Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu 14 grudnia orzekł, że Włochy naruszyły artykuł 8. Europejskiej Konwencji Praw Człowieka, odmawiając parom jednopłciowym, które zawarły ślub za granicą, rozpoznania ich związków w kraju. Przypomnijmy, że w zeszłym roku Włochy przyjęły ustawę o związkach partnerskich - stało się to po innym orzeczeniu ETPCz. Czy idzie nowe w orzecznictwie Trybunału? Co ten wyrok oznacza w kontekście ochrony par tej samej płci? Co oznacza dla Polski? Na te pytania odpowiada adw. Paweł Knut, prawnik Kampanii Przeciw Homofobii.
Sprawę w 2012 roku wniosło sześć par jednopłciowych, które zawarły śluby za granicą - trzy pary w Kanadzie, jedna w USA, a dwie w Holandii. Przed złożeniem skargi wszystkie próbowały zarejestrować swoje małżeństwa w kraju, ale im tego odmówiono. Trybunał orzekł, że faktycznie ws. Orlandi i Inni przeciw Włochom doszło do naruszenia artykułu 8 Konwencji Praw Człowieka. "Chociaż państwa mogą zawęzić małżeństwo do par różnopłciowych, pary jednopłciowe potrzebują prawnego rozpoznania i ochrony swoich związków" - czytamy w orzeczeniu. Trybunał zwrócił uwagę na sprawę Oliari i Inni przeciw Włochom, która doprowadziła do uchwalenia ustawy o związkach partnerskich w zeszłym roku.
Jakie są Twoje przemyślenia po wyroku Orlandi i Inni przeciw Włochom?
Paweł Knut: Myślę, że to jest ważny i dobry wyrok dla ochrony par tej samej płci w Europie. Pokazuje on konsekwencję w działaniu Trybunału - zwłaszcza, gdy zestawimy go z wyrokiem w sprawie Oliari i Inni przeciw Włochom z 2015 r. Przypomnijmy, że w tamtym wyroku Trybunał orzekł, że Włochy naruszyły Konwencję przez to, że nie wprowadziły u siebie żadnych regulacji zapewniających ochronę prawną dla par tej samej płci. Wyrok był szeroko komentowany. Zwracano również uwagę na to, że rozstrzygnięcie to było bardzo śmiałe i progresywne. Zastanawiałem się wtedy, czy było to jednorazowe działanie Trybunału, czy raczej trwałe przełamanie dotychczasowego konsensusu i zrobienie kroku do przodu. Wyrok w sprawie Orlandi, także przeciwko Włochom, pokazuje moim zdaniem, że Trybunał dostrzega przemiany społeczno-prawne zachodzące w Europie i ma wyraźną intencję, aby obejmować pary tej samej płci coraz większą ochroną prawną.
Czy wyrok ten daje nadzieję i polskim parom jednopłciowym?
To kolejny sygnał dla Polski, aby w końcu zająć się problemem, a nie zamiatać go pod dywan. O ile w wyroku ws. Oliari chodziło o zapewnienie własnym obywatelom możliwości prawnego sformalizowania w jakiś sposób tworzonych związków, o tyle w tym wyroku Trybunał znowu przesunął nieco granicę do przodu. Wskazał, że państwo włoskie powinno także uznawać takie związki, które zostały zawarte za granicą, zwłaszcza, jeżeli osoby, które je tworzą, chciałyby zamieszkać we Włoszech.
Wyrok w sprawie Oliari był w pewnej mierze rewolucyjny. Orzeczenie z zeszłego tygodnia raczej uzupełnia tę ochronę, sprawiając, że jest ona bardziej kompletna, ale też jeszcze bardziej jednoznaczna.
Co ten wyrok oznacza dla polskich władz?
