W czerwcu 2008 zjawiłem się w Polsce, dosłownie na parę dni. Z chłopakiem, z którym od ponad 3 miesięcy korespondowałem, poszliśmy na kawę. Centrum Warszawy, miły lokal (nota bene uważany za dość homikowy), ludzi całkiem sporo. Nie przeczę, byliśmy sobą zainteresowani i w pewnym momencie musnąłem jego twarz, on zaś osadził mnie w miejscu mówiąc Tu jest Warszawa, a nie Amsterdam...
Na początek dwie retrospekcje.
I. W czerwcu 2008 zjawiłem się w Polsce, dosłownie na parę dni. Z chłopakiem, z którym od ponad 3 miesięcy korespondowałem, poszliśmy na kawę. Centrum Warszawy, miły lokal (nota bene uważany za dość homikowy), ludzi całkiem sporo. Nie przeczę, byliśmy sobą zainteresowani i w pewnym momencie musnąłem jego twarz, on zaś osadził mnie w miejscu mówiąc 'Tu jest Warszawa, a nie Amsterdam'. O co mu chodzi? - pomyślałem. Widzę, że to nie A'dam, gdyż społeczeństwo jest potwornie białe a spora część mężczyzn wygląda na troglodytów i mydło to ostatni raz widziała jakoś w grudniu. Dla mnie dotknięcie drugiego chłopaka w miejscu publicznym było/jest czymś całkowicie naturalnym, gdyż, jeszcze gdy mieszkałem w PL, z ex małżonkiem zachowywaliśmy się jak pary hetero.
II. W październiku pojawiłem się w PL po raz kolejny. Tym razem pobyt miał być dłuższy, bo co najmniej dwutygodniowy, więc na pewnym portalu zmieniłem sobie lokalizację na Polen. Męża - jako zawieszony między A'damem a Warszawą nie szukałem, na seks- przygodach zależało mi bardzo średnio, ale miło by było spotkać się z kimś nowym ot tak, i pogadać. Lokalizację zatem zmieniłem, a że profil miałem po niderlandzko-angielsku, więc dość szybko się mną zainteresowano. Niestety, większość odwiedzających mnie mężczyzn miała wpisane coś takiego: szukam konkretnego, spoza środowiska, męskiego, nieprzegiętego, nieafiszującego się spoko kolesia. Dodatkowo część z moich gości uważała za stosowne dopisać, że ów potencjalny partner ma być pogodzony ze swoją orientacją, ale nieujawniający się. Profile wręcz ociekały takimi obostrzeniami.
Zastanawiam się, gdzie w Polsce podziali się geje, skoro tu wszyscy są spoza środowiska, męscy, nieafiszujący się, etc. Wyjechali, tak jak ja? Przeszli na heteroseksualizm? Jest to dla mnie tym bardziej dziwne, że przez kilka lat w Niderlandach nie spotkałem się na homo- portalach z taką ilością bzdur i hipokryzji.
Nie mam pojęcia, co to znaczy konkretny. Za nazwanie mnie przegiętym - jeśli już tak się trafi - nigdy się nie obraziłem. Nie wiem, czy jestem męski, ale dochodzę do wniosku, że męskość to coś, z czym polskie homiki mają straszny problem, skoro tak swoją męskość podkreślają. Temat-rzeka i mam wrażenie, że jeśli nie habilitować, to przynajmniej doktoryzować się z tego można; ja jednak, jako ograniczony miejscem, odniosę się tylko do tych pogodzonych ze swoją orientacją, ale nieujawniających się, spoza środowiska i nieafiszujących się.
Pogodzony z orientacją...
