Opowieść o Tel Awiwie, jakiego nie znamy
Stefan Braun to legenda przemysłu futrzarskiego. Ubierał nie jedną sławę. Dorobił się majątku, który odziedziczył jego wieloletni partner Eliezer. Nawet jego żona nie została ujęta w testamencie, chociaż wiedziała o homoseksualizmie męża. Dla niego doklejała sobie brodę na imprezach, jak mówią miejskie plotki. Tak stali się ekscentrykami ówczesnego Tel Awiwu - on, Latsi i Vera.
Stefan Braun był przemysłowcem z głową na karku. Przybyłym z Węgier migrantem, który stał się królem futer. U niego ubierały się bogate matrony i szykowne piękności ówczesnej elity telawiwskiego świata. Jego historia to historia miłości, nie jednej, ale wielu. To jednocześnie portret człowieka, który współtworzył przedrewolucyjnego ducha kulturalnej stolicy Izraela. Był pionierem zarówno w biznesie, jak i w podejściu do życia.
Był gejem. Nie ukrywał tego. Jego żona wiedziała. 39 lat był w związku z Eliezerem Rathem, który po jego śmierci odziedziczył pokaźny majątek. Swoją drogą to sprawa bez precedensu, bo żona, Vera, nie dostała nic. Rodzina zaskarżyła testament, a sąd - paradoksalnie - podtrzymał go w mocy i utrzymał Ratha jako głównego spadkobiercę wielkiej fortuny.
Rodzina ma żal - że Stefan o nich zapomniał, że się ich wyparł. Bo warto wspomnieć, że gdyby coś się stało Eliezerowi, drugim spadkobiercą była organizacji kombatancka.
Stefan Braun to ikona tamtych czasów. W tle - życie gejowskie w Tel Awiwie w latach 50. To było niezwykłe miasto - wyzwolone i - jak na tamte czasy - dalekie od konserwatyzmu. To były lata rozbudowy miasta, kolejnych migracji i tworzenia się swoistego tygla społecznego, w którym "każdy taniec był romansem". Jego życie to świat elit rodzącej się metropolii - sławy, gwiazdy i lokalna śmietanka towarzyska. Czemu towarzyszyły całonocne imprezy, wykwintne alkohole i ekstrawagancka atmosfera.
Braun przez część swojego życia z Eliezerem pokazywał się z nim publicznie. Zanim jednak do tego doszło, jego przykrywką była żona, która przyklejała sobie brodę, by usatysfakcjonować męża i ucinać plotki u źródła.
Lata 50. i 60. to magiczne czasy. Uciekinierzy z Europy zaczynali na nowo. Czasem kontynuowali dalej swoje podwójne życia z czasów przedwojennych. Co tu dużo kryć, Eliezer nie wystarczał Stefanowi, a pokus był co niemiara - plaże Tel Awiwu obfitowały w skąpo odzianych mężczyzn, z czego wielu było skorych do eksperymentów seksualnych. Idąc na "polowanie", czy też tzw. cruising, pytało się: "Przepraszam, jesteś z Sarafenu?" To było hasło. A Sarafen to dziewczęcy obóz.
O Stefanie wiedzieli wszyscy, o tym się po prostu nie mówiło. Wiedziała rodzina Stefana - już wcześniej przyprowadzał swoich partnerów do domu.
Stefana interesowali inni mężczyźni pod warunkiem, że byli przystojni. A ci lecieli na boga mody Izraela, jego auta i szofera. "Potrzebował romansów, bo był romantykiem" - tłumaczą go dawni przyjaciele.
"Im więcej, tym radośniej" - mawiał. Eliezer wspomina romans Stefana z jakimś żołnierzem. Cierpiał. Chciał odejść, chciał się zatrudnić jako kelner na statku, ale zachorował na zapalenie płuc. Wylądował w szpitalu.
"Latsi (Laci) zrobię dla ciebie wszystko, (...), wszystko będzie dobrze" - Stefan pisał do niego listy, które zaczynały się od "mój aniele", a kończyły się frazą "milion całusów i jeden więcej".
