Jakiś czas temu miałem chęć napisać tekst o żonatych gejach. Artykuł nie miał być przycięty pod jakąś konkretną tezę, więc potrzebna mi była grupa badawcza, a że żonatych nie znam (poza jednym) i się z nimi nie zadaję, umieściłem ogłoszenie: 28latek, żonaty, dyskretny, szuka podobnego. Odezwało się do mnie 17 żonatych mężczyzn...
Jakiś czas temu miałem chęć napisać tekst o żonatych gejach. Artykuł nie miał być przycięty pod jakąś konkretną tezę, więc potrzebna mi była grupa badawcza, a że żonatych nie znam (poza jednym) i się z nimi nie zadaję, umieściłem ogłoszenie: 28-latek, żonaty, dyskretny, szuka podobnego. Odezwało się do mnie 17 żonatych mężczyzn w wieku od 24 do 41 lat. 6 stwierdziło, że jako osoba długowłosa nie jestem w ich typie, a z 11 pogadałem sobie na gg, rzecz jasna, grając cały czas żonatego. Tekst był napisany, ale jakoś mnie sumienie ruszyło, że może to trochę nie fair zbierać informacje podając się za kogoś innego, że to nieładnie i niehonorowo. Tekst poszedł do szuflady.
Tymczasem, jakieś 3 tygodnie temu siedzę ja sobie w sobotni wieczór przy komputerze, szukam tego, czego singiel szuka wieczorem w necie, czyli materiałów do doktoratu, gdy nagle odzywa się do mnie jakiś nieznany numer gg. Osoba mówi, że znalazła mnie poprzez GR i pyta, czy możemy porozmawiać. Zanim zdążyłem się odezwać, wiedziałem już ile ma lat, ile waży, ile mierzy i ile ma cm w strategicznym miejscu i że chętnie się spotka na seks. Moje tłumaczenie, że pogadać możemy, ale spotkaniem, a zwłaszcza takim na seks nie jestem zainteresowany, trafiały chyba w próżnię, gdyż nagle padło pytanie: czy masz lokal? Lekko zirytowany odbiłem piłeczkę i zapytałem: a Ty co? Żonaty? On: a skąd to przypuszczenie? Ja: masz 40 lat i nie masz lokalu, czyli albo żonaty, albo ksiądz. On: ok., jestem żonaty? Czy to problem? Ja: dla mnie nie, ale wyjaśnij mi, jak to jest: zaczepiasz mnie, kompletnie ignorujesz to, że nie spotykam się na seks, masz na mnie chęć, a potem polecisz do domu, do żony, której powiesz, jak bardzo ją kochasz, obiad będzie podany, skarpety uprane, dzieci umyte. Powiedz, jak to jest być takim wygodnickim hipokrytą? Tu zostałem zwyzywany od ciot i skurwysynów. Powiedziałem, że przywykłem raczej do tytułów naukowych, a nie rodowych oraz, że jeśli już, to wolałbym być raczej skurwysynem z urodzenia, niż z wyboru i... zostałem zablokowany. Po prostu fantazja.
Po ww. wydarzeniu postanowiłem do wyników mej sondy jednak wrócić. Z tej jedenastki, z którą miałem przyjemność porozmawiać, tylko dwóch przejawiało jakiekolwiek wyrzuty sumienia w związku z zaistniałą sytuacją. Czuło się - o ile jest to możliwe do wyczucia przez gg - że jest to dla nich problem, że się z tym męczą, ale popęd jest tak silny, że nie mogą żyć bez przespania się od czasu do czasu z mężczyzną. Ta dwójka starała się takie kontakty ograniczać do minimum (wydaje się, że bardziej im zależało na samej znajomości z podobną osobą, niż na seksie), a jeśli już do takich kontaktów dochodziło, to zawsze się zabezpieczała. Pozostałych 9 nie miało żadnych problemów ze skokami w bok, a z ich liczby 7 nie uważało za stosowne się zabezpieczać. Rzecz jasna, o żadnym z nich żona nie wiedziała, a na pytanie "czemu się zatem ożeniłeś" część odpowiadała "bo tak jest łatwiej', a część tłumaczyła się presją rodziców, otoczenia, itp., itd., etc. Oczywiście, wszyscy byli "konkretnymi, męskimi, prawdziwymi' mężczyznami. Żaden z nich "nie budził skojarzeń', wszyscy brzydzili się "przegiętymi' i wszyscy byli "dyskretni i spoza środowiska'. Niektórzy twierdzili, że są Bi, a dwóch uważało, że nie są "pedałami, a tylko sypiają z facetami'.