Jak dla mnie taka osoba doskonale zdaje sobie sprawę, że jest homo. Pociągają ją mężczyźni (lub kobiety, w zależności od jej własnej płci); wie, że uzyskuje satysfakcję seksualną właśnie z nimi, szuka z nimi związku/seksu/kontaktu, etc. Jej orientacja nie jest dla niej w żaden sposób problemem; nie traktuje tego w kategoriach kary za grzechy i dopustu bożego - Ach, czemuż Pan Zastępów tak mnie doświadcza?! Uważa, że nie jest z tego względu gorsza od heteroseksualnej części społeczeństwa; że ma te same prawa i obowiązki, jako jego część. Stwierdzenia 'jestem homo' nie traktuje jako przyznania się do winy, tylko stwierdzenia faktu, który w żaden sposób jej nie ogranicza. Dla mnie tyle wystarczy. ....ale nieujawniający się.... To teraz, skoro już pogodziliśmy się ze swoją orientacją przejdźmy do nie ujawniania się. Jak Wam się, moi drodzy wydaje, kto tak naprawdę wie, że jesteście homo? Załóżmy, że nikomu nie powiedzieliście. Jestem w stanie zrozumieć np. 22-letniego chłopaka, studenta, który jest w jakiś tam sposób od rodziców zależny, zatem - gdyby po ujawnieniu się poszło coś nie tak - nie dałby rady się utrzymać. Nie chce się outować, studiuje w innym mieście, w domu bywa rzadko, więc kamuflowanie się przychodzi mu dość łatwo. Zgoda - argument materialny przemawia do mnie, jak żaden inny. Co jednak zrobić z 30-letnim facetem? Czy jemu się naprawdę wydaje, że nikt się nie domyśla? Wybaczcie, ale ja nie byłbym w stanie uważać moich znajomych/rodziców/sąsiadów/kolegów z pracy za takich idiotów. Czyli co? W moim życiu i rozmowach nie pojawia się kobieta, nikt mnie nigdy z kobietą nie widział, mieszkam z mężczyzną (lub mężczyzna/i u mnie bywa). Jak długo mogę mówić, że mieszkam z bratem a ci wszyscy bywający u mnie kolesie to kuzyni? Naprawdę Wam się wydaje, że Wasi rodzice, których syn zbliża się do trzydziestki żyją w błogiej nieświadomości i sądzą, że ich kochane dziecko nie spotkało jeszcze odpowiedniej kobiety? A Wasi koledzy/koleżanki z pracy? Jasne, mówiąc o swoim facecie możecie zmieniać zaimki na żeńskie. Długo tak pociągniecie? A jeśli zaproszą Was jako parę? Pójdziecie z koleżanką a Wasz mężczyzna będzie w tym czasie na piwie w jakiejś pedalni? Skoro jesteście pogodzeni z orientacją, to czemu nikt o Was nie wie....?
... spoza środowiska...
Co to, k*rwa, znaczy: spoza środowiska? Mam nie chodzić do homo-knajp? Mam nie mieć kolegów-gejów i koleżanek-lesbijek? Mam nie iść na Paradę? Mam nie działać w organizacjach LGBT? Mam nie mieć fotki na profilu? W imię czego? Przecież jestem pogodzony ze swoim homoseksualizmem. Dlaczego mam się nie pojawić w homolokalu? Bo ktoś cię zobaczy! Jego problem, bo jeszcze się potem przyśnię. Mam się nie zadawać koleżeńsko z innymi homikami? A niby dlaczego? Bo ktoś pomyśli, że jesteś homo! A, przepraszam, nie jestem? Idąc za tym doskonałym wywodem myślowym powinienem przebywać tylko w towarzystwie heteryków, którzy, rzecz jasna, o mnie nie wiedzą (ale opowiadają pocieszne dowcipy o pedałach a ja zaśmiewam się razem z nimi), udawać, że mam dziewczynę (albo, że jeszcze nie spotkałem tej jedynej) itp., itd., etc. Jak długo? Wyjaśnijcie mi, bo ja tego nie umiem, nie rozumiem, nie widzę.
... nieafiszujący się.
To jest chyba najlepsze. Ileż ja razy słyszałem wypowiedzi w stylu 'moja orientacja to moja prywatna sprawa, nikt nie musi o tym wiedzieć'. Ciekawa rzecz, że słyszałem je tylko w Polsce i tylko od homików. Heterycy jakoś nie mają problemu z wzięciem się za ręce na ulicy, pocałowaniem w miejscu publicznym, spontanicznym okazaniem sobie uczuć. Dla nich to nie jest afiszowanie się. Dla geja natomiast jest to jego prywatna sprawa. W sumie, faktycznie, to jego sprawa, nie moja, ale....co ja miałbym robić z chłopakiem, który nie jest w stanie wziąć mnie za rękę na ulicy? Który nie powie mi w towarzystwie, co do mnie czuje? Który będzie szedł w bezpiecznej odległości, bo ktoś sobie coś pomyśli? Który nie przedstawi mnie swoim rodzicom, bo przecież oni nie wiedzą, ani nie pokaże się moim? Choćby był najseksowniejszym, najmądrzejszym, najwspanialszym facetem, to, pomimo tego, że jest pogodzony ze swoim homoseksualizmem, nie moglibyśmy być dla siebie nikim więcej, jak tylko kolegami.
Ponieważ zbliżają się Walentynki, więc tym z Was, którzy to święto obchodzą, życzę, żebyście spotkali na swej drodze takich chłopaków, jakich sobie wymarzycie. Nawet, jeśli będą spoza środowiska, nieafiszujący się, konkretni, męscy, etc. W tym wypadku macie przynajmniej pewność, że nie będę to ja.
Konrad Kowalczyk
I każdy z nas ma ku temu powody,bo każdy jest innyn i z innego środowiska mniej lub bardziej tolerancyjnego sie wywodzi.
Polska jest wyjątkowo nie tolerancyjnym krajem i nie można liczyć na zrozumienie,u wielu warst społeczeństwa.Najbliżsi nas akceptuja w ten czy w inny sposób, bo nas kochają,a znajomi w pracy ,szef koledzi z podwórka nie koniecznie.
