rozmowę, w której opowiadają sobie nawzajem o swoich przeszłych doświadczeniach z mężczyznami. To nie oni mają problem, a ich otoczenie – w drużynie pojawia się plotka o relacji bohaterów, co prowadzi do coraz bardziej bolesnych doświadczeń dla obu z nich.
Zarząd drużyny zaprasza chłopców osobno w towarzystwie jedynie swoich agentów „na dywanik”. Mimo zapewnień, że „nie mają problemu z tym problemem” (sic!), to informacja o homoseksualności bohaterów nie może zostać ujawniona publicznie z powodu potencjalnej reakcji sponsorów i fanów. Mario i Leon zaprzeczają, by cokolwiek ich łączyło, jednak zarząd i tak sugeruje im, by przestali pokazywać się razem, a najlepiej, żeby znaleźli sobie dziewczyny. Mario do tej roli angażuje swoją przyjaciółkę od dziecka, Jenny (Jessy Moravec), która początkowo nie jest świadoma tego, co się dzieje – nie wiedziała nawet, że Mario jest gejem.
Ciekawie w filmie zostały przedstawione coming outy – a były trzy, wszystkie dotyczące seksualności Mario. Reakcje nie były homofobiczne, a jeśli już – jak w przypadku ojca chłopaka – w pobliżu znalazła się inna życzliwa postać, która wystąpiła w obronie bohatera. Mario, mimo że nie sam podjął decyzję o ujawnieniu się przed rodzicami i przyjaciółką, stawia czoło sytuacjom, w których się znalazł z odwagą i pewnością siebie godnymi podziwu.
Przychylność matki bohatera i jego przyjaciółki – dwóch najbardziej przyjaznych postaci ze wszystkich pojawiających się w filmie Gislera – traci na znaczeniu, kiedy obie panie bezkrytycznie zaczynają brać udział w przedstawieniu, do którego zmusił Mario zarząd drużyny. Im wyżej bohater pnie się po szczeblach kariery, tym bardziej musi udawać. Co gorsza – zaczyna się zastanawiać, czy dobrze postąpił. Wybór kariery zamiast miłości dostarczył mu sukcesów i adrenaliny związanej z grą na wielkich stadionach i odnoszeniem sukcesów. Ale bohater nie jest pewien, czy dobrze postąpił. Chce wrócić, naprawić sytuację z Leonem, ale swoją decyzją spalił za sobą mosty.
„Mario” nie opowiada jednak wyłącznie o problemie homofobii w świecie piłki nożnej – czy raczej ignorowania obecności nieheteroseksualnych piłkarzy. To też film o dokonywaniu wyborów, niekiedy boleśnie trudnych, i ponoszeniu konsekwencji za swoje decyzje. O strachu z nimi związanym i o wyrzeczeniach. Film porusza uniwersalną kwestię, z którą może zidentyfikować się każdy, bez względu na to, kim jest: „Co by było, gdyby…?”. W pewnym momencie filmu padają słowa, że „większość ludzi robi w życiu drugą rzecz z tych, w których są dobrzy”. To zdanie podsumowuje piękny, acz melancholijny przekaz dzieła Gislera.
W kinach od 1 czerwca!
(ab)
Wtorek, 16.12.2014 Naj, naj, naj 2014 – filmy
Piątek, 28.02.2014 Chałupy welcome to
Środa, 03.11.2021 Nowe i nadchodzące filmy LGBTQ+ - co obejrzeć? RuPaul, Dawid Ogrodnik, Josh O'Connor w queerowych produkcjach
Wtorek, 31.08.2021 Jan Komasa pracuje nad nowym filmem o miłości osób LGBT. Co wiemy o "Słońca blasku"?
Piątek, 16.07.2021 Raport GLAAD: Od czterech lat nie było ani jednej transpłciowej postaci w znaczącym hollywoodzkim filmie