25 lat temu niewiele było miejsc do których mógł się zwrócić młody człowiek, kiedy przerażony odkrywał swój homoseksualizm. Kolorowe czasopismo było dla wielu jedyną deską ratunku.
- Krzysztof Tomasik -
Minęło już ponad 20 lat od transformacji ustrojowej, a w polskiej szkole wciąż brakuje edukacji seksualnej. Nie jest to problem nowy, także przez cały okres PRL-u nie udało się wprowadzić przedmiotu na którym uczniowie i uczennice dostawaliby rzetelną wiedzę i odpowiedzi na nurtujące ich pytania w związku z seksualnością człowieka, w tym homoseksualizmem. W efekcie tak jak dziś do Internetu, tak kiedyś zwracano się do seksuologów, którzy odpowiadali na pytania na łamach prasy.
W schyłkowym PRL-u młodzieżowe tygodniki cieszyły się ogromną poczytnością. Najpopularniejsze to „Razem”, „itd” i „Na przełaj”. W każdym z nich publikowano listy młodych ludzi, którzy zwracali się ze swoimi problemami, a szczególnie ciekawa pod tym względem była rubryka „Seksuolog radzi” w „itd” zwierająca zawsze zdjęcie nagiej dziewczyny i rady Zbigniewa Lwa-Starowicza, wówczas opromienionego gigantycznym sukcesem swoich książek: „Seks partnerski” (1984), „Seks trudny czy łatwy?” (1985) „Seks dla każdego” (1986), „Seks dojrzały” (1988).
Dysproporcje w USA
Kiedy dziś czyta się publikowane na łamach „itd” listy, widać w nich przede wszystkim bezradność nie tylko młodych ludzi, którzy nie mają do kogo się zwrócić z podstawowymi problemami życia erotycznego (atrakcyjność seksualna, wielkość penisa, brak porozumienia w seksie, oziębłość, masturbacja, niemożność znalezienia partnerki/partnera). Pociąg seksualny do osób tej samej płci pojawia się rzadko, ale opisane tam historie, podobnie jak komentarze Lwa-Starowicza są szczególnie cenne, bo dają wyobrażenie o tym jak funkcjonował wówczas w społeczeństwie homoseksualizm.
Z reguły jeden odcinek to jedna kwestia z dziedziny seksuologii, czasem zresztą Lew-Starowicz dawał swego rodzaju mini-wykłady na dany temat, np. w numerze z 28 lipca 1985 r. pisał na czym polegają zmiany wprowadzone przez rewolucję seksualną. Przytoczone zostały nawet wyniki “badań socjoseksuologicznych” młodzieży studenckiej z Uniwersytetu Columbia z 1980 r. z których wynikało, że “doświadczenia homoseksualne” miało 21,4% mężczyzn i 2,3% kobiet, a kontakty analne – 57,6% mężczyzn i 54,4% kobiet. Tak duża dysproporcja w doświadczeniu kontaktów seksualnych z osobami tej samej płci między mężczyznami i kobietami (21,4% do 2,3%) nie zostaje skomentowana, można więc sądzić, że podobna różnica nie wydała się wówczas niczym zastanawiającym. W tym samym materiale są też dane porównawcze na studentach i studentkach z RFN, ale tam nie ma informacji o homoseksualizmie.
Nienormatywny Jarek
W tym samym roku tylko w sierpniu na łamach „itd” pojawił się list Jarka: “Mam 28 lat i jeszcze nie żyłem seksualnie. Podchodzę do tego zbyt poważnie, aby bawić się w seks. Chcę rozpocząć życie seksualne z kobietą, która będzie moją żoną. Jeszcze nie spotkałem kobiety moich marzeń. Rodzice moi rozpaczają, że jestem kawalerem i nie mam żadnej sympatii. Mój ojciec powiedział mi kiedyś, że uważa to za nienormalne, aby w tym wieku nie mieć jeszcze przygód seksualnych, matka podziela jego zdanie. Czy ja jestem naprawdę dziwolągiem?”. Lew-Starowicz właściwie nie odpowiada na pytanie postawione w ostatnim zdaniu, tylko podaje powody “później inicjacji” u mężczyzn, takie jak: uprzedzenia i lęki wobec kobiet, zahamowania i neuroza, lęk przed ciążą, wenerofobia oraz: “Ukryte cechy homoseksualne, opóźnienie rozwoju psychoseksualnego, choroby i zaburzenia, wady rozwojowe itp. bywają również często przyczyną opóźnienia inicjacji seksualnej”.
Czy on jest homo?