Dlatego jesteśmy zuszeni do tego by funkcjonować w dwóch a nawet trzech światach.
I jeśli ktoś wyjechał za granice do kraju w którym może nie kryć swej orjentacji,
niech nie krytykuje tych którzy muszą się borykać z polska żeczywistoscią i niech nie raczy swoimi mądrosciami.(sam stąd spierdolił),a nie każdy ma taką możliwość.
Wiec niech się cieszy że jest gdzieś gdzie może byc wolny,a jak do nas przyjezdza to niech łaskawie szanuje nas i świat w którym żyjemy.
Byłabym hipokrytką, gdybym nie przyznała się do tego, że ja jestem "zdziczała" przez koczowanie w nadwiślańskim kraju< co czynię z resztą z przyjemnością>, przewrażliwiona na punkcie "bycia w porzadku" wobec calego świata, a nie wobec siebie i swojej dziewczyny- ale staram się wyjśc z tego załmanego kregu, postepować, żyć zgodnie z własnymi poglądami, które ja sama tak ochoczo prezentuję. Artykuł krzepi :) dziekuję :)
pzdr- Ania
Monogamiczne, wierne pary gejowskie nie potrzebuja szczegolnie duzo tolerancji?! Chuja tam, wlasnie, ze potrzebuja - zeby mogli razem wynajac mieszkanie bez problemow ze strony wlascicieli, zeby nikt im kotka nie powiesil ani drzwi nie podpalil, zeby nie musieli przez x lat podawac sie za kuzynow... mam dalej wyliczac? Jesli monogamicznie sparowanych faktycznie widzi sie w spoleczenstwie jako tych lepszych, to niech nie boja sie zyc otwarcie i pokazywac heteroseksualnym, ze gej tez czlowiek.
A ja nikogo nie bede przekonywac, ze "srodowisko" jest dla niego idealnym miejscem. "Srodowisko" poradzi sobie bez was rownie dobrze jak wy bez niego, jesli nie lepiej.
Dla mnie ta sprawa wygląda troszeczkę inaczej. Po pierwsze Polska to kraj wielkiej nie tolerancji. Nikt mi nie powie że jest inaczej. Ja tego doświadczam na co dzień. Spotyka mnie co najmniej 10 przykrych sytuacji w ciągu jednego dnia. Dlatego nigdy nie wyjdę na ulicę w środku dnia, gdzie jest pełno ludzi trzymając mojego chłopaka za rękę.
Po drugie, jestem lekko oburzony tym co dzieje się w środowisku homoseksualnym. Istnieją stereotypy geja takiego, który ma dużo partnerów seksualnych, który po prostu lubi się dobrze zabawić, który lubi to, że ma dużo partnerów... Ludzie nie widzą tych gejów, którzy żyją w stałych związkach, bo tacy geje nie mają swoich programów w telewizji, tacy geje nie bywają w klubach gejowskich, bo nie jest im to potrzebne, tacy geje nie chodzą na parady równości, bo tacy geje nie potrzebują specjalnie dużo tolerancji. Dlaczego? Dlatego, że zachowują się tak jak normalni ludzie. Ja sam nie jestem w stanie tolerować ani faceta hetero geja, który "lubi sex" delikatnie ujmując... Gej pub'y omijam z daleka nie dlatego że boję się, że ktoś mnie zobaczy, bo o mnie i tak wszyscy wiedzą. Omijam te miejsca i omijam ogólnie gejów, ponieważ boję się ich. Nie lubię traktowania ludzi jak przedmiot do dobrej zabawy. Przecież normalni heterycy nie chodzą do domów publicznych dlatego, że są samotni. Uznajcie mnie za wariata. Ale poznałem kilku gejów którzy otwarcie się do tego przyznają i poznałem kilku takich, którzy wolą trzymać się od tego środowiska z daleka...
Jak na razie, żaden z tych otwarcie przyznających się do swojej orientacji nie zdołał mnie przekonać, że środowisko gejów to odpowiednie środowisko dla mnie... Z kolei Ci, którzy się ukrywają, tylko mnie utwierdzają w tym przekonaniu...
Z całym szacunkiem, wolę przebywać w śród heteryków, którzy śmieją się z kawałów o pedałach, niż przebywać w towarzystwie facetów homoseksualnych, którzy patrzą na mnie jak na rzecz...
Byłem w Amsterdamie. Piękne miasto i piękni ludzie
W klubach w mieście bawi się cały przedział wiekowy miejscowych homoseksualistów. Skarżymy się na homofobię heretyków, a u nas w jak najlepsze trwa homofobia młodych przeciw starym.
W sumie to chętnie też bym wyjechał. Państwa na zachód od nas, poczynając od sąsiadów, są o wiele bardziej tolerancyjne. Inni ludzie. Inny rząd.