"Jestem pedałem i mam obowiązki pedalskie" - głosił jeden z transparentów na tegorocznej Paradzie Równości. Koniec wakacji i wybory za pasem nastrajają do poważniejszych refleksji - może więc czas zastanowić się, jakie właściwie są te "obowiązki pedalskie" (gejowskie, lesbijskie, transowe czy biseksualne...)Kochać Madonnę (względnie Lady Gagę, Kylie, Cher...itd.)? Być trendy, czyściutko się ubierać i ładnie pachnieć? Nie musieć wstawać w sobotę rano, bo dzieci przecież (raczej) nie płaczą? Korzystać z darkroomów? Uwielbiać Shane ze "Słowa na "L"? Z dumą prezentować fryzurę na Justina Biebera i coolowe bojówy? Nie, kochani i kochane, to nie obowiązki, to są przyjemności bycia pedałem/lesbą - zresztą przyjemności niekoniecznie wszystkich z nas.
Sytuację mamy taką, że sorry - są też obowiązki. I jest ich w ch...
Poniżej przedstawiam z grubsza mój autorski katalog. Sam jestem ciekaw Waszych.
Obowiązek nr 1: być wyoutowanym
Być wyoutowanym - nie znaczy powiedzieć o swym gejostwie (lesbijstwie itd.) dwóm kumplom gejom oraz ewentualnie mamie, tudzież siostrze - i na tym proces wyjścia z szafy z gracją zakończyć. Być wyoutowanym to znaczy nie ukrywać swego gejostwa NIGDY - wyoutować się nie tylko wśród przyjaciół i rodziny, ale również w szkole/na uczelni/w pracy oraz w setkach codziennych sytuacji nie do przewidzenia.
Przykład?
Aktor Michał Sieczkowski mówił dwa lata temu w wywiadzie dla "Repliki":
Jak ostatnio byłem w Żabce, pan zapytał: „A co, dzisiaj bez brata?”. I ja odpowiedziałem jakoś automatycznie: „Tak, tak, bez brata”. A potem zrobiło mi się strasznie głupio, bo znam tego sprzedawcę, rzeczywiście często robimy tam zakupy z moim chłopakiem i przecież mogłem po prostu powiedzieć choćby: „To nie brat”.Znacie takie sytuacje? Sam miałem ich mnóstwo i niestety, zdarzało się "pedalskiego obowiązku" nie spełnić - nie wyprowadzić kogoś z błędnego założenia, pozwolić mu/jej myśleć, że jestem hetero, albo że mój chłopak to brat/kuzyn/kolega itd. Powiedzmy siebie szczerze, takie zachowanie jest słabe. Trzeba mieć i odwagę, i niezły refleks, żeby się nie dać wepchnąć do szafy.
Obowiązek nr 2: reagować na homofobię
Na imprezie nagle toczy się dyskusja o gejach a prym wiodą opinie typu "geje są OK, tylko żeby się tak nie obnosili"? Kumple z pracy przy porannej kawie "niewinnie" obśmiewają "lesby"? Nieznajomy w windzie peroruje swej koleżance, że "pedałów trzeba leczyć"? Ludzie ze studiów przytakują jeden drugiemu, że "transy to jest kurwa dopiero hardcore"?
Obowiązkiem pedała/lesby/bi/transa w tej sytuacji jest nie milczeć jak owieczka (czy baran). Obowiązkiem jest pyskować, odszczekiwać się, wpieniać się, wykłócać i oburzać. Nieważne, że "niektórych i tak się nie przekona", nieważne, że "każdy ma prawo do własnej opinii". Ważne, że pedalski/lesbijski/bi/trans głos ma być słyszalny.
Obnoszą to się heterycy aż do porzygania.
Jakaś "lesba" Cię nie podnieca? A ty myślisz, że jesteś ciacho, tak?
Sam się lecz - z uprzedzeń, dupku.
Hardcore - to jest transfobia, a nie transy.
Obowiązek nr 3: pójść na co najmniej jedną paradę w rokuTaki obowiązek pedalski to jest pikuś w porównaniu z obowiązkiem np. katolickim, nie? Parady są rzadziej niz co tydzień, no i są o niebo fajniejsze. A i tak mało który pedał (lesbijka/bi/trans) się na nich melduje.
Jeśli przyjąć, że LGBT to mniej więcej 5% każdej populacji, jest nas w Polsce jakieś 1,6 mln osób. W Warszawie - 100 tys. Słownie: sto tysięcy pedałów, lesb, biseksów i transów mieszka w samej stolicy.
Tymczasem na Paradzie jest jakieś 4 tysiące (a w tym LGBT spoza Warszawy + nasi sojusznicy hetero).
Reszta czyli ponad 90% warszawskich LGBT akurat w dniu parady ma inne ważne obowiązki. Np. "obowiązek" trzęsienia portkami, że jak pójdę, to "ktoś" może zobaczyć. Albo w ogóle nie ma żadnych obowiązków, bo ma w dupie.
Obowiązek nr 4: dawać kasę na organizacje LGBT (albo samemu finansować własne akcje przeciw homofobii).Tyle kasy, ile można. Wiem - są tacy, którzy nie mogą dać w ogóle, bo zwyczajnie nie mają, albo ledwo im starcza. Ale też nie dajmy się zwariować - są i tacy, co by z własnej kieszeni mogli sfinansować niezłą antyhomofobiczną kampanię społeczną.