Mnie generalnie nie interesuje kto z kim sypia i jaka relacja te osoby łączy, o ile obie strony są świadome, w jakiego typu związku pozostają - szczerość przede wszystkim. Pod kołdrę zatem nie zaglądam, jednak jeśli chodzi o żonatych gejów, to jest kilka rzeczy, które mnie zachwycają.
Po pierwsze: cudowne przekonanie, że żona o niczym się nie dowie. Gdy pytałem "a jeśli to jakoś wyjdzie, to co?", zawsze dostawałem odpowiedź "niemożliwe, ona się niczego nie domyśla, zawsze mam dobrą wymówkę, gdy idę do faceta", albo "Ona? Nie żartuj, ufa mi, nie ma szans, by coś wyczuła'. Super! Nie to, jak traktować swoją połowicę jak skończoną idiotkę.
Nie wiem, co na ten temat sądzą czytelnicy, ale ja bym po prostu nie potrafił prowadzić podwójnego życia, bez względu na to, czy żyłbym z nim, czy z nią. Nie ma szans. Jestem homo, więc układam sobie życie z mężczyzną; gdybym był hetero, układałbym sobie z kobietą. Proste, zdrowe rozwiązanie.
W przypadku osób biseksualnych, które chciałyby bronić się obłudnym tekstem o tym, że kobieta nie jest im w stanie dać tego, co mężczyzna, uprzejmie przypominam, że w przysiędze ślubnej nie ma zdania 'chyba, że znajdę kogoś, kto mi da więcej niż ty'.
Po drugie: całkowita ignorancja w kwestii zabezpieczeń. Wyjaśnijcie mi, bo może ja jakiś skostniały jestem, jak to możliwe, by, wiedząc, że wróci się do żony, kompletnie się nie zabezpieczać? Zero zastanowienia się, czy potencjalny partner jest zdrowy, zero refleksji. Po prostu sperma mózg - i tak nie za duży - zalała do reszty.
Można oczywiście zakładać, że to tylko ci, z którymi rozmawiałem, zatracili instynkt samozachowawczy, ale jakoś mi się wydaje, że zjawisko jest powszechniejsze.
Po trzecie: przekonanie, że wszystko jest w porządku. "Przecież to popęd, nie mogę z tym nic zrobić, od czasu do czasu muszę się przespać z mężczyzną. Czy to coś złego? Przecież to jest niezależne ode mnie'. Skoro ten popęd jest taki silny, to po co zawierałeś związek małżeński? Skoro popęd jest taki silny, a ty jesteś taki kozak, to idź do swej połowicy i powiedz jej, że od czasu do czasu potrzebujesz faceta. Zaakceptuje - super; wygna cię z domu - też dobrze, nie będziesz musiał tak często "jeździć w delegacje".
I wisienka na naszym męskim torcie, czyli powody zawarcia tegoż związku małżeńskiego. Nie wiem, który powód lepszy: tłumaczenie "bo tak jest łatwiej', czy też może "presja rodziców'.
Wiem, że tak jest łatwiej: można się "poseksić" z facetem, a potem wraca się do domu, dzieci nakarmione, gacie wyprane, obiad podany. Żonie zawsze można powiedzieć "żabko, jak ja cię kocham', obowiązek małżeński się jakoś tam odbębni i znowu jest się "zdrowym, normalnym, konkretnym facetem', takim męskim, a nie jakimś tam gejem.
