"Ciekawa jest ta gejowska literatura- taka w sam raz na nudę" stwierdziła jedna z moich znajomych oddając pożyczonego wcześniej "Berka" Marcina Szczygielskiego. Nagle poczułam się jak gdybym miała do czynienia z literaturą typu harlequin, przy której chcąc nie chcąc każdy czeka jedynie na kolejne intrygi i pikantną serię łóżkowych wygibasów. Nie wiedzieć czemu poczułam się odpowiedzialna za to, jak wypada literacka i poetycka strona środowiska LGBT w oczach innych...
"Ciekawa jest ta gejowska literatura- taka w sam raz na nudę" stwierdziła jedna z moich znajomych oddając pożyczonego wcześniej "Berka" Marcina Szczygielskiego. Nagle poczułam się jak gdybym miała do czynienia z literaturą typu harlequin, przy której chcąc nie chcąc każdy czeka jedynie na kolejne intrygi i pikantną serię łóżkowych wygibasów. Nie wiedzieć czemu poczułam się odpowiedzialna za to, jak wypada literacka i poetycka strona środowiska LGBT w oczach innych. "Wiesz, jest jeszcze Lechoń, Iwaszkiewicz, Szekspir..." na co znajoma z wielkim zdziwieniem odparła "To Szekspir był gejem?!"
Łapy precz od literatury
Zawsze twierdziłam, iż nie wiedzieć czemu, łatwiej jest społeczeństwu przyjąć do świadomości homoseksualną orientację jakiegoś malarza niż pogodzić się z faktem, że ich ulubiony pisarz jest gejem. Lepiej bowiem przełknąć gorycz rozczarowania malarzem pedałem powtarzając za Platonem " Człowiek zupełnie nie tknięty szałem nie wejdzie do świątyni muz" twierdząc, że do malarzy słowa te jakoś "lepiej" pasują. Zadziwiające jest, jak wielu rodziców do dziś nie wie, że "Muminki" zostały stworzone przez lesbijkę. Zaś jeszcze bardziej zadziwiające jest to, że wielu z nich, po odkryciu ów faktu, odkłada ich przygody na półkę aby, nie daj Boże, "macki tego zboczeństwa nie dosięgły ich latorośli". Zawsze znajdzie się grono osób, które uparcie będzie twierdzić, że żadne z dowodów dotyczących jakiegokolwiek pisarza, lub pisarki nie jest prawdziwe. Jak gdyby wielkie dzieła zarezerwowane były jedynie dla strony heteroseksualnej, bo w końcu dlaczego lesby i geje mają odbierać im ciężko zdobywane uznania dla "ICH" literatury. Szekspirowi nie wolno być gejem, to przecież zachwieje całą historię literatury światowej. A niechże już Szczygielski, Olszewski czy Żurawiecki będą homoseksualni- jaka by nie była ich literatura to już współczesność, która nie miała jeszcze tak wielkiego wpływu na kształtowanie osobowości pokoleń. I zapewne nie będzie, przynajmniej nie w tak szerokim gronie jak tych, co przed laty między wersami ukrywali miłość do złotowłosych młodzieńców.
Drugie łoże dla żony...
Do dziś wielu twierdzi, że sonety wspomnianego już Szekspira wychwalają urodę pewnej tajemniczej damy. Zawdzięczamy to po części Benowi Jonsonowi, który nie mogąc się pogodzić z orientacją Wiliama w 1640 roku zmienił ich treść, tym samym zmieniając orientację mistrza. Wprawdzie 140 lat później sonety ukazały się w oryginalnej formie jednak to nie sprawiło, że heteroseksualna przeróbka Jonsona zniknęła na dobre. Niektórzy twierdzą, że homoseksualizm Szekspira nigdy nie miał miejsca bowiem, gdyby faktycznie tak było, otwarcie by się przyznał, mając na uwadze fakt, że w teatralnym środowisku XVII wiecznego Londynu nie było to niczym zaskakującym. Przemilczają jednak kolejny z faktów, mianowicie to, że za orientację "odbiegającą od normy" w tymże samym XVII wiecznym Londynie płaciło się własną głową. To tyle w kwestii ówczesnego coming outu...
Skąd więc Anne Hathaway- żona Wiliama Szekspira- zapytałoby wielu, którzy dalej uparcie tkwiliby przy swojej racji. Tu należy rzucić okiem na testament Wiliama, z którego żonie dostało się jedynie " drugie najlepsze łóżko". Swych męskich przyjaciół cenił chyba bardziej gdyż kilku z nich przepisał część majątku prosząc, by zakupili za to obrączki mające demonstrować "łączące ich przyjaźnie". Małżeństwo Szekspira było jedynie wynikiem ciąży pani Hathaway, z którą zresztą nie mieszkał nawet razem mimo późniejszego zawarcia ślubu.
Homoseksualista lecz nie gej
Wracając jednak "do kraju" na myśl przychodzi mi Jan Lechoń, którego poezję spotkać można w polskich szkołach. I jak to bywa przy nowo poznawanych autorach, tak i przy nim podawana jest biografia, oczywiście bez zaznaczenia orientacji homoseksualnej. Wiadomo, że nie trzeba od razy rozprawiać na prawo i lewo przy każdym poecie o jego preferencjach seksualnych, jednak zważywszy na to, że tak naprawdę przy żadnym z nich się o tym nie wspomina uznaję, że warto o tym mówić. W końcu jak widać również geje mają się czym pochwalić, a smutnym jest fakt, że młodzież coraz częściej z poezją ma styczność wyłącznie w szkole.
Jeszcze w szkolnych murach, na lekcji polskiego, usłyszałam, że samobójcza śmierć Lechonia była wynikiem buntu wobec systemu XX wiecznej Polski. Patriotycznie i pięknie to wygląda- poeta walczący o kraj składa na jego ołtarzu własną duszę- rzeczywistość była jednak inna. Piotr Sarzyński w "Leksykonie samobójców" pisze: "Choć powodem ostatecznym stała się - o czym długo milczano - jego seksualna odmienność, homoseksualizm (...) Religijny, wychowany w tradycyjnym domu o surowych zasadach (...) rozpaczał i cierpiał z powodu upodobań i <>. (...) Faktycznie, Lechoń pozostawał przez wiele lat w związku z Aubreyem Johnsonem. Sprawa wyszła na jaw właściwie przypadkowo". Dziś powiedzielibyśmy więc, że zabił go homofobizm społeczeństwa, którego nie zdołał udźwignąć.
Całe życie Lechonia było ukrywaniem się za maską heteroseksualnego mężczyzny. O tyle o ile o homoseksualizmie innych potrafił pisać w swym "Dzienniku" bez krępacji o tyle swej "najdroższej osobie" (Aubreyowi Johnsonowi) odebrał nawet płeć. Swe seksualne przygody (o których również nie pisał w bezpośredni sposób) przedstawia jako coś niechcianego i brudnego. Tu spotykamy się więc z kolejnym wewnętrznym skłóceniem poety- homoseksualizm, a religia i wychowanie.
Nic jednak dziwnego, że nie potrafił on do końca zaakceptować swej orientacji jeśli w PRL'owskiej Polsce utrzymywana była opinia, iż kraj "wolny jest od homoseksualizmu".
Ówcześnie poeta jest jednym z ulubieńców polskiej prawicy, której członkowie uparcie twierdzą, że nie był on gejem. Gdy jednak po raz kolejny, ktoś z przeciwnego bloku zaznaczył orientację Jana Lechonia, Ziemkiewicz napisał: "J. Lechoń był wprawdzie homoseksualistą, ale nie był gejem". Brawa dla tego pana...
Cała Polska czyta gejów...
