W polskim kinie gejów jest jak na lekarstwo. Owszem, na trzecim planie, w epizodach snuli się i nadal snują jacyś, ale to margines marginesu. Jeśli mówimy o pełnokrwistych postaciach, ważnych gejowskich wątkach fabularnych, to lista jest żenująco krótka - można by tu wymienić „Zygfryda” Andrzeja Domalika (1987), „Pożegnanie jesieni” (1991) i „Egoiści” (2001) Mariusza Trelińskiego, „Homo Father” Piotra Matwiejczyka (2005), „Senność” Magdaleny Piekorz (2008) i to by było praktycznie na tyle. Dlatego „Sala samobójców” debiutującego w pełnym metrażu Jana Komasy, w której gej jest głównym bohaterem, to unikat. I w dodatku to jest dobry film - też raczej rzadkość w polskim kinie.Dominik (świetny Jakub Gierszał) jest ładnym, delikatnym brunetem. Typ emo. Jego mama (Agata Kulesza) pracuje w branży reklamowej, tata (Krzysztof Pieczyński) jest doradcą w jednym z ministerstw. Dominik z rodzicami nie ma zbyt dużego kontaktu. Po mieście porusza się samochodem z kierowcą.
Jest inteligentnym, spokojnym chłopakiem. Za parę miesięcy ma zdawać maturę.
Feralna lekcja judo
Na Alexa, przystojnego kumpla z klasy, Dominik spogląda trochę dłużej, niż robiłby to heteryk. Na studniówce podczas standardowych wygłupów idą zakłady – najpierw dwie dziewczyny mają się pocałować. I idzie im to super, więc za chwilę kolej na - dlaczegóż by nie? – dwóch chłopaków. Alexa i Dominika. I jest to pocałunek przez duże P – długi, namiętny, „z języczkiem”. Pokazany w zbliżeniu. Chyba jedyny taki męsko-męski pocałunek w polskim kinie.
Sęk w tym, że dla Alexa to luźna zabawa, a dla Dominika – przeżycie. Filmik z ich pocałunkiem trafia czym prędzej do sieci, gdzie zyskuje fajne komentarze – chłopaki stają się bohaterami dyskusji postudniówkowych. A potem wydarza się feralna lekcja judo, podczas której „wszystko” wychodzi na jaw. Okazuje się, że chłopak z chłopakiem może się całować, ale tylko „dla jaj” – tego, którego naprawdę kręcą męsko-męskie namiętności – czeka kara. Czyli obśmianie, upokorzenie. A gdzie może człowieka spotkać upokorzenie najgorsze? W Internecie. Dominik z przerażeniem czyta szydercze posty, ogląda naprędce wyprodukowane prześmiewcze filmiki. Świat mu się wali. W desperackim kroku robi jeszcze coming out przed rodzicami, ale ci nie biorą go poważnie.
Po co wychodzić z pokoju?Chłopak zostaje sam. Ukojenia zaczyna szukać tam, gdzie spotkało go nieszczęście – w sieci. Trafia do wirtualnej sali samobójców. Poznaje Sylwię (Roma Gąsiorowska w kolejnej roli na skraju załamania nerwowego), dziwną dziewczynę, która nie chce żyć, ale która słucha tego, co Dominik ma do powiedzenia…
Spora część "Sali samobójców" to animacja – bohaterowie żyją wirtualnie właściwie w takim samym stopniu, albo może nawet i większym, niż w realu. Bo real nie jest już przyjaznym miejscem dla Dominika. Nie ma nawet potrzeby wychodzenia z pokoju.
Szkoda, że wątek gejowski czyli cały motor napędzający akcję - gdzieś jakby gubi się zaraz po tym, jak Dominik odpływa do "sali samobójców". Warto było pójść dalej i szerzej pokazać, jakim piętnem wciąż jest homoseksualność, jak trudno być sobą, gdy oznacza to upadek w towarzyskiej hierarchii, pobłażliwe uśmieszki i chichoty.
Ten temat został tylko zarysowany.
Cudownych rodziców nie mamNa pierwszy plan wysuwa się samotność w realu i nowo znalezione towarzystwo w sieci. Przejmująco pokazana jest łatwość, z jaką wirtualny świat wciąga - szczególnie, gdy jest się wrażliwym nastolatkiem odrzuconym przez rówieśników. Dominika nietrudno zrozumieć: oferta z realu jest naprawdę mniej atrakcyjna.
Do tego dochodzi niemożliwość porozumienia się z rodzicami. Winne są obie strony, ale rodzice bardziej. Gdy Dominik oświadcza, że jest gejem, mama zaczyna pleść bzdury o "modzie na gejostwo" i że mu się "w dupie poprzewracało". Tata jest na początku tak zagubiony, że w ogóle nie jest w stanie niczego powiedzieć, a gdy w końcu się odzywa - "jeśli już jesteś tym gejem, to zatrzymaj to dla siebie" - to lepiej, by się jednak zamknął. Oboje są żałośnie zmieszani, gdy psychiatra próbujący wyciągnąć Dominika z depresji pyta ich, czy syn ma "dziewczynę lub chłopaka?". Im bardziej tracą Dominika, w tym bardziej kretyński sposób próbują go odzyskać.
O dziwoO dziwo, "Sala samobójców" nie jest pretensjonalna. Albo jest, ale tylko na tyle, na ile pretensjonalny jest ból istnienia emo. Mnie ten ból przejął - może dlatego, że Dominik jest nie tylko emo, który narzeka-chociaż-przecież-niczego-mu-nie-brakuje, ale też zaszczutym gejem?
O dziwo, filmowi udaje się ominąć typowe wady polskiego kina - dialogi nie są drewniane, sytuacje nie są nieprawdopodobne, postaci nie są groteskowo przerysowane, nie ma dowcipasów. Irytuje tylko nadużywanie środka wyrazu pod tytułem "samotna łza spływająca po policzku".
Ale czepiam się. Jest naprawdę OK.
p.s. "Salę samobójców" pokazywano w tym roku na festiwalu w Berlinie; film znalazł się wśród kandydatów do nagrody Teddy dla najlepszego filmu LGBT.
"Sala samobójców" zebrała pozytywne recenzje w polskiej prasie - chociaż wątek gejowski w filmie przeszedł raczej niezauważony. Nie wszystkim debiut Komasy się jednak podobał - już niedługo na IS nieco inny głos w sprawie filmu, a tymczasem - zapraszamy do dzielenia się wrażeniami w komentarzach.
Ale plus dla Komasy sa zabranie sie za tak ambitny material. Moze za trudny jak na debiut?
Twoja opinia, ale według mnie Komasa spisał się na medal! Film jest świetny a jeżeli chodzi o te "żenujące" i nierealistyczne sceny to ten film przecież w połowie opierał się na świecie fantasy, więc nie ma tu mowy o pełnym realizmie.
To raczej był żart, który nie wyglądał wcale desperacko.
Raczej to była zagrywka z jego strony, żeby rodzice mu nie szukali dziewczyny i nie manipulowali nim i jego uczuciami, żeby zdobyć pozycję (ojciec się starał o posadę ministra bodajże).
Poza tym to nie jest film o homoseksualizmie., dlatego nie ma co się dziwić, że tak mało było typowych scen w tym filmie.
Ale plus dla Komasy sa zabranie sie za tak ambitny material. Moze za trudny jak na debiut?
Oglądałem go już po raz drugi. Jest znakomity. Polecam serdecznie:)
Podziwiam szybką analizę tego ile filmów oglądam. Ilość obejrzanych filmów ma chyba najmniejsze znaczenie, jak się odbiera dany film. Każdy film jest indywidualny i jeden jest bliższy widzowi, drugi dalszy.
Miałem na myśli to, że przed "Salą samobójców" zrobiono mnóstwo o wiele lepszych i poruszających filmów... Ale w sumie racja, każdy odbiera takie obrazy inaczej. Mnie ten nie poruszył prawie wcale. Pozdro szejset!
Chyba mało filmów oglądasz. :)
Podziwiam szybką analizę tego ile filmów oglądam. Ilość obejrzanych filmów ma chyba najmniejsze znaczenie, jak się odbiera dany film. Każdy film jest indywidualny i jeden jest bliższy widzowi, drugi dalszy.
Chyba mało filmów oglądasz. :)