Za nami pierwsza połowa pierwszego sezonu pierwszego od kilkunastu lat serialu w uniwersum Star Treka. Ale tych "pierwsze" będzie w przypadku "Discovery" więcej - w serialu dostaliśmy także pierwszy gejowski romans w historii Star Treka. Spróbujemy Was przekonać, że warto dać mu szansę.
Ludzie dzielą się na takich, którzy akceptują pizzę z ananasem lub nie, smarują pieczywo masłem przed nałożeniem miodu lub nie oraz oczywiście na tych, którzy
kochają Star Wars, albo Star Treka. I oczywiście uważają, że wszystko co nowe jest profanacją. Z fanami jakiejś opcji jest często też tak, że ciężko im dogodzić i nie dopuszczają do siebie myśli, by... poeksperymentować. Dlatego jednak spróbujemy Was dziś przekonać do dania szansy nowemu serialowi CBS.
Twórcą Star Treka był Gene Roddenbery, pierwszy odcinek zadebiutował w amerykańskiej telewizji w 1966 roku. To fantastyczna opowieść o świecie po III wojnie światowej, w którym powstaje coś na kształt naszej Unii Europejskiej - tylko w kosmosie. Załoga statku Enterprise przemierza go, eksploruje, poznaje nowe rasy i kultury. Od lat 60. powstało sześć seriali telewizyjnych, kilkanaście filmów i niezliczona liczba innych, nawiązujących do uniwersum tworów kultury. Od ostatniej serii Star Treka minęło 16 lat. Tym bardziej informacje o tym, że ruszyły przygotowania do nowej odsłony, wywołały u fanów i fanek spazmy (radości pomieszanej z rozpaczą). "Star Trek: Discovery", po różnych perturbacjach, ujrzał światło dzienne we wrześniu tego roku - dostaliśmy 9 odcinków pierwszej części pierwszego sezonu. Serial stworzyli Bryan Fuller i Alex Kurtzman, a pojawił się na streamingowej platformie CBS i Netflixie. Akcja dzieje się 10 lat przed wydarzeniami, które miały miejsce w serii oryginalnej: Michael Burnham, w którą wciela się Sonequa Martin-Green, odkrywa nowe światy, ale tym samym także i nowych wrogów - nad wszechświatem wisi widmo wojny z Klingonami.
No dobra, ale dlaczego o tym piszemy? W wakacje pojawiła się informacja, że w STD pojawi się... tęczowy romans. Anthony Rapp, który wciela się w Paula Stametsa, jest w jednopłciowym związku z Wilsonem Cruzem, czyli serialowym Hugh Culberem. Twórcy chętnie podkreślali, że będzie to pierwszy jednopłciowy romans w 51-letniej historii serialu. Jeżeli zastanawiacie się, czy zapowiadany wątek to jakieś rzucone mimochodem uwagi, dotknięcia i spojrzenia to mamy dla Was niespodziankę - nie, to bardzo naturalnie i bez udawania opowiedziana historia miłości dwóch mężczyzn. I za to twórcom należą się brawa.Star Trek zawsze był wyjątkowym serialem. Warto pamiętać, że oryginalna produkcja bardzo często poruszała (z pomocą alegorii) ważne społeczne tematy: jak np. rasizm, czy wojna w Wietnamie. Na załogę Enterprise składali się Japończyk, Rosjanin, czy czarnoskóra Uhuru, co jak na tamte czasy było bardzo odważnym ruchem. To właśnie w Star Treku doszło do
pierwszego w historii amerykańskiej telewizji pocałunku między białym mężczyzną (Kirkiem) i czarnoskórą kobietą (Uhuru właśnie). Odcinek był z tego powodu zakazany w południowych stanach.
Wcielający się w oryginalnej serii w Sulu George Takei jest dziś ujawnionym gejem i aktywistą LGBT. Oraz ikoną dla wszystkich fanów i fanek Star Treka. Co ciekawe, Takei opowiadał kiedyś, że pod koniec lat 60. rozmawiał z Roddenberry'm o tym, by Star Trek był jeszcze bardziej różnorodny, ale filmowiec, popierający prawa gejów i lesbijek, bał się, że serial zostanie skasowany - co potem i tak się stało.
"Star Trek: Discovery" krytykowany jest za to, że z klimatu oryginalnych serii nie zostało nic. Że to fajny serial, ale nie ma nic wspólnego z uniwersum. Ja przyłączę się jednak do głosów z drugiej strony: moim zdaniem ma całkiem sporo. Pokusiłabym się nawet o tezę, że to taki Star Trek XXI wieku,
który stara się "dopasować" do tego, co dziś nas boli i zastanawia. Oczywiście, jak to zwykle bywa, czasem zaciskamy zęby na scenariuszowe mądrości, ale i tak nie jest najgorzej. Jest świetnie zrealizowany (wizualnie na serio robi wrażenie - czasem można zapomnieć, że nie oglądamy filmu z ogromnym budżetem) i dobrze zagrany. Bardzo różnorodny i odważny - także pod kątem doboru bohaterów, jak i tematów.
Ja więc kibicuję i nie mogę doczekać się stycznia, gdy swoją premierę będzie miał dalszy ciąg pierwszego sezonu. W Polsce "Star Trek: Discovery" obejrzeć można na Netflixie.
(md)
Ilość głupot, błędów i niespójności jest ogromna i ignorowania kanonu wypracowanego przez ponad 50 lat. Jako wielki fan Star Treka jest zawiedziony. Ta odsłona na wiele lat pogrzebie markę ST dla telewizji.
Niestety, od czasów Następnego Pokolenia była tylko równia pochyła.
Najnowszej odsłony nie uratuje nawet homoseksualna para.
Kontynuacja emisji nastąpi w styczniu.
Kacper: