Gdy mówimy o środowisku LGBT, często nie do końca jesteśmy pewni, co właściwie kryje się pod ostatnią znakiem. Transseksualizm? Transgender? A może coś jeszcze innego? Proszę przygotować notatniki - pojawią się terminy i definicje wraz z niewielką dawką teorii...
- Wiktor Dynarski (Fundacja Trans-Fuzja) -
Gdy mówimy o środowisku LGBT, często nie do końca jesteśmy pewni, co właściwie kryje się pod ostatnią znakiem. Transseksualizm? Transgender? A może coś jeszcze innego? Proszę przygotować notatniki - pojawią się terminy i definicje wraz z niewielką dawką teorii.
Skłamałbym, twierdząc, że T to łatwe do przyswojenia zagadnienie. Jego trudność zaznacza się nie tylko w ilości terminów, w których gubią się nawet sami zainteresowani, lecz także (a może przede wszystkim) w samej koncepcji odczuwania płci inaczej niż się to powszechnie przyjmuje. Może najpierw odszyfrujmy nasze hasło.
T jak transpłciowość
Transpłciowość to traktujemy jako zbiorczą nazwę (pojawiła się poprzez tłumaczenie angielskiego transgender) dla zjawisk określanych medycznie jako zaburzenia identyfikacji płciowej (choć osoby transpłciowe nie przepadają za takim określaniem ich "przypadłości") oraz (ze względu na podobieństwo) innych zachowań burzących tradycyjne pojęcia męskości i kobiecości. Takie rozróżnianie ma w zasadzie charakter "obserwacyjny". Inaczej mówiąc, są ludzie - są zjawiska - jest klasyfikacja.
Na transpłciowość składają się: transseksualizm, transgenderyzm i transwestytyzm. Sporo "izmów" jak na tak nieliczną grupę, trzeba to przyznać. Niektórzy do tej listy dodają także interseksualizm (wszelkie odmiany hermafrodytyzmu), a nad całością czuwa (zapewne znany niektórym) crossdressing (o nim pod koniec).
Przybyło nam pojęć. Czas najwyższy je wyjaśnić.
Transseksualizm (w skrócie TS) może wydawać się nieznanym terminem, z racji tego, że częściej słyszy się o "zmianie płci" niż o samej przypadłości. Osoba transseksualna "urodziła się w nieodpowiednim ciele", to znaczy płeć jej mózgu (odczuwana, psychiczna) jest przeciwna do płci całego ciała. Oznacza to nie tylko czystą postać obrzydzenia, lecz także chęć (nie zawsze wcieloną w czyn) poprawy tego stanu rzeczy poprzez terapię hormonalną (niezbędną do uzyskania wyglądu płci, do której się dąży), odpowiednie operacje chirurgiczne, najczęściej wraz z ostateczną operacją narządów płciowych i poprzez prawną zmianę swoich danych osobowych. Wbrew dość powszechnym mitom transseksualizm jako przypadłość nie jest "widzimisię" osoby nim dotkniętej. Jeśli już mówić o wyborze, to możliwy jest on tylko w rozmiarach leczenia lub jego braku. Media lubują przedstawiać osoby korygujące płeć w dość zaawansowanym wieku i chociaż sami zainteresowani podkreślają, że uczucie obcości ciała towarzyszyło im od wczesnych lat dzieciństwa (tak najczęściej transseksualizm przebiega), bardzo wiele ludzi pozostaje głuchych na te informacje. Najważniejsze to wiedzieć, że transseksualizm nie jest i nigdy nie był fanaberią, a jego leczenie nie polega tylko i wyłącznie na chirurgii narządów płciowych. To często długoletni i kosztowny (w Polsce zabiegi nie są refundowane) proces.
Przy okazji tematu zaznaczę, że obecnie staramy się zastąpić pojęcie "zmiany" lepiej oddającym ten proces słowem, mianowicie "korektą". Płci jako takiej zmienić nie można. Z punktu widzenia medycznego będzie to zawsze "dążeniem", zaś z punktu widzenia osoby transseksualnej nie następuje żadna zmiana, po prostu dostosowuje się ciało do umysłu.
Gdy mówimy o transpłciowości (szczególnie tyczy się to transseksualizmu) zwykle określamy osoby typami. Mówimy zatem transseksualista K/M, gdy mamy na myśli transmężczyznę, tj. mężczyznę urodzonego w kobiecym ciele, zaś transseksualistką M/K (transkobieta) określamy osobę w odwrotnej sytuacji. Oznaczenia te dotyczą nie tylko transseksualizmu. Z powodzeniemmożna używać ich w odniesieniu do każdej osoby transpłciowej, chyba że takowa tego sobie nie życzy.
Kolejny termin - transwestytyzm (TV) - uznajemy (podobnie jak transseksualizm) za skrajną odmianę transpłciowości, to znaczy taką, którą rozpoznano medycznie i szczegółowo opisano. Z definicji transwestytyzm (a właściwie transwestytyzm o typie podwójnej roli) to zakładanie ubrań płci przeciwnej, któremu towarzyszy przyjemność z chwilowego odczuwania przynależności do tej płci. Nie cechuje go chęć korekty płci, szczególnie operacyjnej. Należy wystrzegać się przed myleniem transwestytyzmu podwójnej roli z transwestytyzmem fetyszystycznym (właśnie z tym błędem spotykam się najczęściej). Drugie zjawisko skupia się głównie na odczuciach seksualnych, to znaczy zakładanie ubrań płci przeciwnej służy posiadaniu wyglądu płci przeciwnej i jednoczesnemu podnieceniu seksualnemu. Zdarza się jednak, że zachowania transwestytyczne (obydwu typów) wynikają z tłumionego transseksualizmu, nie jest to jednak regułą. Często słyszy się, że wśród transwestytów większość to geje - to stwierdzenie zawiera w sobie aż dwa mity. 1. Transwestytyzm jest domeną mężczyzn, 2. Cechuje on mężczyzn homoseksualnych. Aby nie przesadzać z ilością teorii, postanowiłem jasno skontrować te twierdzenia. A zatem, po pierwsze - istnieją transwestytki (transwestyci k/m), jednak z powodu żeńskiej emancypacji odzieżowej zwraca się na nie mniejszą uwagę, a po drugie - odsetek gejów wśród transwestytów prezentuje się podobnie jak w całym społeczeństwie, a nawet może być o wiele niższy. Co ciekawe, wydaje się, że wśród transwestytek więcej jest lesbijek niż heteroseksualistek, choć w tym przypadku często trudno oddzielić transwestytyzm od transgenderyzmu - kolejnego problematycznego terminu.
Do polskiej teorii transpłciowości wprowadzono transgenderyzm (TG) jako przeniesienie angielskiego terminu transgender[ism]. Spotkaliśmy go już nieco wyżej pod postacią naszego hasła-parasola. I tak, niestety, jest. W języku angielskim mamy dwa pojęcia transgender, które w polskich opracowaniach sprawiały sporą trudność, stąd zmiana nadrzędnego pojęcia na polsko brzmiącą transpłciowość. Trzeba przyznać, że transgenderyzm pełni niejako rolę "worka pojęciowego". Mieści się w nim wszystko to, czego nie możemy uznać za transseksualizm bądź transwestytyzm. Innymi słowy ktoś transgenderyczny w pewien sposób łamie konwencje płciowości (pod każdą postacią). Może nawet przechodzić terapię hormonalną i operacje, w celu zmiany swojego wyglądu (takie osoby raczej niechętne podchodzą do operacji narządów), jednak nie widzą siebie tak jak osoby transseksualne. Ponieważ wachlarz możliwości transgenderowych jest niezwykle szeroki, nie da rady opisać wszystkiego w tekście przekrojowym. Warto natomiast wiedzieć, że wśród osób transgenderycznych znajdują się bigenderyści (czujący przynależność do obydwu płci jednocześnie), agenderyści (niepoczuwający się do żadnej płci), a także (informacja wewnątrzśrodowiskowa!) lesbijki typu butch oraz sfeminizowani geje (obydwie grupy często spotykają się z przerażającym brakiem zrozumienia, szczególnie ci ostatni).
Aby dopełnić listę pojęć, zatrzymajmy się jeszcze przy crossdressingu . Określamy tak wszelkie przypadki zakładania ubrań płci przeciwnej, co nie oznacza jednak, że każdy crossdresser jest osobą trans. Crossdresserem można nazwać zarówno aktora przeistaczającego się w płeć przeciwną na potrzeby filmu (np. Anna Przybylska w ostatnim filmie Olafa Lubaszenki pt. "Złoty środek"), jak i drag kingów, drag queens oraz transwestytów. Nawet osoby transseksualne, zanim nabędą cech płci, do której dążą, trudnią się crossdressingiem, choć w tym przypadku jest to spojrzenie niezwykle zewnętrzne i mało delikatne, z którym na pewno osoby transseksualne by się nie zgodziły.
Powyższe wyjaśnienie nie zwalnia jednak litery T z jej enigmatyczności. Doświadczenie uczy, że nawet wyjaśniona pozostaje niezrozumiana. Stąd wynika częsty, niestety, lekceważący do niej stosunek, który prezentują także niektóre osoby LGB (choć w tych trzech literach także mogą pojawić się osoby trans - płciowość to jedno, a orientacja seksualna to drugie). Zapomina się, że pod literą T kryją się przede wszystkim ludzie, a każdemu człowiekowi należy się taki sam szacunek i szansa (wraz z prawem!) na bycie sobą.
Myślę, że suchy rzeczowy artykuł sprawę jednak przybliża.. na pewno w zakresie wiedzy, a to już coś. Poznanie transa/transki też jest dobre na drodze do akceptacji, ale nieidealne bo:
a) można go nie polubić i wyrobić opinię o reszcie (w przeciwieństwie do dobrego artykułu)
b) to, że się pozna np. transseksualistę nie oznacza, że polubi się transwestytów (może być na odwrót, bo T jest bardzo podzielone i uprzedzone do siebie nawzajem). Ja osobiście nie poznałam homoseksualisty, który nie akceptuje jakichkolwiek T, natomiast tsi na ogół nie znoszą tv czy tg.
Edukacja owszem ma tu do rzeczy, bo kwestie związane w zaburzeniami identyfikacji płci powinny być na edukacji seksualnej wyjaśniane moim zdaniem.. tak, żeby ludzie nie dębieli na widok ludzi trans. Wiedza to zawsze pierwszy krok do tolerancji. I w tym artykule to pojawiło się. Mam nadzieję, ze będą następne. Więcej optymizmu polecam.. ja myślę, że jednak się zmieni na lepsze ;)
To, że tak jest teraz nie znaczy, że będzie zawsze. Ten artykuł powstał między innymi, żeby tą sytuacje zmienić :) A, że nie ma edukacji seksualnej w szkołach, to trzeba pisać tego typu artykuły edukacyjne. A jak się już coś lepiej rozumie, to łatwiej jest zaakceptować.
Metoda eliminacji, sugeruje, że tak.
sunshine_for_you:
Nie. Shemale to określenie typowo anatomiczne. Oznacza osobę (m/k), która przeszła cześć korekty cech płciowych bez ostatecznej operacji. Ponieważ termin ten kojarzony jest z rynkiem porno, osoby nietrudniące się zarabianiem w ten sposób często czują się pokrzywdzone nadawaniem takich etykiet. Zwykle osoby określane mianem "shemale" nie mają większego problemu ze swoimi narządami płciowymi, używają ich i nie odczuwają potrzeby zmiany, czyli nie widzą siebie i nie czują się tak jak osoby transseksualne, co także wlicza je do worka transgenderycznego.
Wystarczy 2razy tak.. :P
nie oglądam tego więc nie wiem , ale tak , w ostatnim odcinku była Żaklina... ludzie nie rozumieją DragQueen Show ;0
Ale dalej się dostała.. tylko doktor Zosia była na "nie" co mnie nie dziwi.. A publiczności też ewidentnie się podobała.