A spora - bardzo spora - grupa pedałów/lesb itd. - tych, co pracują za godziwe pieniądze i są "finansowo niezależni" - jest w stanie po prostu dać... trochę. Ile to jest "trochę"? Podpowiedzcie... 5 zł na miesiąc? 10 zł?
Poza tym ci, co płacą podatki, mogą przekazać 1% na którąś z organizacji LGBT. Tylko nie mówcie, że lepiej dawać na "chore dzieci", bo przecież "te organizacje LGBT są takie beznadziejne". Po pierwsze, obowiązek pedalski nie wyklucza obowiązku dbania o chore dzieci (można na nie dawać niezależnie od 1%). Po drugie, beznadziejność lub nadziejność polskich organizacji LGBT jest wprost zależna od kondycji polskich pedałów i lesb i zakresu spełniania przez nich pedalskich obowiązków. Jeśli więc beznadziejne są nasze organizacje, to dlatego, że beznadziejni jesteśmy my.
Ale jako członek KPH od 6 lat uważam raczej, że polskie organizacje LGBT są rewelacyjne, tylko... małe. Działa w nich na co dzień może kilkaset osób. Jaki to jest promil tych 1,6 mln osób LGBT?
Obowiązek nr 5: promować biznesy LGBT
Posiedzieć z kumplami przy piwie w klubie X czy w pedalskim/lesbijskim klubie X? W pedalskim/lesbijskim klubie X. Zamówić przez internet pedalską/lesbijską książkę albo film w księgarni X czy w pedalskiej/lesbijskiej księgarni X? W pedalskiej/lesbijskiej księgarni X. Na ciuchowe zakupy pójść do sklepu firmy, która reklamowała się na portalu LGBT czy do "zwykłego". Nie do "zwykłego".
Sam się dziwiłem, gdy parę lat temu kumpel z Frankfurtu mówił mi, że ma swego ulubionego fryzjera - jawnego geja, swego dentystę - jawnego geja, chodzi na siłownię, która reklamuje się na gejowskich portalach itd.
Teraz już się nie dziwię. Firmy prowadzone przez jawne osoby LGBT, albo kierujące swą ofertę dla klientów LGBT, albo jawnie LGBT-friendly to firmy, którym z racji panującej homofobii jest ciężej. Kto ma je wspierać przede wszystkim, jeśli nie my?
Obowiązek nr 6: zaangażować się w praktyczne działania na rzecz LGBTZajrzeć do którejś z organizacji LGBT i zobaczyć, jak ten cały aktywizm wygląda od środka. I gdy już się człowiek zorientuje w realiach, o których wcześniej (gdy teoretyzował i chętnie doradzał) nie miał pojęcia - wpaść na pomysł jakiegoś działania a potem ten pomysł zrealizować. A przy tym nie pokłócić się z wszystkimi innymi działaczami, ani nie obrazić się na wszystkich innych działaczy - tak, żeby po skończonej akcji móc zacząć następną.
Można też ewentualnie coś zrobić bez organizacji, na własną rękę, albo założyć własną organizację.
Obowiązek nr 7: dokonywać wyborów politycznych biorąc pod uwagę postulaty LGBTCzy muszę przekonywać, że orientacja seksualna to sprawa polityczna? Że postulaty ruchu LGBT to postulaty polityczne? Że homofobia, która zatruwa życie, to część składowa patriarchatu, czyli systemu, w ramach którego ważniejsza orientacja jest hetero, a ważniejsza płeć - męska? I że z tego płyną konkretne wnioski, z których najprostsze to: chodzić nie tylko raz w roku na Paradę, ale też raz w roku na Manifę oraz z głową głosować w wyborach...
***Piszę to pod siebie i oczywiście dziś bilans wypada mi całkiem, całkiem. Ale nie zawsze tak było - za całokształt wystawiłbym sobie chyba ledwo tróję z "pedalskich obowiązków". Bo wszystkie siedem pedalskich grzechów mam na koncie jak ta lala: tak, byłem w szafie całe lata. Tak, wielokrotnie puszczałem mimo uszu homofobiczne teksty. Do 2005 r. olewałem Parady i Manify. Dawanie kasy na organizacje LGBT kiedyś nawet nie przychodziło mi do głowy. Kumplowi z Frankfurtu dziwiłem się jak cholera, że pilnuje, by promować biznesy LGBT. Nie angażowałem się w działania na rzecz walki z homofobią, ani nie przychodziło mi do głowy, że moje gejostwo ma coś wspólnego z polityką.
A Wy jak?
Mariusz Kurc - stały publicysta Innej Strony, redaktor naczelny pisma
„Replika”, członek Kampanii Przeciw Homofobii i Grupy Inicjatywnej ds.
Związków Partnerskich;
z Krzysztofem Tomasikiem prowadzi w radiu TOK FM audycję "Lepiej późno niż
wcale" o tematyce LGBT, z Bartoszem Żurawieckim prowadzi Klub Filmowy LGBT w
Krytyce Politycznej w Warszawie.