Na przedpremierowym seansie „Dumnych i wściekłych” w kinie „Muranów” przypadkowo usiadłem obok pary, dziewczyny i chłopca. Przed projekcją, kątem ucha dochodziły do mnie jakieś uśmieszki, żarciki, że „to znowu o pedałkach”. Wyciąganie telefonów, esemesy. „Chyba zaraz się przesiądę” - pomyślałem. Po kwadransie sąsiedzi zostali kupieni. Napisy końcowe, dziewczyna i chłopiec zapłakani. On bardziej niż ona. Ocierają oczy, bez zawstydzenia, uśmiechają się. Kino czyni cuda.
- Łukasz Maciejewski - „Dumni i wściekli” Matthew Warchusa, film pokazany po raz pierwszy na festiwalu w Cannes, błyskawicznie stał się jednym z największych, również eksportowych sukcesów kina brytyjskiego oraz laureatem wielu nagród, w tym BAFTY, „British Independent Award”, nominacji do Złotego Globa.
Tylko tak niewiarygodne historie mogą być prawdziwe. W „Dumnych i wściekłych” wracamy do lat osiemdziesiątych, strajku górników w Walii - w najbardziej dramatycznym momencie eskalacji protestu zyskali pomoc z najmniej oczekiwanej strony: od gejów i lesbijek z Londynu.
W 1984 roku Krajowy Związek Górniczy w Wielkiej Brytanii rozpoczął strajk generalny. Miał być sprzeciwem wobec zamknięć kopalń w całym kraju. By stłumić strajk rząd Margaret Thatcher użył wszelkich, również brutalnych metod. Wiele grup społecznych solidaryzowało się ze strajkującymi, byli wśród nich geje i lesbijki z Londynu. „Jesteśmy w podobnej sytuacji, walczymy z rządem Thatcher, z policją, z agresywnymi mediami” - twierdzili aktywiści. Grupa określiła się jako
„Lesbijki i Geje Wspierający Górników” (Lesbian and Gays Support the Miners) i rozpoczęła szeroko zakrojoną akcję zbierania pieniędzy na rzecz strajkujących. Okazało się jednak, że obdarowani wcale nie chcą przyjąć prezentów, wstydzą się, być może boją. Londyńczycy postanowili wówczas wybrać się do Walii i osobiście przekazać fundusze.
Tak rozpoczęła się niesamowita historia przyjaźni dwóch wydawałoby się maksymalnie niedopasowanych grup społecznych.
Rok później, podczas gejowskiej parady w Londynie '85, to górnicy przyjechali z Walii do Londynu, by poprzeć gejów domagających się praw.
Zaskakujące, że zaangażowane, z reguły krytyczne wobec rządów Thatcher kino brytyjskie spod znaku Loacha, Frearsa, Jordana czy Leigh, pominęło tamto spektakularne wydarzenie. Przypomnieli je dopiero Matthew Warchus, reżyser mało udanej ekranizacji „Sympatico” Sama Sheparda z Nickiem Nolte i Sharon Stone oraz debiutujący scenarzysta Stephen Beresford.
Warchus jest zresztą przede wszystkim znakomitym reżyserem teatralnym, autorem nagradzanych inscenizacji Szekspira, Ayckbourna czy Rezy, oraz musicali wystawianych na scenach Royal Shakespeare Company czy English National Opera. W maju 2014 roku przejął po Kevinie Spaceyu stanowisko dyrektora artystycznego Old Vic.
W „Dumnych i wściekłych” widać doskonale muzyczne i dramatyczne doświadczenia reżysera. Doskonale poprowadził aktorów – zarówno gwiazdy (Imelda Staunton - Vera Drake z filmu Mike'a Leigh, Bill Nighy („To właśnie miłość”), Dominic West („300”), Andrew Scott (Jim Moriarty w „Sherlocku”) ), jak i całą grupę zachwycających świeżością nowych nazwisk (George MacKay, cudowna Jessica Gunning), umiejętnie wplótł również muzyczne evergreeny – od „Solidarity Forever” Pete'a Seegera po przeboje disco, zaś odśpiewana a capella w górniczej świetlicy pieśń o solidarności - „Bread and Roses” to jeden z najpiękniejszych, najbardziej poruszających momentów filmu.
W „Dumnych i wściekłych” lider gejowskich aktywistów Mark Ashton (Ben Schnetzer) zaraża energią pozostałych, początkowo niepewnych sensu całej akcji przyjaciół. „Musimy to zrobić dla nich, ale powinniśmy również dla siebie – wiem, że potrafimy się zjednoczyć, pokazać, że potrafimy działać i pomagać, nie tylko się bawić”. Opracowany zostaje plan działania. Najpierw przekonanie rodzin górniczych, że pomoc od gejów ma sens, następnie współdziałanie, wreszcie – na ile się da – przełamanie oporów negatywnie nastawionej części społeczności coraz bardziej wyludnionego i apatycznego miasteczka górniczego.
