Parę tygodni temu, po sesji paintballa - świetna rozrywka a poza tym szansa, żeby bezkarnie postrzelać do pedałów - wylądowaliśmy w jakiejś knajpie i zaczęła się akademicka dyskusja (= narzekanie) o zeszłorocznej paradzie, że taka jakaś mdła była, żadnych konkretów i ogólnie do dupy (nie wiem, nie byłem). Padło pytanie nie o to, czego byśmy sobie życzyli w kontekście postulatów czy haseł na paradę, ale o to, czego każdy z nas 'chce od życia'...
Parę tygodni temu, po sesji paintballa - świetna rozrywka a poza tym szansa, żeby bezkarnie postrzelać do pedałów - wylądowaliśmy w jakiejś knajpie i zaczęła się akademicka dyskusja (= narzekanie) o zeszłorocznej paradzie, że taka jakaś mdła była, żadnych konkretów i ogólnie do dupy (nie wiem, nie byłem). Padło pytanie nie o to, czego byśmy sobie życzyli w kontekście postulatów czy haseł na paradę, ale o to, czego każdy z nas 'chce od życia'. Wiadomo, gdzie 10 homików tam 11 różnych opinii, bo jeden nie jest zainteresowany trwałym związkiem, drugi się boi dzieci, a trzeci jeszcze chce trwałej relacji, ale nie nazwie jej małżeństwem, bo osoby wierzące się obrażą.
Poniżej kilka przemyśleń, będących nie wynikiem tamtej dyskusji, a moich osobistych oczekiwań. Byłbym zobowiązany, gdyby szanowni czytelnicy powstrzymali się od komentarzy 'w tej Holandii to ci się we łbie poprzewracało', gdyż od dobrych kilku miesięcy przebywam na terenie Prześwietnej Rzeczypospolitej i fakt, że mogę wyjść za mąż w Niderlandach nie ma dla mnie obecnie żadnej wartości.
Małżeństwo
Jestem - stety lub nie - obyczajową konserwą, ale konserwatyzm ten stosuję tylko w stosunku do siebie. Oznacza to, że w żaden sposób nie przeszkadza mi, że ktoś chce mieć - powiedzmy - 300 partnerów rocznie, o ile tylko ten Leonidas nie chce, żebym był jednym z jego Spartan - ja jednak zainteresowany jestem tylko relacją 1+1, ze wszystkimi tego plusami i minusami. Owszem, zdaję sobie sprawę, że część - nieważne, jak wielka - gejów "odrzuca heteroseksualny model związku" i cieszy się życiem, nie powinno to jednak wpływać na możliwość zawarcia przeze mnie związku cywilnego z moim chłopakiem. Jeśli Wam to nie odpowiada, nikt Wam nie każe takiego związku zawierać. Ślub kościelny w ogóle mnie nie interesuje, cywilny natomiast jest dowodem, że państwo uznaje nas za parę. Za tym powinny iść te same prawa (bo obowiązki dziwnym trafem już mamy te same), z jakich korzystają związki heteroseksualne. Chcę zatem mieć możliwość wspólnego rozliczenia podatków, wspólnego wzięcia kredytu, czy np. odmowy złożenia zeznań mogących obciążyć mojego męża. Chcę, by mógł on odebrać moją korespondencję bez konieczności podpierania się spisanym u notariusza upoważnieniem, czy też był władny - jeśli taka konieczność zaistnieje - podjąć decyzję o odłączeniu od aparatury warzywa, jakim się stałem, a potem bez dziesięcioletniego procesu odziedziczyć te kilka drobiazgów, których się dorobiłem.
Kwestia tego, jak taki związek będzie się nazywał - małżeństwo/związek partnerski/cywilny/
rejestrowany - jest kwestią drugorzędną. Uważam tylko, że jeśli od początku będziemy żądać tylko 'związku cywilnego' - bo przecież małżeństwo to uświęcony związek kobiety i mężczyzny i użycie tego określenia w stosunku do zboczeńców może urażać np. uczucia religijne - to, jak zwykle, zostaniemy z niczym.