Z całą pewnością wyrok ten posłuży jako kolejny argument wzmacniający siłę wszystkich skarg dotyczących Polski, które już zostały wniesione do Trybunału przez pary tej samej płci lub zostaną tam wniesione w najbliższym czasie. Ten wyrok z całą pewnością jest sygnałem, że Polska prawdopodobnie również narusza Konwencję. Nasze prawodawstwo nie przewiduje bowiem jakiejkolwiek ochrony prawnej par tej samej płci, przez co polskim władzom ciężko będzie wykazać przed Trybunałem, że pary te mogą realizować swoje prawo do poszanowania życia rodzinnego.
Coraz więcej par w Polsce decyduje się na ślub za granicą, coraz więcej - wiem, bo dostajemy takie zapytania, myśli o próbach transkrypcji, czyli rejestracji aktu ślubu w urzędzie stanu cywilnego i przejściu całej tej drogi sądowej. Warto?
Myślę, że tak. Jest to jednak działanie bardziej długoterminowe i wymaga pewnej determinacji. Mając na uwadze nasze dotychczasowe doświadczenia z udzielaniem w KPH pomocy prawnej tym parom, myślę, że działania te nie przyniosą w Polsce obecnie pozytywnego rozstrzygnięcia. Pary, które zdecydują się na podjęcie próby dokonania transkrypcji najprawdopodobniej spotkają się z odmową ze strony administracji, a następnie ze strony krajowych sądów. Jeżeli jednak przejdą tzw. ścieżkę krajową i zdecydują się na wniesienie skarg do Trybunału to w kontekście wyroku ws. Orlandi - myślę, że mają bardzo dużo szans na to, że w ich sprawach Trybunał również orzeknie naruszenie artykułu 8 Konwencji.
W lutym zastępca prokuratora generalnego, Robert Hernand, napisał do prokuratorów regionalnych, by dołączali do toczących się postępowań ws. rejestracji w Polsce małżeństwa zawartego za granicą. Było trochę strachu, ale chyba bardziej ze strony władzy...
Myślę, że prokuratura wykonała ten ruch, głównie po to, aby zniechęcić pary do podejmowania podobnych działań. Być może prokuratura przeczuwa, że te sprawy mogą kończyć się stwierdzaniem naruszenia Konwencji przez Polskę oraz koniecznością zapłaty zadośćuczynienia. W odniesieniu do jednej sprawy nie są to jakieś duże obciążenia dla państwa. W sprawie Orlandi Trybunał zarządził po 5 tys. euro dla każdego partnera. Pytanie, które warto sobie zadać, to czy taka optyka polskich władz nie zmieniłaby się w przypadku masowego składania skarg przez pary? Bez względu na to, czy takie działanie byłoby odczuwalne finansowo, z pewnością zostałoby dostrzeżone na arenie międzynarodowej i mogłoby przełożyć się na wizerunek naszego kraju.
Niestety mam wrażenie, że polski system prawny i praktyka stosowania prawa, zarówno przez organy administracji, jak i sądy, coraz bardziej dryfuje w stronę przeciwną do tej, w którą zmierzają systemy prawne większości państw Europy, wraz z orzecznictwem Trybunału.
Warto zachęcać zatem pary w Polsce do ślubów za granicą i potem prób rejestracji związku w Polsce?
Myślę, że decyzja o podjęciu tych działań powinna być indywidualną decyzją każdej pary. W trakcie współpracy z różnymi parami w ramach poradnictwa prawnego w KPH widzę jednak, że podjęcie takich działań – bez względu na to, czy okażą się skuteczne – jest dla nich ważne bowiem pozwalają im odzyskać poczucie sprawczości i dołożyć swoją cegiełkę do przebudowy systemu prawnego. Jest to na tyle silna potrzeba, że niektóre z par nie zrażają się tym, że w postępowaniu może im towarzyszyć prokurator, który będzie utrudniał pomyślne zakończenie ich sprawy. Wiem też jednak, że nie jest rozwiązanie dla wszystkich. Nie każdy chce się czuć w trakcie postępowania, jak osoba, która robi coś złego skoro jej działaniom przygląda się prokurator.