logo Queer.pl Dawniej Innastrona.pl
14.12.2017    STARTSKLEPKONTAKT

...
20
14
26

Kilka słów o #metoo i empatii

Drogi Panie Jacku Poniedziałku

Dodano: 27.11.2017, Aktualizacja: 27.11.2017

Drogi Panie Jacku Poniedziałku, bardzo Pana lubię i szanuję - za dorobek, za odwagę bycia sobą w naszym polskim społeczeństwie, za odwagę wyrażania swoich poglądów, za wkład w także queerową kulturę. Dlatego tak bardzo zabolał mnie wywiad, którego udzielił Pan TVN24. Wiem, że nie zgadza się Pan na wyrywane z kontekstu fragmenty, dlatego nic nie będę wyrywać. Bo one nawet w całości pokazują, jak wiele jeszcze pracy nad przed nami.

W ostatnich tygodniach wiele w mediach się podziało wokół akcji #metoo. I za każdym razem, gdy wydaje nam się, że już koniec, że już czas na analizę, refleksje i wnioski - na jaw wychodzą kolejne afery, wyznania i sprawy. Nawet dziś. Z pewnością w wielu środowiskach na ten temat się rozmawiało - i gdy wydawało się, że w całej dyskusji nie będzie miejsca na porozmawianie o molestowaniu i przemocy seksualnej także w społeczności LGBT, wydarzył się Kevin Spacey.

To, co mnie najbardziej w ostatnich tygodniach uderzyło, to fakt, jak wielu moich znajomych gejów miało tendencję do bagatelizowania problemu molestowania seksualnego. A przecież nie trzeba mieć wielkiej wiedzy socjologicznej, by widzieć, że zarówno homofobia, jak i przemoc seksualna w społeczności LGBT to przecież kalka seksistowskich wzorców kulturowych. 

W wywiadzie mówi Pan, że:

Uważam, że popadamy w lekką paranoję. Ktoś opowiedział mi kiedyś taką historię: przy kawiarnianym ogródku w Paryżu stoi małe dziecko i płacze. Nikt do niego nie podchodzi, nikt nie reaguje, choć dziecko ewidentnie zgubiło się mamie. Nikt nie odważył się dotknąć dziewczynki, by nie oskarżono go o pedofilię. Podobnie teraz jest z molestowaniem. No jak ludzie mają sobie sygnalizować zainteresowanie seksualne? SMS-y? Nie wolno, bo stalking. Uśmiech? Nie wolno, bo lubieżny. Obejrzeć się za kimś? Przedmiotowe traktowanie. Położyć dłoń na ramieniu? Zaraz wołają policję. Podryw słowny? Oślizłość i myślenie ch**em. Ludzie, weźmy się opamiętajmy. Oczywiście, nie powinno się wykorzystywać stosunku władzy, będąc gwiazdą projektu czy szefem po prostu i łapać kogoś w pracy za jaja czy krocze.  Ale z drugiej strony, czemu jeden z drugim nie da takiemu śmiałkowi w mordę albo nie zgłosi tego na policję czy gdzieś, tylko teraz na fali owczego pędu roni publicznie łzy i przygotowuje grunt pod odszkodowanie?,
oraz:

Nie mówię oczywiście o gwałtach ani o innych formach przemocy seksualnej, o wykorzystywaniu dzieci. To jest jasne. Prawo jasno stawia granice i nie wolno tego robić. Jestem jednak przeciwny piętnowaniu gry erotycznej pomiędzy ludźmi, aluzyjności, żartów, a nawet mówienia świństw, które są elementem tej gry. Jeśli ktoś nie chce w niej uczestniczyć, to mówi jasno i wyraźnie "nie", zamiast popadać w histerię,
i dodaje w kontekście afery Harveya Weinsteina:

Mogły się na to nie godzić. Nie rozumiem tego, naprawdę. Jeśli rzuciły wszystko na jedną kartę i były zdeterminowane, żeby zrobić karierę za wszelką cenę, po czym szły do łóżka z facetem, którego uważały za obleśnego i brutalnego wieprza, to znaczy, że tak kalkulowały. Można pójść do innego producenta, chodzić na castingi i wygrywać je. Jest wiele sposobów, żeby spełniać marzenia i realizować plany. Uważam, że grubo przesadzamy. Niedługo nie będziemy mogli odezwać się do kogoś, kto się nam podoba. A jesteśmy istotami zmysłowymi. Jesteśmy tak stworzeni. Chcemy dotykać, iść z kimś do łóżka, kochać się, całować, przytulać. Jeśli sobie tego zabronimy, to znajdziemy się w jakimś orwellowskim piekle.
Wolałabym, by odpowiedziała Panu osoba, która z obawy o utratę pracy nie może powiedzieć "nie", nie może "dać w mordę" - jak sam Pan mówi. Wolałabym, żeby pisał to młody chłopak, któremu imponuje starsza i sławna osoba i który sam jeszcze nie wie czego chce, ale nikt mu nie pokazał jak i gdzie stawia się granice. Wolałabym, żeby była to osoba, która musi utrzymać rodzinę, kobieta, która umówiła się na randkę przez Internet, ale zmieniła zdanie. Albo osoba, która zgłosiła na policję gwałt i nie została potraktowana serio lub upokorzona, lub taka, którą partner/partnerka zmuszał do seksu w związku.

Te osoby zaczynają mieć twarz i głos, ale moim zdaniem nie pomoże w tym bagatelizowanie ich doświadczeń i sprowadzanie ich do absurdu.

Mnie to wszystko nie spotkało, mam przywilej mieszkania w dużym mieście, otaczania się porządnymi ludźmi, pracy w miejscu, gdzie nawet, gdyby ktoś potraktował mnie w sposób dla mnie nieodpowiedni - wiem, że nie zostałoby to zamiecione pod dywan. Wypracowałam w sobie umiejętność reakcji na niechciane "zaloty, żarty i świństwa" - pomógł mi w tym kurs samoobrony dla kobiet. Zdziwiłby się Pan ile było w mojej grupie kobiet, które doświadczyły przemocy seksualnej i dlatego zdecydowały się na takie szkolenie.

To, czego akcja #metoo powinna nas nauczyć to empatia do ofiar, umiejętność słuchania ich i uczenia się stawiania granic. Przede wszystkim nam samym. Bo żaden i żadna z nas nie jest tak naprawdę bez winy.

I tego także Panu serdecznie życzę.
Magda Dropek Autor: Magda Dropek Redaktorka portalu Queer.pl, członkini zarządu Fundacji Równość.org.pl Współtwórczyni krakowskiego cyklu spotkań dyskusyjnych Klub Queer.pl, od 2012 roku zaangażowana w organizację festiwalu Queerowy Maj i krakowskiego Marszu Równości. Interesuje się kwestiami związanymi z feminizmem i teorią queer

PODZIEL SIĘ
KOMENTARZE (26)
Komentuj Komentuj HEJT STOP!
Zapoznaj się z warunkami dodawania komentarzy
Dodaj komentarz
Komentarz od osoby niezalogowanej pojawi się po akceptacji moderatora.
Dozwolone znaczniki (BBCode):
[b], [i], [u], [url], [url=], [mail], [mail=], [color=], [code], [quote]
gobar (?) 03.12.2017 21:47
Zgadzam się z nim. Wiele osób załatwia masę rzeczy przez seks, każdy to wie i z pewnością wiele z tych "ofiar" robi teraz szum by zyskać sławę bądź pieniądze. No ale zdarzają się przypadki gdy faktycznie ktoś jest molestowany w pracy i wtedy jest prawdziwy problem. To trochę jak sytuacja z imigrantami, większość jest nieszkodliwych ale zawsze trafi się czarna owca która zrobi komuś krzywdę. To chyba wyzwania współczesnego świata aby nauczyć się przesiewać ludzi i wyłuskiwać te prawdziwe czarne owce a nie generalizować i mówić że wszyscy są źli.
czarekz (?) 30.11.2017 21:53
BoyPol:
Dominanta nie jest żadną wartością, bo oznacza tylko i wyłącznie częstość występowania danej wartości. 300 tysięcy osób dostaje 2074, a 299 tysięcy dostaje 6000 i ty o tej drugiej liczbie nie przeczytasz nigdzie. Wolałbym zobaczyć pełen rozkład częstości niż tylko i wyłącznie brać dwie gołe liczby. Co to jest "poziom niedostatku"? Bo to dla mnie jakieś pojęcie abstrakcyjne. Co oznacza?