Zatrudnienie
Wprowadzenie zapisu o zakazie dyskryminacji ze względu na orientację niczego nie rozwiąże, bo kij się zawsze znajdzie. Załóżmy jednak, że uczę w liceum i że do mojej dyrekcji przychodzi delegacja rodziców z apelem 'żeby tego pedała zwolnić'. Możliwości są dwie: dyrekcja poszuka powodu, żeby się jednak do mnie dobrać, albo pomacha rodzicom przed nosem zapisem o zakazie dyskryminacji. W sytuacji pierwszej zapis daje mi możliwość zaskarżenia decyzji, w drugiej to rodzice maja problem, nie ja. Dlatego uważam, że taki zapis powinien się pojawić, gdyż w najgorszym razie przynajmniej zmusi szefa-homofoba do lepszego umotywowania decyzji o zwolnieniu, a mi da możliwość jej zaskarżenia.
W tym konkretnym wypadku ważniejsze jest to, jak do nas podchodzi społeczeństwo. Daję korepetycje 17-latkowi i czasami się zastanawiam, czy gdyby jego matka wiedziała, że wolę mężczyzn - nie wie, bo nie zapytała - to czy byłoby dla niej ważniejsze to, że jej syn spędza godzinę sam na sam z gejem (a drzwi są zamknięte!), czy też to, że on po tej godzinie już odróżnia gerundium od gerundivum.
Z drugiej strony, korci mnie czasem, żeby jej kwestię mojej orientacji jakoś podsunąć, gdyż istnieje spora szansa, że zrozumiałaby, że gej-nauczyciel nie jest zagrożeniem dla jej pociechy.
Nie wiem na dobrą sprawę, jak kwestię swej orientacji w kontekście utraty pracy postrzegają przedstawiciele innych zawodów. Z kadry nauczycielsko-akademickiej znam kilka - może naście - osób, które należą do mniejszości homoseksualnej. Zakładam, że skoro ja o nich wiem, to dyrekcje instytutów też są tego faktu świadome. Czuję się też w obowiązku napisać, że spośród moich znajomych, którzy ujawnili się w miejscu pracy, nikt posady nie stracił.
Adopcja
Dzieci nie planuję. Był czas, kiedy tę kwestię z ex-małżonkiem rozważaliśmy i doszliśmy nawet do wniosku, że jeśli byłaby możliwość, to 'owszem, czemu nie', ale nam przeszło. Niemniej zakładam, że istnieją homicze pary, które chciałyby mieć dziecko i dlatego uważam, że w kwestii adopcji powinniśmy być traktowani tak samo, jak pary heteroseksualne, tzn. że o powierzeniu dziecka jakiejś parze decyduje nie orientacja seksualna tej pary, a warunki, jakie jest ona w stanie zapewnić dziecku. Tutaj z kolei proszę o zaoszczędzenie mi morałów w stylu 'dzieciom wychowywanym w takich związkach byłoby trudno'. Po pierwsze, już teraz pary homo wychowują dzieci jednego z partnerów. Po drugie, w każdym kraju, w którym pozwolono homikom na adopcję, dzieci z pierwszego - że się tak nieładnie wyrażę - 'rzutu' miały trudniej. Przetrwały jednak, żyją i jest im - jestem o tym przekonany - lepiej niż w domu dziecka, czy też u patologicznej, ale na szczęście heteroseksualnej rodziny.
Społeczeństwo
Czym innym są jednak prawa, jakich możemy domagać się od rządu, a czym innym to, czego oczekujemy od rodaków.
Parę lat temu aktor grający geja w serialu o szpitalu na Obleśnym Pagórze powiedział, że już nigdy nie zagra homoseksualisty, bo potem staruszki plują mu pod nogi. Niedawno inny aktor występujący w popularnej produkcji 'Z jak zauroczenie' - ten sam aktor, który ujawnił się na łamach opiniotwórczego brukowca (grudzień 2005), a potem przerzucił na dziewczyny (październik 2008) - stwierdził (luty 2009), że skończyła się w Polsce dyskryminacja osób homoseksualnych a dowodem na to miała być nagroda, jaką dostali panowie Raczek ze Szczygielskim. Cóż, ja widocznie koniec tej ery przespałem, za to aktor ów przespał aferę, jaka potem przetoczyła się przez TVP w związku z tą nagrodą. Być może dla kogoś, kto rzeczywistość obserwuje tylko przez szyby taksówek lub okna niezłych hoteli, kto związku partnerskiego zawierać nie chce a dzieci nie potrzebuje, era dyskryminacji się zakończyła. Jak dla mnie nie, dlatego, jeśli mogę sobie życzyć czegoś od naszej heteroseksualnej większości, to właśnie tego, żeby nie patrzyli na kogokolwiek przez pryzmat jego orientacji. W żadnym razie nie wymagam od nich miłości, a jedynie tego, żeby mnie traktowali jak człowieka. Żeby nie zakładali - nie wiem skąd to przekonanie u heteroseksualnych mężczyzn?! - że mam na nich ochotę. Nie mam, i innych kontaktów niż przyjacielskie czy zawodowe z heteroseksualistami nie przewiduję.