...a także lesbijki, bo oto jako kolejna ciężka artyleria wyłania się Maria Konopnicka. Do dziś stanowi chyba jedną z największych zagadek oraz niepewności. Niewiele bowiem można udowodnić ze względu na spalenie przez jej córki niewygodnych dla rodziny listów Marii. Ktoś może się oburzyć na szerzenie takich opinii- patriotka, katoliczka, która napisała "Rotę", miała męża i sześcioro dzieci- i albo ja tu czegoś nie rozumiem, albo lesbijkom nie wolno zachodzić w ciążę, jak gdyby Bóg poskąpił im tej przyjemności. Zaś całkowicie już nie można im mieć męża, to nic, że wiele lesbijek przez lata żyje u boku mężczyzny, póki nie odkryje, że kręci je coś innego- w przypadku Konopnickiej to się nie liczy. O ironio, jakże czasem jesteś przydatna...
Śluby i porody odłóżmy jednak na bok i przyjrzyjmy się dalszemu życiu poetki. Po spełnieniu wszystkich egzystencjalnych "obowiązków" kobiety rozwiodła się z mężem i przez 20 lat mieszkała z... kobietą. Ten niewątpliwy zaszczyt dzielenia z Konopnicką czterech ścian przypadł Marii Dulębiance, kobiecie młodszej o niemal 20 lat. Ważnym jest wspomnieć tu, że jeszcze wcześniej, w okresie, w którym kobiety musiały walczyć o swe prawa, nawet na scenie artystycznej, Dulębianka porzuciła uznania wobec jej malarstwa będące na równi z Matejką czy Kossakiem i oddała się całkiem podróżowaniu z Konopnicką. Razem udzielały się w świecie feministek, a "po godzinach" Konopnicka pozowała Dulębiance do portretów, jedynych wówczas obrazów artystki. Po powrocie do kraju, na jubileuszowych uroczystościach Marii Konopnickiej, już nie jej mąż, a właśnie Dulębianka pojawiała się u jej boku. Razem zamieszkały w dworku będącym "darem narodu" dla poetki. Niestety wszystkie zachowane z tego okresu zdjęcia spotkał taki sam los jakim rodzina Konopnickiej obdarzyła jej listy do ukochanej. Od spalenia uratowało się jedynie wspólne zdjęcie obu pań na werandzie dworku.
Na jednym z forów przeczytałam kiedyś opinię, że homoseksualiści chcą już całkiem pozbawić świata tego co piękne i odebrać heteroseksualistom ich "prawa" do wielkich literackich i poetyckich dzieł. Nieco zadufana w sobie opinia, jeśli bowiem coś się podoba co za różnica, czy napisał to gej/ lesbijka czy osoba hetero? Cała ta sprawa wygląda nieco jak licytacja, uznałam jednak, że ważnym jest mówienie o takich sprawach, ponieważ nadal środowisko LGBT kojarzone jest jedynie z dewiacyjnymi wynaturzeniami wartymi jedynie potępienia. Niech nie będzie tak, że laury zbierają jedynie heteroseksualiści, mamy przecież jeszcze Iwaszkiewicza, Kasprowicza, Waldorffa, a nawet Chopina... ale to już inna historia.
tak jest w sztuce, artyzmie i na tym polega życie
(nawiasem, jeżeli za literaturę gejowską uznać te dzieła i dziełka, które tematycznie kręcą się wokół gejów, to rzeczywiście, większość mogłaby stać w księgarniach obok różnych różowych serii... oczywiście jeżeli nie w dziale filozofia i socjologia ;) )
U nas w IFP mamy jednego wykładowcę, który nieustannie uświadamia nam ile mamy osób homoseksualnych wśród pisarzy.
Robi to nieco nachalnie, niektórzy twierdzą nawet że wybiera tylko takie utwory w których odnajdzie "homowątki" albo się ich doszuka.
Osobiście mi to nie przeszkadza, nie wiem jak innym.
A co do tego, że nie mówi się o orientacji...
U mnie w LO mówiło się. Ba, polonistki podkreślały wątki erotyczne czy feministyczne.
I zgadzam się, że jakoś nikt nie mówi o homoseksualizmie pisarzy, polityków, malarzy etc. A szkoda. Bo skoro ich utwory/dzieła były podszyte wątkami homoseksualnymi, czemu mamy o tym nie mówić, tylko na siłę dorabiać muzy?