"Dominanta" jest terminem technicznym i wskazuje wartość najczęściej występującą w badanej grupie. "Poziom niedostatku", "ubóstwo" są to terminy techniczne: GUS, IPiSS. Zacytowałem cyfry, bo książka się nie podobała. Jak widać nie o dyskusję tu chodzi, tylko o meritum: czy żyjemy w najlepszym, czy najgorszym z możliwych światów społecznych.

Jacek Poniedziałek ma niewątpliwie rację, pisząc o aspirujących do roli gwiazd i gwiazdek w płn.-ameryk. przemysłu propagandowo-filmowego czy analogicznego w Polsce. Nie ma racji, jeśli by jego uwagi odnosić do molestowanych pracownic (pracowników) np. Biedronki.

Co do tekstu p. Dropek - jest wyjątkowo napastliwy, poczynając od samego sposobu zwracania się do JP. Czy ktoś mówi: Panie Janie Kowalski? Jeśli mówi, to ma to właśnie ironiczne, potępiające znaczenie. Dodatkowo zdjęcie JP - myślę, że i w TVPiS by lepszego nie pokazali.

Mówiąc w skrócie, co do meritum: prawdziwej równości nie będzie nigdy w społeczeństwie kapitalistyczny. Wiązanie nadziei z PO (de facto POPiS), .N - to absolutne mrzonki, mogące jedynie naszej sprawie zaszkodzić. Nie u każdego warto szukać poparcia, a spraw poważnych nie załatwia się półśrodkami.
shingao (31) Szczecin 30.11.2017 13:11
@BoyPol

Częściowa masz rację, a częściowa nie. Mylisz się pisząc, że dominanta nie jest żadną wartością. Jest. I jest użyteczna. Masz jednak rację, że sama dominanta to za mało aby dokonać oceny. Tak jak narzekasz, to można na każdą miar tendencji centralnych z osobna narzekać, nie tylko na dominantę, ale i na średnią arytmetyczną i medianę itd.
BoyPol (?) 30.11.2017 11:50
Dominanta nie jest żadną wartością, bo oznacza tylko i wyłącznie częstość występowania danej wartości. 300 tysięcy osób dostaje 2074, a 299 tysięcy dostaje 6000 i ty o tej drugiej liczbie nie przeczytasz nigdzie. Wolałbym zobaczyć pełen rozkład częstości niż tylko i wyłącznie brać dwie gołe liczby. Co to jest "poziom niedostatku"? Bo to dla mnie jakieś pojęcie abstrakcyjne. Co oznacza?
czarekz (?) 30.11.2017 2:52
BoyPol:
Mityczne bezrobocie... gdzie mamy najniższe w historii wskaźniki tegoż. Jak ci ktoś wsadza palec w dupę to mu powiedz "spierdalaj", poinformuj kogo trzeba, że szef to zbok i zmień robotę.


Nie jestem ekonomistą, ale z najnowszych danych GUS można odczytać, że dominanta dla wynagrodzeń to 2074,03 zł brutto (1511,61 zł netto). Poprzednio było odpowiednio 2469 zł brutto, ok. 1787 zł netto. Mediana wygląda rzecz jasna wspaniale: 3510,67 brutto (2512 zł netto). Natomiast wg IPiSS na 2016 minimum socjalne na jedną osobę to 1098,18 zł (minimum egzystencji 555,02 zł. Dynamika zaś nie jest dobra, wzrostowa (1-2%). Nominalna stopa bezrobocia niewiele mówi o rzeczywistej liczbie niepracujących, "biednych pracujących" (wg Eurostat 10% wszystkich pracujących - tyle za pensje nie może zaspokoić podstawowych potrzeb; kolejne 30% pracuje za wynagrodzenia i w warunkach całkowicie niewspółmiernych z włożoną pracą; pamiętam jeszcze jak przed 1989 mówiło się o "godności pracy" - potem ta terminologia znikła jak zdmuchnięta). Jeśli chodzi o poziom ubóstwa, niedostatku itd. nie znam danych z 2017, ale z zeszłego roku to 43.4% ogółu - dziś jest poziom z mniej więcej 1994 (strefa ubóstwa skrajnego to aktualnie 6.5%). Od 1989 ubóstwo i zróżnicowanie społeczne rośnie, powstają obszary z jednej strony biedy (ogromnej), z drugiej bogactwa. Statystyka statystyką, ale za tym są realne ludzkie tragedie, codzienne problemy, frustracje, depresje... Czy może to zmienić oferta pracy za 1500 brutto 200 kilometrów od miejsca zamieszkania? Albo wyrzucenie z pracy (z "wilczym biletem" - proszę poszukać znaczenia tego terminu z XIX w) za samo organizowanie związku zawodowego. W XXI w odgrzano też w Polsce termin "lokaut".
-mike- (34) Warszawa 29.11.2017 20:56
shingao:
-mike-:
Nie PRLu, tylko dzikiego kapitalizmu, który wciąż panuje, a który jest nie bez wpływu relacje międzyludzkie, w tym pozycję w stadzie i mogące z niej wynikać okoliczności.