Mężczyźni postępujący podobnie do Jarka musieli budzić emocje wśród znajomych kobiet, które mogły podejrzewać, że mają do czynienia z homoseksualistą. W lutym 1987 r. pojawiły się dwa listy w których autorki opisywały swojego znajomego, po czym pytały o jego orientację seksualną. Bianka pisała: „Mam kolegę, którego postawa życiowa mnie intryguje i podejrzewam, że jest homoseksualistą. Jest to 28-letni, inteligentny i szalenie przystojny mężczyzna, bardzo zadbany i elegancki, mieszka z rodzicami. […] Janek deklaruje potrzebę życia samotnego. Mówi, że nie chce się związać z żadną kobietą, nie czuje powołania do małżeństwa, ale nie zamierza również zostać duchownym. Kiedy pytałam go, czy pociągają go flirty odpowiedział, że nie, seks go nie bawi i może się obyć bez niego. Zaintrygowana zapytałam go wprost – a może jesteś homoseksualistą? Odparł spokojnie, że nie był i nie jest. Dla mnie to zupełnie niezrozumiałe i uważam, że wstydzi się przyznać, że jest homoseksualistą, chociaż nie ma żadnych dowodów na to, że nim jest. Co tym sądzić?”.
Nieco inny przypadek opisała Monika: „Co należy sądzić o mężczyźnie podobającym się kobietom, który w towarzystwie wyraźnie woli rozmawiać z innymi mężczyznami? Jest żonaty, ma dzieci, ale znany jest z tego, że interesują go flirty. Jest na tyle atrakcyjny, że wiele kobiet usiłuje go uwieść – przyznaję, że ja również. Jest miły, serdeczny nawet, potrafi świetnie tańczyć, ale woli rozmowy z mężczyznami niż z kobietami. Czyżby był homoseksualistą?”. W obu przypadkach Lew-Starowicz wyjaśnił, że wcale nie musi chodzić o homoseksualizm i nie należy zbyt pochopnie stawiać takich diagnoz: „To, co odbiega od przeciętności, od postaw życzeniowych, łatwo określa się innością psychoseksualną”.
Seks z bratem
Bodaj najpełniej, a jednocześnie w sposób dość nietypowy pojawił się homoseksualizm przy okazji listu nastoletniego Tadeusza, opublikowanego w „itd” w grudniu 1985 roku: „Mam 15 lat, chodzę do szkoły, mieszkam z rodzicami i starszym o rok bratem. Od lipca tego roku uprawiam onanizm – nauczyłem się tego od brata. Chodziliśmy się razem kąpać nad rzekę. Zawsze po kąpieli chodziłem w krzaki wyciskać mokre spodenki. Któregoś dnia poszedł za mną brat. Wtedy pierwszy raz w życiu zobaczyliśmy siebie nago. Na drugi dzień brat zaproponował, aby kąpać się i opalać całkiem nago. Z początku nie chciałem się na to zgodzić, ale w końcu on mnie przekonał. Oprócz nas nie było tam nikogo. Kąpaliśmy się i opalaliśmy razem całe lato. Było naprawdę fajnie. Pewnego dnia brat zaproponował mi, abyśmy się onanizowali. Nigdy przedtem tego nie robiłem, więc zgodziłem się tylko przez ciekawość. Spodobało mi się to, dawało mnie i jemu dużo przyjemności. Później onanizowaliśmy się już codziennie. Najpierw robiliśmy to każdy osobno. Któregoś dnia brat zaproponował, aby zmierzyć sobie prącie. Zgodziłem się i musiałem pozwolić, aby to zrobił. Wówczas on zaczął mnie onanizować i tak się zaczęło. Onanizujemy się wzajemnie, ale częściej on onanizuje mnie, niż ja jego. Sprawia mi to przyjemność. Robimy to teraz co wieczór, kiedy kąpiemy się razem w łazience. Z początku rodzice się dziwili, że nagle zaczęliśmy kąpać się razem. Dawniej matka nas do tego namawiała, nie chcieliśmy się zgodzić, a tu taka zmiana. Teraz już się nie dziwią, są nawet z tego zadowoleni. Mamy bardzo małe mieszkanie, więc muszę spać razem z bratem. Od pewnego czasy wykorzystujemy to do tego, aby się wzajemnie obmacywać. Często śpimy zupełnie nago. Niedawno przeczytałem w jakiejś książce, że to co robię z bratem, może nas doprowadzić do homoseksualizmu. Trochę mnie to przestraszyło, nie chcę być zboczeńcem, ale nie mam silnej woli, aby z tym przestać. Parę razy próbowałem z tym zerwać, ale wytrzymywałem kilka dni. Brałem też tabletki Relanium, Hydroxyzynę (od lekarza je brałem, mówiłem mu, ze jestem bardzo nerwowy), ale to też nic nie dało. Jestem pobudliwy, szybko się podniecam. Nie wiem, co z tym zrobić. Do lekarza za nic na świecie nie pójdę. Może Redakcja potrafi mi coś poradzić”.
Równie ciekawa co list Tadeusza, jest odpowiedź Zbigniewa Lwa-Starowicza, który zdarzenie, gdy młody chłopak z dużym popędem seksualnym i ciekawością, onanizuje się wspólnie z bratem, uznaje za sytuację bardzo poważną: „15-letni chłopak w wyniku praktyk masturbacyjnych został rozbudzony seksualnie, a specyficzny typ masturbacji (z bratem) sprzyja rozwojowi uwarunkowań prowadzących do powstania homoseksualnej orientacji płciowej”. Rada może być tylko jedna: “Jedynym rozwiązaniem tej sytuacji w celu przeciwdziałania, pogłębiania się uwarunkowań prowadzących do możliwego homoseksualizmu jest przerwanie wzajemnych kontaktów, wspólnych kąpieli i wspólnego spania w jednym łóżku. To dopiero początek”. Dalsze działanie, które proponuje seksuolog muszą dziś budzić zdziwienie: „Koniecznym wyjściem czasowym z tej sytuacji byłoby rozdzielenie braci i np. pobyt jednego z nich w jakimś internacie, u kogoś z rodziny itp. […] możliwość mieszkania w innym domu, a nawet mieście byłaby lepszym rozwiązaniem”.
Czytając odpowiedź Lwa-Starowicza nie ma właściwie wątpliwości, że seksuolog uważa homoseksualizm za coś, przeciwko czemu trzeba przeciwdziałać. Co szczególnie zaskakujące, homoseksualizm zostaje tu wykorzystany jako większy straszak niż kazirodztwo. Kontakty seksualne z bratem mają być czymś przejściowym, występujące tylko w pewnym okresie i są niebezpiecznie o tyle, o ile utrwalają homoseksualizm.
Nietypowy problem
To co dziś w czasie lektury rubryki „Seksuolog radzi” szczególnie rzuca się w oczy, to męskocentryczna perspektywa. Lesbijki praktycznie nie pojawiają się, a kobiety oznaczą najwyżej ewentualną partnerkę homoseksualnego mężczyzny. W październiku 1987 r. Lew-Starowicz omawiając „nietypowe problemy” poświęcił nieco miejsca „więzi z osobą homoseksualną”. Autor twierdził, że to “na ogół kobiety wybierają tak nietypowy obiekt erotyczny i uczuciowy”. Zdradził nawet, że spotkał udane małżeństwa z osobą homoseksualną, ale tylko u tych u których “homoseksualność stanowiła zastępczą formę realizacji potrzeb”. Jednocześnie zaznaczał, że wybór na partnera homoseksualisty jest “dużym ryzykiem”, bo z czasem “wyparty biegun homoseksualny zaczyna dochodzić do głosu, odzywają się stare nawyki i potrzeby”. Oczywiście homoseksualizm oznacza tu jedynie mężczyznę, ale ciekawe jest także na poważnie rozważanie o małżeństwach heteroseksualnych kobiet z homoseksualistą, co najwyraźniej było wówczas dość często spotykane.
Zdrowy rozsądek to niby skąd?
Żeby wiedzieć gdzie się stoi trzeba popatrzeć w tył aby wiedzieć na czym się stało, aby następnie łatwo przewidzieć na czym powinno się stać za kilka lat :)
Więcej takich perełek proszę :D
co do edkukacji seksualnej młodzieży, nie ma nakreślonych granic co miałoby się w nim znaleźć, czy praktyczne opisy pochwy, penisa, antykoncepcji? a może uświadamianie młodym ludziom co to jest miłość, szacunek, równość, no właśnie tu jest problem, bo szkoły nie mają pieniędzy żeby w ramach przedmiotu zmieścić wszystko 'co jest potrzebne', a edukacja seksualna potrzebna jest na pewno, bo niedługo nie poradzimy sobie z problemem jakim są niechciane ciąże, samotne matki, 'słoneczka', jednak trzeba przyznać że dużo leży również w rekach rodziców i właśnie od tego trzeba zacząć..
Uważam, że Z. L.-Starowicz nie chce przeciwdziałać samemu homoseksualizmowi ile tej drodze jaką mógłby się on rozwinąć w tym przypadku. Młody człowiek którego seksualność dopiero się rozwija jest silnie podatny na wpływy i buduje pewne wzorce zachowań, warunków i relacji, które potem decydują jak osiągać będzie satysfakcję seksualną w dorosłym życiu. Gdyby taka relacja z bratem doprowadziła do ustalenia się młodszego brata w orientacji homoseksualnej mogłoby to prowadzić w dalszym życiu do obwiniania starszego brata za taki stan rzeczy, rozbicia tak ważnej dla nich obu relacji między braćmi. Kazirodcze stosunki między braćmi (jeden ma 15 lat) nie są chyba najlepszą drogą rozwoju seksualności. Wspólna masturbacja wśród rówieśników czy braci nie jest czymś złym o ile nie przerodzi się w coś co opisał 15-latek.
Aby uzyskać silny wpływ na chłopaka z listu Starowicz posługuje się twardą postawą wobec jego zachowań i silnymi argumentami, chcąc dać porządnego klapsa jego psychice.
Zatem jak tu byc zdrowym heterykiem???
Wychować sie bez zwierząt, bez kontaktu z ta sama plcia i byc jak najwcześniej wykorzystanym sexualnie przez płeć przeciwna.