Pada słowo Islandia. Pierwsze skojarzenia: Bjork, Sigur Rós, wulkany, lodowce, gejzery.
Od października 2008 roku wyspa jest również kojarzona z kryzysem gospodarczym, a od 2010 z wulkanem o niemożliwej do wymówienia nazwie, który wybuchł w kwietniu, paraliżując Europę.
Niektórzy mogą ją także kojarzyć z postacią aktualnej premierki rządu, pierwszą otwarcie homoseksualną kobietą piastującą to stanowisko. No właśnie.
Jak wygląda queerowa Islandia, islandzka branża, czy prawa osób LGBT ?Spotkanie w urzędzie miastaW kwietniu, w barze w centrum Reykjaviku miał miejsce brutalny atak na osobę transpłciową.
Samtokin '78, najstarsze i jedyne na wyspie stowarzyszenie działające na rzecz praw osób LGBT, wystosowało oświadczenie do mediów i zorganizowało spotkanie z posłami islandzkiego parlamentu. Postulowali dodanie tożsamości płciowej, jako cechy ze względu na którą dyskryminacja jest zabroniona, do konstytucyjnych przepisów antydyskryminacyjnych.
W lipcu w urzędzie miasta Reykjavik odbyło się otwarte spotkanie, z okazji wprowadzenia nowego, korzystnego dla osób trans prawa. Pierwszy szok przeżyłem, gdy zobaczyłem tęczowe flagi powiewające dumnie na masztach przy budynku. Podczas spotkania przemówienie wygłosili aktywiści ze stowarzyszenia Samtokin '78, a także pracownik urzędu. Zorganizowany został również koncert queerowego chóru miasta Reykjavik. Wszystko w bardzo uroczystej atmosferze z szampanem i poczęstunkiem włącznie oraz na koszt urzędu.
Sam okres między nagłośnieniem ataku, a wprowadzeniem przepisów wprowadził mnie w osłupienie. Cztery miesiące. W Polsce jeszcze nie do pomyślenia.
Gay Pride i branża po islandzkuNajwiększą, choć nie jedyną imprezą społeczności LGBT jest oczywiście Gay Pride Festival organizowany corocznie w sierpniu. Hasłem któregoś z marszów równości w Krakowie było: marsz równości świętem miasta. Idealnie pasuje ono do Reykjaviku. Podczas gdy festiwal się odbywał cała główna ulica stolicy Islandii, Laugavegur, zamieniła się w kolorową aleję. Tęczowe flagi oraz gadżety ozdabiały witryny dosłownie wszystkich sklepów. Flaga mniejszości seksualnych zawisła nawet na szczycie Hallsrimskirkja, największego kościoła w mieście.
Jako lider campu przygotowującego gay pride uczestniczyłem w przygotowaniach do kilku wydarzeń. W ratuszu miasta przygotowywałem wystawę artystyczną dotyczącą praw osób LGBT oraz historii emancypacji islandzkich gejów, lesbijek i osób biseksualnych oraz trans. Znowu przemowy, oficjalne otwarcie. Na samej paradzie mnóstwo ludzi. Podobno 60 tysięcy. Na czele pochodu burmistrz Reykjaviku, Jón Gnarr, ucharakteryzowany na Pussy Riot. Niezwykła atmosfera, wszyscy przyjaźni, otwarci, bawią się. Widać całe rodziny z dziećmi. W porównaniu z Polską – magia, szaleństwo. Nigdy w życiu nie doświadczyłem takiego wsparcia środowiska LGBT ze strony jakiejkolwiek społeczności.
Jeżeli chodzi o branżę to poza Reykjavikiem praktycznie nie istnieje. W samej stolicy są w sumie trzy branżowe miejsca – Gay 46, Kjallarinn i Strakarklubburinn okkar. Podobne do poznańskiego HaHu pod tym względem, że chodzą tam wszyscy – osoby heteroseksualne, homoseksualne, transpłciowe.