Czy mogę sobie życzyć czegoś jeszcze? Mogę? Dziękuję. W takim razie życzę sobie, żeby odczepili się ode mnie panowie w czerni; żeby nie uzurpowali sobie prawa do decydowania - w imię miłości bliźniego - o moim życiu. Nie życzę sobie, żeby zabierali głos w sprawach, które ich nie dotyczą, i o których 'nie powinni' mieć żadnego pojęcia. Nie potrzebuję ich nauk, współczucia ani ociekających hipokryzją morałów.
Życzę sobie, żeby geje nie żenili się 'z wygodnictwa' lub żeby zrobić przyjemność tatusiowi i mamusi. Życzę sobie, żeby nie siedzieli w strachu w domach, tylko wyszli ze swoimi partnerami na ulice i nie bali się zachowywać naturalnie.
Życzę sobie wreszcie, żeby rząd kraju w którym mieszkam nie stanowił prawa według widzimisię jakiejś sekty religijnej. Żeby zapewnił nam to, co nam się należy jako obywatelom tego kraju. Nie przywileje, a prawa. A potem, żeby się odpierdolił i dał nam żyć po naszemu*.
* panu B. Ż. z podziękowaniem za końcową inspirację.
Z tego, co piszesz wynika, że chciałbyś nie dopuścić do małżeństw jednopłciowych. I widzisz: ja małżeństw chcę, ale nikogo do małżeństwa zmuszać nie mam zamiaru; Ty zaś chcesz decydować o tym, czy ja mam mieć prawo to małżeństwo zawrzeć.
Koniec dyskusji z mojej strony.
To pisałem ja - baran zależny od państwa - Kallipygos.
zgadzam się z robą w wiekliej części, poza jedna sprawą-dla mnie nazwa ma znaczenie. Jesli w ogóle mają istnieć cywilne małżeństwa, to jednopłciowe również. Prawo jest częścią nporm społecznych, a my mamy prawo być uznani przez społeczeństwo za naprawdę się kochające, normalne pary.
Do niektórych komentatorów:
Mpoim zdaniem teoria, że małżeństwo ktoś kiedyś w jakimś celu wymyślił, jest bzdurna. Ludzie, na skutek swojej biologii (tzw. zakochanie i miłość), od zawsze łączyli się w pary, zaczynali się nawzajem reprezentować i uwspólniać swój majątek, a instytucja małżeństwa jest tylko uznaniem stanu faktycznego.
Piszesz o skopiowaniu modelu rodziny hetero na związki homo 1:1. Ja się z tym nie zgadzam, ponieważ boję się, że efekty będą inne od oczekiwanych.
Jedną z pierwszych rzeczy, które robi ustrój totalitarny, to zniszczenie tradycyjnych więzi rodzinnych i społecznych, czyli stworzenie bezwolnych baranów zależnych całkowicie od państwa. Napisałem to w kwestii zmiany modelu rodziny ogólnie, oraz o tym, co się z tym może wiązać, a nie miałem na myśli Ciebie i Twojego życia. Ty piszesz o Twojej wizji przyszłości, a ja o mojej.
Nawet jeśli będę używał argumentów imama, to nic nie zmienia. Na koniec chciałem odnieść się do "Nie pozwolę jednak, byś mówił mi, jak ja mam żyć i czego chcieć. " - nigdy nie zająknąłem się nawet słowem na temat tego jakie powinno być Twoje życie, ani kogokolwiek innego na tym forum. Nie jestem od udzielania rad, bo są inni i mądrzejsi do tego.
