Każda mała dziewczynka marzy ponoć o hucznym weselu, białej sukni i złotej karocy. Czasem jednak jest tak, że zamiast królewicza na białym koniu, małe dziewczynki chcą królewny na harleyu. Gdy taką już spotkają, prędzej czy później również zaczynają marzyć o przypieczętowaniu swego związku. Także w Polsce te dziewczynki, z których później wyrastają kobiety kochające inne kobiety, pragną mieć taką możliwość. Oczywiście takiego prawa jeszcze nie mają. Jak jednak wyobrażają sobie ten moment, gdy w końcu to marzenie stanie się dostępne?
Ach, co to był za ślub…Na Youtubie znaleźć można pełno filmów z lesbijskich ślubów. Jest ich tam tak dużo, że ostatnio spędziłam nad nimi pół wieczoru. Zadziwiająca jest nie sama ich oprawa, a twarze ludzi jakich widzi się na tych filmach. Uśmiechnięci dziadkowie, babcie ściskające z czułością obie panny młode, wzruszeni rodzice. Dla nas te obrazki są jak sceny z ulubionej bajki. Chciałoby się wejść w ekran
i poczuć tę serdeczność, radość. Czy my same, kobiety, które nie mogą jeszcze
w jakikolwiek sposób zalegalizować swych związków, wyobrażamy sobie, że właśnie tak miałby wyglądać nasz wyjątkowy dzień?
Polskie lesbijki, te z którymi rozmawiałam, nie wyglądały na takie, które chcą ustalać kto przy kim będzie siedział i czy ich weselny tort będzie cytrynowy czy waniliowy. Tak bardzo chcemy móc
w ogóle zalegalizować związek, że nie poświęcamy już tak wiele czasu temu jak miałoby to wyglądać. Żadna z tych kobiet nie wyobraża sobie tego momentu jako typowego „wesela”, jako spędu dwóch rodzin, gdzie wszyscy goście bawią się razem do białego rana. Sądzę,
że wśród gejów, gdyby zapytać ich o to samo, przeważałyby podobne odpowiedzi. Większość osób mówi po prostu o zwykłym zalegalizowaniu związku i jakiejś romantycznej kolacji. Niektórzy chcieliby na ten czas wynająć klub i zrobić imprezę dla najbliższych znajomych. Inni urządziliby z tej okazji domówkę.
„Takie wesela, jak te tutaj, kosztują. U nas, w Polsce, przeważnie rodziny płacą po połowie za salę i wszystkie te bajery. Myślisz, że moi czy twoi rodzice zapłaciliby za lesbijskie wesele?” - powiedziała moja znajoma oglądając te filmiki. Oczywiście, ja również sobie nie wyobrażam takiej sytuacji. Mamy inną rzeczywistość. Koszty to jednak nie główny powód, który odwodzi pary lesbijskie od takiej wizji tego wyjątkowego dnia. Internautka, z którą udało mi się porozmawiać na lesbijskim czacie portalu wp.pl, napisała mi:
„Formalności! Bo ja sobie nie wyobrażam iść w mojej zabitej dechami mieścinie i prosić o papierek potwierdzający mój stan cywilny, to chyba byłoby potrzebne? Zaraz by pytali czy mam chłopa, od razu plotki i domysły (…)”. Jak więc widać strach występuje już na samym początku. Ktoś usłyszy, ktoś się dowie - sama legalizacja to jeszcze nie wszystko.
Żeby tylko nikt się nie dowiedziałPrzed każdym ślubem należy podjąć decyzję: kogo zapraszamy, a kogo nie chcemy widzieć. Lista gości sięga nawet 200 osób. A jak to jest u par jednopłciowych?
