"Małżeństwa jednopłciowe już zwyciężyły" - czytamy na okładce amerykańskiej edycji magazynu "Time", która pojawi się w dwóch wersjach: z całującą się parą kobiecą i męską.
Czwartek, 08.12.2016 TIME: Donald Trump człowiekiem roku
Wtorek, 10.12.2013 Edie Windsor na podium
Piątek, 30.04.2010 Elton John, Lady Gaga i Annise Parker na liście "Time 100"
Czwartek, 31.10.2024 Trump vs. Harris – czego może się spodziewać elektorat LGBTQ?
Wtorek, 25.06.2024 USA: Republikanie przestali popierać równość małżeńską
Jeśli zaś będą to "związki partnerskie", to każdy z tych szczegółów będzie trzeba jeszcze ubrać w płaszczyk prawny. A to nie jest już takie oczywiste !
Strach ma wielkie oczy i nie będzie nam łatwo przekonać normatywną większość ;o/
reputacji danego środowiska nie będą budować ci,którzy są 'fair',reputację budują zazwyczaj ci najbardziej krzykliwi,kolorowi,wyraziści.stąd wyobrażenia hetero o homo-hedonistach[i niektórych homo o bi-hedonistach] przebranych każdy jeden za drag queen [a dziewczyny-każda jedna ze szczęką buldoga i w garniturze]-boją się że jeśli 'popuszczą cugli',to ulice będą wyglądać jak podczas parady w Berlinie.
nawet nie mamy tych nieszczęsnych 'związków partnerskich',trzeba tu małych kroczków.
dywagacje na temat małżeństw homo,a ja na ulicy od uroczych łysych panów potrafię usłyszeć komentarz nt.mojej tęczowej czapki:/[przynajmniej trochę kolorowo jest w tym smutnym jak p... mieście-parafrazując;D]
u nas to nie jest kwestia podpisów,ustawy,tylko jeszcze kilkudziesięciu lat,jeśli nie pokolenia-kiedy choćby trzymanie się za ręce nie będzie prowokacją do mini linczu.
w krajach,o których myślisz,w których są małżeństwa,zmiany nastawienia społeczeństwa i prawa wobec homo to także dziesiątki lat.
u nas i tak to szybko idzie,zważając na to,że mieliśmy zastój pt.PRL
tylko zważ,że wojujący hetero najbardziej się plują o słowo "małżeństwo"-czemu działacze LGBT mają im więc je 'zabierać'?
Zabieranie oznacza, że ja mam, ty nie masz. Tego chyba nikt z nas nie chce. ;) To co wojujący hetero z kolei robią to czysty egozim: ja mam, tobie nie dam, chociaż nie miałoby to dla mnie kompletnie żadnych konsekwencji.
Zresztą nie chodzi tylko o słowo. Zauważ, że np. w przypadku ustawy o związkach partnerskich konserwatywna część PO pluje się o sam fakt, że taki związek miałby być stanowiony przez urząd cywilny, że miałaby to być jakiś nowy rodzaj związku uznawanego przez państwo. Wielokrotnie bowiem zapewne wielu z nas słyszało, że przecież związek homoseksualny to tylko seks, żadnych uczuć, żadnej miłości itp.
To jest inna sprawa. Jasne, jest to ważne i tego nie neguję. Zauważ jednak, że w wielu państwach, w których wprowadzana jest równość małżeńska, coś takiego jak związki partnerskie, regulujące prawnie sprawy, o których mówisz, już wcześniej istniały. Małżeństwo jest czymś dodatkowym, czymś ponad to.
jeśli potrzebujesz oprawy-urzędnika możesz zamówić w każde okoliczności przyrody,a po podpisaniu papierka wygłosić swoje teksty przysięgi.
Nie chodzi o to, co ja potrzebuje, bo na razie mi to rybka. ;)
Sama chyba jednak przyznasz, że jest pewna różnica pomiędzy uroczystością, na której państwo oficjalnie uznaje dany związek, a tym, o czym piszesz. Wprawdzie w ogólniejszym kontekście sprowadza się to głównie do symbolu i semantyki, ale inaczej postrzega się "chłopaka"/"dziewczynę", "partnera"/"partnerkę", a "męża"/"żonę". To ostatnie inaczej odbierane jest zarówno przez państwo, jak i samo społeczeństwo (a przynajmniej jego część, bo pewnego betonu się nie przebije choćby nie wiem co).
tylko zważ,że wojujący hetero najbardziej się plują o słowo "małżeństwo"-czemu działacze LGBT mają im więc je 'zabierać'?
trzeba uszanować,niech mają.jedno głupie słowo.ja wolę jednak zapewnienie że po podpisaniu danego papierka będę w razie okropnego wu poinformowana o stanie zdrowia mojego partnera/ki i będę mogła bez przeszkód odwiedzić w szpitalu.to jest ważniejsze niż słowo.
jeśli potrzebujesz obecności Boga i kapłana żeby przysięgać partnerowi-są chrześcijańskie odłamki od kościoła które udzielają takich ślubów.gdzieś mi się obiło że tak jest u Unitarian.
jeśli potrzebujesz oprawy-urzędnika możesz zamówić w każde okoliczności przyrody,a po podpisaniu papierka wygłosić swoje teksty przysięgi.