Jak ktoś ma gówniane "relacje międzyludzkie", to jest to wina ludzi, a nie "sytemu".

Może być ludzi, ale system też ma na to wpływ
BoyPol (?) 29.11.2017 8:58
Mityczne bezrobocie... gdzie mamy najniższe w historii wskaźniki tegoż. Jak ci ktoś wsadza palec w dupę to mu powiedz "spierdalaj", poinformuj kogo trzeba, że szef to zbok i zmień robotę.
shingao (31) Szczecin 29.11.2017 1:10
Czarek:
Obecnie (od 1989) też mamy dyktaturę. I to o wiele skuteczniejszą. Wszelki opór jest paraliżowany w zarodku, od groźby bezrobocia, poprzez kredytu, po obezwładniającą propagandę, przy której osławiony socrealizm to grysik

Chyba znamy różne definicje dyktatury.
W PRL nie było groźby bezrobocia? Jak było się niepokornym wobec władzy to nie miało się problemów z pracą? Nie usuwało się nieprawomyślnych?

Zgadza się. Teraz też jest propaganda. A wiesz jaka jest różnica? W PRL była jedna przede wszystkim propaganda, propaganda PZPR. Teraz mamy wiele różnych propagand. Masz możliwość wyboru w którą chcesz wierzyć. Mało tego, sam możesz stosować propagandę, bo władza nie ma monopolu w tym zakresie, tak jak to było w PRL.

Czarek:
Bardziej niegrzeczne - dla inteligencji czytających - jest radosne wypisywanie komunałów i uwewnętrznionej propagandy.

Mi zarzucasz propagandę? W którym miejscy i czego niby ina dotyczy?
shingao (31) Szczecin 29.11.2017 1:02
-mike-:
Nie PRLu, tylko dzikiego kapitalizmu, który wciąż panuje, a który jest nie bez wpływu relacje międzyludzkie, w tym pozycję w stadzie i mogące z niej wynikać okoliczności.


Jak ktoś ma gówniane "relacje międzyludzkie", to jest to wina ludzi, a nie "sytemu".
KittyTheKiller (?) 29.11.2017 0:33
sprawa tego producenta z Hollywood jest jaka jest-ale to , co mówi Pan Poniedziałek jest kwintesencją problemu... mało kto zrezygnował z roli w filmie, mimo propozycji czy mocniejszych form molestowania... a zwrócę uwagę, że wyrażenie zgody jest równoznaczne z "brakiem gwałtu"... ci wszyscy wielbiciele BDSM/kinky/poliamori/cuckoldów tylko sobie kalkulują co jest dla nich zyskowne i co im da "trampolina" do kariery...

a tak z polskiego podwórka-o sprawie sławnej piosenkarki Doroty R. warto wspomnieć, na co się gwiazda powołuje-że sama jest ofiarą przemocy... (nie)sławny zespół Decapitated też miał pewną linię obrony... polski showbiznes jest typowo "nasz"... swojskie wyjaśnienia ciemny lud kupi i stanie w obronie... a Pan Poniedziałek wie, że warto trzymać się z daleka od brudnych interesów...

Zapisz Zapisz stronę Magazyn+ Magazyn Pełny ekran Pełny ekran
Kilka słów o #metoo i empatii Jacek Poniedziałek w 'Enter', fot. Magda Hueckel, za: nowyteatr.org
REKLAMA
REKLAMA

© 1996-2017 Prawa autorskie zastrzeżone, ISSN 2299-9019
666
Bądź queer na facebooku