„Nawet jeżeli zalegalizuję kiedyś związek z moją kobietą, to matce nie powiem” - pisze kolejna internautka. Ten ważny moment widzimy raczej w gronie najbliższych znajomych, w ukryciu nawet przed rodziną. Wszystko oczywiście zależy od relacji, ale nawet jeżeli te są całkiem dobre i tak wolimy ograniczyć się do najbliższej rodziny. Z czego to wynika? Może z niedomówień jakich pełno w wielu rodzinach? Często lubimy się wzajemnie, ale poruszane przez nas tematy są raczej powierzchownymi rozmowami. Poruszamy jedynie kwestie bezpieczne. Bywa też często tak, że gdy wujek Jacek, czy ciocia Agata mówi źle o homoseksualistach, a nie wie, że właśnie ktoś taki siedzi z nimi przy stole, zwykle milczymy. Nie wiemy jak wyglądałyby ich reakcje, gdyby wiedzieli, że lesbijki to nie tylko jakieś obce baby, które się drą na paradach „tych zboczeńców”, ale również właśnie ta Krysia, która przyszła do nich z ciastem jagodowym. Milczymy bo tak nam wygodniej, czy robimy to ze względu na kogoś? Na matkę, która boi się, żeby się nikt nie dowiedział, na sąsiadów, którzy potem mogą być złośliwi. Jest wiele powodów, dzięki którym lista naszych gości „weselnych” skraca się często do tych najbliższych, będących naszymi znajomymi, nie zaś rodziną.
Żeby było swojskoPisząc to przypomniałam sobie rozmowę z dawnym znajomym. Swój wyjątkowy dzień, w którym mógłby wreszcie powiedzieć „Tak” widział jako imprezę w klubie z występami drag queen i balonikami w postaci pompowanych, różowych prezerwatyw. Inni mówili zwykle o dekoracjach
w stylu tęczowych flag, branżowych piosenkach czy chociażby o drinkach w sześciu, dobrze nam znanych, kolorach. Tort, jeżeli już ma się pojawić, również tęczowy lub przynajmniej ozdobiony
„po branżowemu”. Elementy takie jak biały welon czy suknia ślubna? Niekoniecznie. Z czego wynika ta silna potrzeba zaznaczenia swojej „przynależności”? - Jestem lesbą, chcę lesbijskiego przyjęcia tego dnia, a nie tak po heterycku. Barwy tęczy to moje barwy, ja się z tym utożsamiam i z tego jestem dumna. Ma być tęczowa flaga, a w głośnikach Lady Gaga i Madonna, nie jakieś tam „Już mi suknię niosą z welonem” - takie właśnie odpowiedzi można usłyszeć. Wersja osób LGBT przypomina raczej wielką balangę niż ckliwe, wzruszające wesele.
Między Wisłą a Odrą…Życie płynie powoli do przodu. Polskim parom jednopłciowym ślubów udziela m.in. Reformowany Kościół Katolicki. Według informacji Super Stacji (z maja tego roku) w Polsce udzielono dotychczas ponad 180 takich ślubów. Innym wydarzeniem, tym razem poza granicami Polski, był również „ślub w chmurach”, który dzięki głosowaniom internautów mogły wziąć Ewa Tomaszewicz i Gosia Rawińska. Ten związek również nie jest uznawany przez nasze państwo. Na razie więc tego typu zabiegi nie zmienią sytuacji polskich par jednopłciowych. Jest to bardziej przypieczętowanie swego związku dla samych siebie, dla podniesienia więzi. Dla niektórych smutny problem stanowi fakt, że tego typu „śluby” czy nawet zaręczyny, te w gronie najbliższych, które organizujemy w swych domach czy klubach, nie są zwykle brane na serio. Nie tylko z braku papierkowego udokumentowania, ale ot tak zwyczajnie, bo przecież homoseksualiści nie biorą tego typu spraw na serio, to taka „zabawa w dom”. Czy to się zmieni? Jeżeli tak, to jak z tego prawa skorzystają polscy homoseksualiści? Będzie to dla nich zabawa czy poważny krok, który wymaga rozważenia? Jedno jest pewne - dziś każdy i każda z nas marzy jedynie o tym, by było to w ogóle możliwe. Ja również - w sylwestra ja i moja kobieta mamy bowiem pierwszą rocznicę zaręczyn…
Anna Krystowczyk - Miłośniczka starych filmów, jazzu i fotografii. Skryta kochanka Zdzisława Beksińskiego, marząca o wyjeździe do Indii.
Autorka
bloga, w którym pół żartem - pół serio ujmuje bieżące i minione sprawy z życia (nie tylko) LGBT.
Wystarczy znaleźć drugą osobę z podobnym podejściem do życia. :}
Cóż nam pozostaje? Walczyć! Walczmy, bo warto. :)