Chciałem jednak zauważyć, że to właśnie Ty usiłujesz mi mówić jak mam żyć i co sobie myśleć. Reagujesz emocjonalnie, używasz negatywnych zwrotów w stosunku do mnie, ba, nawet pozwalasz mi zostać na tym forum! Wynika z tego, że oceniasz moje poglądy, a ja nigdy nie oceniłem Twoich! Czy to nie jest sugerowanie, że moje poglądy są złe, a Twoje dobre? I czy to nie jest pośrednio mówienie jak mam żyć?
Gdy spłodzę coś o poligamii, to wtedy sobie podyskutujemy.
Zadałeś pytanie 'w jakim celu każdy ustrój totalitarny zwalczał na różne sposoby rodzinę?'. Powiedz mi, gdzie ja ją zwalczam. Powiedz mi, dlaczego mój tekst skłonił Cię do napisania czegokolwiek o ustroju totalitarnym?
Co do adopcji, to pozwolę sobie na małą prafrazę "para hetero jeśli dziecka nie dostanie dziecka oskarży urzędnika/urząd o dyskryminacje, gdyż na pewno przyznał dziecko homikom, bo oni są 'zawsze dyskryminowani'". Prawda, że ładne? Zobacz, działa w obie strony. Każdy może się odwołać, jeśli czuje, że coś jest nie tak. Problem tylko w tym, że na razie nas nikt nie bierze poważnie.
I na koniec: nie uważam, że powinieneś sobie iść z forum, ale nie moja to wina, że używasz tych samych argumentów, co np. panowie z LPRu.
Jak napisałem, nie będę Cię zmuszał do zawarcie małżeństwa ani do adopcji, bo nie odbieram Ci prawa do życia po Twojemu - Ty nic nie musisz. Nie pozwolę jednak, byś mówił mi, jak ja mam żyć i czego chcieć.
Nie raz i nie dwa razy byłem obrażany tutaj, porównywany do bóg wie kogo tylko dlatego, że wyrażałem swoją prywatną opinię o różnych sprawach, wiele razy ktoś mi wciskał to, czego nie napisałem.
Forum jest od tego, aby wyrażać swoje opinie? Czy tylko opinie zgodne z "głównym nurtem"?
Gdzie napisałem o zoofilii? Gdzie napisałem o Twoim związku/małżeństwie jako ustroju totalitarnym zwalczającym rodzinę? Dlaczego nie odpowiesz argumentami rzeczowymi (innymi niż o zoofilii) w kwestii poligamii? Dlaczego nie odniesiesz się do kwestii wyboru rodziny adopcyjnej w związku z prawami antydyskryminacyjnymi?
Chcesz przebudować instytucję rodziny. OK, świat się zmienia, to również. Ja tylko wspominam o czekających nas pułapkach z tym związanych.
Oczywiście będą małżeństwa, będą adopcje, a my wkrótce obudzimy się w krainie wiecznej szczęśliwości. Witamy w raju na ziemi.
Przede wszystkim, napisałem o związku dwojga ludzi, a Ty wyskakujesz mi nagle z pytaniem o grupy. Po co? Nie znalazłeś niczego, do czego mógłbyś się przyczepić? Ja NIE wspominałem o wielokątach. Ty na pewno jesteś homo? Pytam, bo do tej pory tylko wyjątkowi homofobiczni kretyni pisale, że jeśli zaakceptuje się małżeństwa homo, to następne będą zoofilslskie. To masz na myśli pisząc o egzotyce? Naprawdę uważasz, że związek małżeństwo moje i mojego chłopaka jest 'ustrojem totalitarnym zwalczającym rodzinę'?
Zgoda, dzieci są inwestycją, ale są taką samą inwestycją dla pary KM, KK, MM.
Powiem Ci tak: Ty nic nie musisz. Nie musisz brać ślubu ze swoim facetem, nie musicie brać razem kredytu, nie musisz chcieć adopcji, nie musisz odbierać jego korespondencji, nie musisz po nim dziedziczyć.
Jestem przekonany, że Tobie jest świetnie, w żaden sposób nie czujesz się dyskryminowany i w ogóle 'nie masz w tej materii o co walczyć'.
Ja mam.