Na głównej ulicy miasta mieści się jeszcze jedno branżowe miejsce. Duży biały budynek z tęczowymi flagami. Siedziba stowarzyszenia Samtokin '78. Organizują imprezy, wieczory filmowe, grupy tematyczne, wsparcia. Centrum wydarzeń.
AutostradaIslandczycy, których spotkałem są bardzo otwarci, przyjaźni, nie mają problemu z homofobią.
Dla nich fakt, że jest się osobą o odmiennej orientacji seksualnej po prostu nie ma znaczenia. Nie patrzą na ludzi przez pryzmat tej jednej cechy, widzą całą osobę.
Droga do równości zajęła Islandczykom mniej więcej 40 lat. Czy jest to możliwe w Polsce ? Nie wiem. Natomiast jestem pewien, że są oni bez porównania bardziej otwarci i świadomi różnorodności jaka ich otacza. I tego możemy się od nich uczyć.
Jakub Stachowiak – aktywista na rzecz osób LGBT i przeciwdziałania dyskryminacji. Zaczynał w poznańskim oddziale KPH. Współzałożyciel Stowarzyszenia Dni Równości i Tolerancji. Organizator Dni Równości. Poznaniak. Polak z konieczności, Islandczyk z wyboru. Mieszka w Reykjaviku, gdzie realizuje własny projekt antydyskryminacyjny oraz pracuje jako workcamp leader w ramach programu Młodzież w Działaniu.
rozmawiałem dzisiaj ze znajomą Islandką z Akureyri ; jej pokolenie raczej nie ma problemu z homofobią.
za to opowiedziała mi parę przerażających niusów o wyspach owczych .
dwa tygodnie temu pewien muzyk z wysp owczych popełnił samobójstwo, bo nie dał sobie rady z ostracyzmem społecznym z jakim sie spotkał po publicznym coming outcie. generalnie z jej opowieści wyłania się obraz wysp owczych jako swoistej północnej wersji Polski.
Tak, Farerczycy są do bólu chrześcijańscy.
natomiast zdecydowanie musi byc cos na rzeczy ze islandczycy sa dobrze nastawieni do homo, ci w stolicy, bo nie mieli problemu z prezydentem lesbijka! chyba nie bylo w swiecie takiego przypadku, aby zostal wybrany ktos homo na urzad prezydenta i to homo w zwiazku malzenskim/partnerskim z osoba tej samej plci!! za to akurat islandia u mnie zyskala bardzo duzego plusa. reszta jest nieweryfikowalna ale mozliwe ze stolica okay a reszta wrogo do homo.,
dlatego prowadzę warsztaty antydyskryminacyjne głównie na "zadupiach" ;-)
Ale spokojnie! Czemu od razu napięcie i atmosfera kłótni. Miało być miło i pole do polemiki, tym bardziej, że każda nowinka o Islandii powoduje u mnie pojawienię się serduszka zamiast źrenic w oczach.
Stereotyp - nie sądzę, może dlatego, że ludzie generalnie nie wiedzą za wiele o Islandii, nie mają z nią i jej mieszkańcami do czynienia (chociaż Polacy to największa mniejszość narodowa na wyspie :)), więc trudno mówić o stereotypie. Dla mnie to raczej statystyka :).
A jeśli było 60 tysięcy - dobrze, dobrze (może tylko nadużywam nieśmiertelnego prawa do niewiary), ostatecznie to tylko liczba. Ostatecznie i tak stu na stu śmiertelnych.
czy w ogóle w życiu rozmawiałeś z Islandczykiem ?
a co do Parady - byłem i wiem co widziałem ;-)
możesz sobie nie wierzyć.
Zresztą, trudno porównywać to, co dzieje się w stolicy kraju, którego liczba ludności jest mniej więcej taka sama, jak trzy polskie średniej wielkości miasta, do samej Polski. 60 tys. na paradzie? Przepraszam, ale wątpię, to jakby słuchać partii politycznej, ilu doliczyła się członków manifestacji.