Lesbijki i geje przywożą do Walii kolory, ożywienie, taniec, ale i walkę ze stereotypami. Oni również są różni, podobnie jak okoliczni mieszańcy. Szok szybko mija, radość zostaje. Najpierw do „kolorowych ptaków” przekonują się kobiety, zwłaszcza seniorki. To przede wszystkim one, stateczne damy w kostiumach pod szyję, ostentacyjnie zakochają się w homoseksualnych przyjaciółkach i przyjaciołach. Wkrótce wyruszą za nimi w rajd po londyńskich klubach w rytm hitów Bronskie Beat, zaczynają przekonywać wątpiących.
W obiektywnym nieszczęściu dwie niedobrane grupy połączyło szczęście bycia razem. Jak to określił Jonas Gardell w pierwszym tomie „Nigdy nie ocieraj łez bez rękawiczek” - „wspólne unoszenie się tuż nad ziemią”.
Twórcy „Dumnych i wściekłych” pokazują tę przemianę z dużą swadą. Warchus umiejętnie gra z emocjami widza. Jak w najlepszych brytyjskich filmach przemiennie chce się śmiać, płakać, albo – jak w tym przypadku – wyjść na ulice i pokrzyczeć z bohaterami. Film kipi też od humoru. Ma ogromny wdzięk, podobnie jak niemal wszystkie postaci: od jednej z górniczych matron, która odebrawszy telefon uruchomiła całą lawinę wypadków, damy łączącej lesbijki z wegetarianami, po koślawych górniczych maminsynków zachwyconych seksownym tańcem jednego z aktywistów LGSM.
„Śmiejesz się na większości scen, a jednocześnie myślisz „nie wierzę, że ludzie wtedy tak się zachowywali”. Wtedy śmiech na chwilę zamiera w gardle. To najlepsze, co mądry film może zrobić” - mówiła Imelda Staunton.
Można „Dumnych i wściekłych” zestawić z „Goło i wesoło”, „Billym Elliotem” czy z „Dziewczynami z kalendarza” - esencją najlepszego brytyjskiego komediodramatu. Stephen Beresford porównał film do komedii romantycznej, tylko że komedii rozgrywającej się nie między parą bohaterów, a dwoma społecznościami, które początkowo połączyła wspólna misja, a scementowało uczucie.
A czym jest tytułowa duma? (oryginalny angielski tytuł brzmi „Pride”) Postawą z podniesioną głową, prezentacją własnej wartości, zdecydowaną reakcją, że inność jest synonimem wielości, częścią całości i nie ma podziałów na lepszych i gorszych ludzi, są tylko narosłe latami ograniczania mentalne, które można i trzeba rozbroić. Film Warchusa robi to perfekcyjnie.
Reakcja siedzącej obok mnie pary w „Muranowie” była wymowna. Duma, bez wściekłości.
"Dumni i wściekli" ("Pride"), reż. Matthew Warchus, Wielka Brytania 2014, dystrybutor: Gutek Film, w kinach od 6 marca 2015!
OK. Czyli bawimy się w "znajdź 10 różnic"...
1. Labour Party to lewica, mniej więcej odpowiednik naszego SLD. SLD niby popiera LGBT, tylko nie wiem co z tego wynika w praktyce. Chyba większe związki z rolnikami w Polsce ma PSL, a oni to nawet nie poprali konwencji "antyprzemocowej", bo kościół nastraszył ich genderem.
2. Bohaterowie "Pride" mieli charyzmatycznego przywódcę, który wierzył w tę sprawę. Możesz mi wskazać Polski odpowiednik?
3. Górnicy byli "gnębieni" przez Thatcher. Czy polscy rolnicy są tak samo traktowani przez Kopacz?
Najlepszy komentarz
-to co jedziemy na śląsk?
-wolny śląsk!
Masz 100% racji. Sprowadzanie sprawy do "wolisz pchać czy być pchany". A jeśli ktoś tylko angażował się emocjonalnie, no co najwyżej się całował, a tak zostają same uczucia, rozterki, wątpliwości, patrzenie, oczekiwania, to co, wybił się z czasoprzestrzeni i nie istnieje? "Ewaporował"? ;)
Ale takie myśli ma wielu hetero tzw. wyzwolonych od religii...zrównywanie homofobii z brakiem edukacji i wyznawaniem religii jest uproszczeniem. Jakoś ateiści i inni niewierzący wcale nie są wolni od uprzedzeń, a co im stoi na przeszkodzie? Pogarda. Za uzadanienie mogą dać po prostu argument o nienaturalności.Tu nie trzeba nic rozumieć, albo traktuje się niektóre jednostki jako podludzi, albo równych sobie.