Co się tyczy presji rodziców, to, rzecz jasna, gdy im się ujawniłem, to na początku też padały pytania "czyli wnuków nie będzie?'. Wyjaśniłem im jednak stanowczo, że wszelkie petycje w sprawie wnucząt powinni kierować do mojego brata i rodzice przyjęli do wiadomości fakt, że z mojej strony prób przedłużania dynastii nie mają się co spodziewać.
A u Was, moi drodzy żonaci, jak było? Wasz tatuś miał ambicje dynastyczne, chciał mieć wnuka, któremu przekaże rodowy sygnet i zapisze 2 morgi ugoru? A może to mamusia wywarła tę presję nie do odparcia? Jakich użyła argumentów? Wyjaśnijcie mi. Chętnie posłucham, gdyż sądzę, że skoro nie oparł się im "konkretny mężczyzna', to musiały być straszne.
Przy dużej dawce dobrej woli jestem w stanie zrozumieć - ale nie zaakceptować - postępowanie żonatego czterdziestoparolatka. Gdy zawierał związek małżeński czasy były trochę inne, geje "nie istnieli', system był, jaki był, więc i presja społeczna była o wiele silniejsza. Nie jestem jednak w stanie pojąć, jakie motywy mogą obecnie kierować dwudziestokilkuletnim gejem, który zdecydował się na małżeństwo. Byłbym wdzięczny, gdy zaoszczędzono mi tekstów w stylu "jesteś taki wyszczekany, bo mieszkasz w dużym mieście'. Jeśli ktoś uważa, że lepiej jest dla własnego bezpieczeństwa się ożenić i krzywdzić drugą osobę, to ja gratuluję podejścia, wygodnictwa i tchórzostwa (kolejność dowolna).
Jeśli wy wszyscy jesteście tacy wspaniale męscy, tacy konkretni - a nie jakieś tam przegięte cioty z połamanymi nadgarstkami, to dlaczego wasze żony o was nie wiedzą? Dla mnie chłopak, po którym - z racji zachowania lub wyglądu - widać, że jest homo, jest bardziej męski, niż wy wszyscy razem wzięci. On nie robi z siebie idioty, nie ma problemu ze swoją orientacją, nie zgrywa heteryka, a przede wszystkim nie tuczy się cudzym kosztem.
Nie chcę, by ten tekst był tak do końca negatywny, więc wspomnę, że mam znajomego. Jego partner ma prawie 50 lat i jest żonaty. Żona wie, że jej mąż ma takie, a nie inne skłonności. Wie, że spotyka się z chłopakiem młodszym o blisko 20 lat. Więcej: spotykają się we trójkę, razem spędzają czas, a mój znajomy traktowany jest przez żonę swojego partnera jak przyjaciel rodziny.
A więc można i tak? Można. Tylko trzeba mieć jaja.
Lektura tego artykułu przypomniała nam scenę opisaną w jednej z historii w "Gejdarze". Chłopak - gej, homoseksualista, itd. zmuszony do małżeństwa z kobietą, po roku się powiesił. Brutalne, ale prawdziwe. Do przemyślenia przez tych dwudziestokilkuletnich męskich, dyskretnych i bez skojarzeń.
Gratuluję doskonałego tekstu.
Ostre słowa. Ale łatwo jest powiedzieć facetowi do którego rodziców "dotarło". Do niektórych nie dotarło.. i ludzie się desperacko chwytają innych możliwości.. bo ciągłych awantur i wpierdzielania środków antydepresyjnych mają dość. Na początku wydaje się, że da się radę.. później się okazuje, że jednak nie jest się nie daje, a że człowiek czuje, że został do pewnej sytuacji zmuszony, to nawet nie ma wyrzutów sumienia.
Artykuł niezły, ale jest za ostry moim zdaniem.. i trochę niesprawiedliwy. Zwłaszcza, że po kilku rozmowach na gg raczej ciężko człowieka "prześwietlić", a autorowi zdaje się, że wszystko już o nich wie.