O Stefanie Braunie dowiadujemy się wiele z filmu dokumentalnego Itamara Alcalaya. Był ceniony na całym świecie. Reprezentował modę pełną szyku i klasy. Był człowiekiem, jak i biznesmenem, charyzmatycznym, wręcz genialnym, jak wspominają go jego pracownicy, klienci i przyjaciele. Jego przygoda z futrami zaczęła się w 1939 roku. Przyjeżdżający do Izraela, którego formalnie wtedy jeszcze nie było, Niemcy i Polacy przywozili ze sobą swoje futra, które trzeba było naprawiać - ludzie myśleli, że to będzie druga Europa.
Mawiał o swoich futrach: "Chciałbym, by kobiet wiedziały, jak je nosić". Taka była jego misja - gdy tylko do jego salonu przy 99 Allenby Street wchodziła klientka, była traktowana z największymi honorami. Była odtwórczynią głównej roli. To tam mieszkał i prowadził swój warsztat oraz salon futer. I to tu zaczęła się telawiwska moda.
Potrafił nie jadać cały dzień, by o 17:00 pójść do Piltza na drinka. To tam odgrywała się cała scena towarzyska. Otaczał się pięknymi kobietami, o które dbał. A te go pragnęły. Na ich nieszczęście.
Pewnego dnia zatrudnił młodą pracownicę, Verę, która poświęcała się pracy w warsztacie. Uzależnił się od niej - przynosiła mu nawet kapcie i gotowała dla niego. I tak wzięli ślub. Nie była ładna ani urodziwa, a Stefan nie potrafił być mężem, jakiego potrzebowała.
Któregoś wieczoru poszedł z żoną do Ramat Aviv, gdzie ich stolik obsługiwał Eliezer. Zaprosił go do siebie po pracy. Ten przybył do niego około 2 w nocy. Ponoć to była miłość od pierwszego wejrzenia. "Był przystojny. Był elegancki. Jak gwiazda filmowa" - wspomina Rath.
Eliezer, koniec końców, zmienił pracę - zaczął pomagać Stefanowi. Byli ze sobą 24 godziny na dobę. Któryś z pracowników zapytał go: "Wiesz, że Stefan jest homoseksualistą?" Ten odpowiedział: "No coś ty...". Dla Very to wszystko było bardzo trudne. Chciała mieć z nim dziecko. Dla Stefana było to fikcyjne małżeństwo. Niepokoiły go pragnienia żony.
Latsi nie lubił Very i tego, że jest obecna w życiu Stefana, który chciał rozwodu. Nie udało mu się przekonać do tego żony. Wysłał ją więc do Stanów Zjednoczonych.
Z czasem relacja obu mężczyzn zaczynała im ciążyć, ale utknęli w relacji toksycznej na tyle, że nie wyobrażali sobie życia bez siebie. Stefan czuł się niekomfortowo - Eliezer miał zbyt wiele braków - nie miał odpowiedniego statusu społecznego, wykształcenia, talentu, urody i charyzmy. Ten zaś bał się, że Stefan bez niego nie da sobie rady.
Latsi nie umiał żyć bez Stefana. "Mogę mieć setki facetów, ale tym pierwszym zawsze jesteś ty" - mówił do Eliezera Braun. Ten mieszkał w pokoiku dla służby, a nawet bywał kelnerem na imprezach Stefana. Eliezer go kochał i chciał go uszczęśliwić, nawet reagował na dźwięk dzwonka, którym Stefan przywoływał służbę.
Nagle Stefan się zmienił - uspokoił. To były późne lata 80. Jego biznes zaczął upadać. Ruchy ekologiczne uświadamiały klientów, jak powstają futra, ludzie przestali się nimi interesować i je kupować. Sprzedał swój biznes. Czuł się bezsilny i bezradny. Przez ostatnie dwa lata - zmienił się nie do poznania. Nic nie zostało z tego eleganckiego mężczyzny. Stefan Braun zmarł w 1990 roku w swoim łóżku. Latsi próbował go ratować, ale na próżno.
Stefan Braun nie był czarno-białą postacią. Był mistrzem przemysłu futrzarskiego, artystą i legendą Tel Awiwu, ale także był człowiekiem, który błądził, któemu daleko było do ideału. Pozostaje nam pamiętać o Verze i o Eliezerze.
(ar)
Owszem, dlatego Stefan się dorobił majątku, a po jego śmierci Eliezer ten majątek odziedziczył. Czytać ze zrozumieniem ;)
No nie wiem. Dla mnie "dorobić się", to nie to samo co "odziedziczyć".