Jest to kwestia pewnej romantycznej idei. Związek partnerski jest to tylko umowa prawna - że dwoje ludzi zgadza się na życie ze sobą, zgadza się na pewne zobowiązania, a państwo daje im z tego powodu pewne prawa. To wszystko. Podpis złożony i koniec. (teoretycznie) Można się odwiedzać w szpitalu, można po sobie dziedziczyć, można się razem rozliczać - ot takie suche fakty życia codziennego. A jak coś nie wyjdzie, to umowę zrywamy i jakby nigdy nic żyjemy sobie dalej.
Małżeństwo z kolei uważane jest za coś wznioślejszego; jedna osoba przyrzeka oficjalnie (przed Bogiem/kapłanem bądź urzędnikiem państwowym i świadkami), że chcą ze sobą żyć aż do śmierci (co nie zawsze wychodzi, ale to inna sprawa), że będą sobie wierni, będą się wspierać w każdej życiowej sytuacji itp. Ślub (nawet tylko cywilny) jest tą chwilą, kiedy para przestaje być tylko dwiema osobami żyjącymi razem, ale staje się czymś więcej, pewną ideą. Zauważ, że są pary, które przed ślubem przez długi czas żyją (i współżyją) ze sobą, nierzadko mają nawet własne mieszkanie, wspólny majątek itp. Także teoretycznie ślub niczego w ich życiu nie zmienia - dzień przed ślubem ich sytuacja życiowa teoretycznie wygląda dosłownie tak samo, jak dzień po ślubie. A jednak ten ślub wciąż stanowi jedno z ważniejszych wydarzeń w ich życiu, pewien przełom. Bowiem zarówno oni sami, jak i społeczeństwo inaczej zaczyna postrzegać ich związek; tworzy się pewna dodatkowa więź, której nie da ci zwykły podpis na papierku u adwokata.
Gdy w Ameryce wprowadzono równość małżeńską, 6.12.2012 roku, wśród jednych z pierwszych par homoseksualnych, które zawarły tego dnia ślub, była para dwóch kobiet: jedna miała 77 lat, druga 85 lat, ze sobą były od 35 lat: http://www.gettyimages.com/detail/news-photo/jane-abbott(...)57737371 Myślisz, że to małżeństwo tak naprawdę, fizycznie, zmieniło cokolwiek w ich życiu? Nie. A jednak przypuszczam, że chwila, w której mogły zawrzeć małżeństwo, była jedną z najwspanialszych w ich długim życiu.
Rozumiem Twój punkt widzenia Пачка_сигарет, szczerze powiedziawszy gdyby wprowadzono normalny projekt związków partnerskich to bym już tak mocno nie domagała się małżeństw jednopłciowych, dla świętego spokoju. Smutne to ale rzeczywistość wyjątkowo zniechęca.
Dlaczego mają być zarezerwowane tylko dla par hetero? Dlatego że tak było zawsze i bóg tak chce?
Że zw. małżeński jest święty?
Totalna bzdura.
Jeśli ludzie się kochają powinni mieć takie same prawa. Przynajmniej wg państwa. Kościół jak nie chce, może nie udzielać swoich świętych ślubów.
Chociaż przyznam szczerze, że kościół powinien także zaakceptować miłość między dwojgiem ludzi tej samej płci. Niby kościół jest miłością , ale tylko na papierze. W realnym życiu wydaje się bardziej pogardą i nienawiścią (przynajmniej z perspektywy osób nie hetero)
Oczywiście że dotychczas prawo wiązało się z seksualnością w pewnych zakresach, jednak nie totalnie, równość w prawach nie oznacza "powielania wzorów".
A w ogóle tak przy okazji, dlaczego uważasz powielania "wzorów heteroseksualnych" za coś negatywnego?
Co racja to racja, to jest kwestia walki o pewne prawa, a nie "powielanie".
Nie miałem na myśli tego, że homoseksualiści nie powinni być brani pod uwagę podczas stanowienia prawa. Chodziło mi o to, że skoro istnieje coś takiego jak związek partnerski, to obejmowanie związków LGBT instytucją małżeństwa wydaje mi się niepotrzebne. Nawet nie ze względu na trudności, jakie czeka próba przeforsowania tego w wielu krajach. Bardziej rozchodzi się o jakiś szerszy kontekst kulturowy. Jeżeli małżeństwa w naszym kręgu kulturowym są od zarania związkiem kobiety i mężczyzny, na dodatek przez większość swojej historii związanym głównie z sferą sakralną, to małżeństwa LGBT są dla mnie zaklinaniem rzeczywistości. Właśnie pod tym kątem "powielanie wzorów" uważam za coś negatywnego.
Oczywiście że dotychczas prawo wiązało się z seksualnością w pewnych zakresach, jednak nie totalnie, równość w prawach nie oznacza "powielania wzorów".
A w ogóle tak przy okazji, dlaczego uważasz powielania "wzorów heteroseksualnych" za coś negatywnego?
Co racja to racja, to jest kwestia walki o pewne prawa, a nie "powielanie".