Minister Sprawiedliwości Zbigniew Ziobro i poseł Solidarnej Polski Michał Wójcik przedstawili dziś na konferencji prasowej przygotowany w Ministerstwie Sprawiedliwości projekt ustawy, zakazujący adopcji dzieci przez pary homoseksualne.
Ziobro podkreślił, że
"naturalnym środowiskiem dla rozwoju i wychowania dziecka jest rodzina, a według polskiej konstytucji związek małżeński to relacja między mężczyzną a kobietą". Polityk twierdził, że nowe ustawa ma wypełnić lukę prawną, która może być wykorzystywana przez pary LGBT przy adopcji lub przysposobieniu dziecka.Jak wskazuje Grupa Stonewall, projekt wprowadzałby 3 nowe kwestie prawne:1. dodanie do kodeksu rodzinnego i opiekuńczego zapisu, że przysposobić nie może osoba pozostająca w stałym pożyciu z osobą tej samej płci
2. wprowadzenie zmiany w ustawie o wspieraniu rodziny i systemie pieczy zastępczej, która umożliwi zwrócenie podczas postępowania adopcyjnego szczególnej uwagi na sytuację, w której kandydatem adopcyjnym jest jedna osoba
3. wprowadzenie obowiązku odbierania przy adopcji przyrzeczenia (jeśli osoba ukryje, że prowadzi wspólne pożycie z osobą tej samej płci, będzie ponosić odpowiedzialność karną).
Wójcik uzasadniając wprowadzenie takich zmian, powoływał się na wyrok Sądu z 1983 r. "Sąd w wyroku pisze m.in. coś takiego: ponieważ dla prawidłowego rozwoju dziecka - zwłaszcza małego - wskazane jest, by było ono wychowywane przez ojca i matkę, a więc przez mężczyznę i kobietę - najkorzystniejszą dla dziecka sytuacją jest taka, gdy przysposabiają je małżonkowie wspólnie, lub gdy przysposabia je małżonek jednego z rodziców. Podkreślić należy, że dobro dziecka wymaga dążenia - przy wzięciu pod uwagę różnych sytuacji życiowych - do zapewnienia mu wychowania przez ojca i przez matkę" - przekonuje polityk.
(kb)
Czasem się zastanawiam czy ten rząd to był rekrutowany w miejscu dla umysłowo chorych z ograniczoną możliwością postrzegania?
Mało osób samotnych się decyduje, bo procedura adopcji jest skomplikowana.
Jeśli ktoś faktycznie tak uważa, to świetnie. Ja nie znoszę nawet dźwięku dzieci, wolałabym umrzeć niż zajmować się tymi smrodkami.
Tymczasem za oceanem "Joe Biden wydał rozporządzenie przeciwko dyskryminacji ze względu na płeć w edukacji, w tym osób LGBTQ".
Ciemnogród u nas panuje.
To jest właśnie to o czym pisałem: na poparcie tej hipotezy są wyłącznie „dowody” anegdotyczne...
Przez swoją postawę można też bardzo łatwo wpędzić się w kłopoty. To wszystko zależy - tak jak pisał andro.
Poszedłbym o krok dalej: widoczność absolutnie nic nie zmienia i nie widziałem dowodów (poza anegdotycznymi, ale to nie są prawdziwe dowody) na to, że cokolwiek zmienia. Po prostu nie ma powodu do wywierania presji. To jest decyzja indywidualna.
Zależy co masz na myśli przez widoczność. Gdy ktoś Cię zna lepszym argumentem od biseksualnych rodziców jest "uważasz że będę złym rodzicem?" Jeśli jesteś normalnym człowiekiem to jest argument praktycznie nie do zbicia (anegdotyczny, ale skuteczny).
Z doświadczenia wiem, że naprawdę lepiej stawiać na ludzi którzy akceptują to kim jesteśmy. Nie zawsze łatwo znaleźć właściwych ale warto.
Moja mama była przeciwko adopcji póki nie dotarło do niej, że nigdy nie będę z mężczyzną. Teraz weź spróbuj przy niej powiedzieć coś anty LGBT, zaraz usłyszysz oburzenie. Jedyny sposób na zmianę świata to zmienianie ludzi z którymi mamy kontakt przedstawiając sobą pewną postawę.
Poszedłbym o krok dalej: widoczność absolutnie nic nie zmienia i nie widziałem dowodów (poza anegdotycznymi, ale to nie są prawdziwe dowody) na to, że cokolwiek zmienia. Po prostu nie ma powodu do wywierania presji. To jest decyzja indywidualna.
Bycie nieheteronormatywnym nie jest widoczne w kolorze skory... nie wyodrębnia także kulturowo gdzie jest wsparcie „plemienia” w którym się dorasta. Czarnoskórzy czy Żydzi dorastają z pełnym wsparciem własnego otoczenia. Zamknięty historycznie czy geograficznie charakter tego dorastania był przedmiotem strachu, uprzedzeń i dyskryminacji.
Rola kobiety ( oczywiście widocznej ) była sprowadzana do rodzenia dzieci i prowadzenia domu.
Oba powyższe przykłady maja ciągłość historyczna która przechodziła z pokolenia na pokolenie bez większego zastanowienia się gdyż było tak „od zawsze”
Bycie Nieheteronormatydnym nie ma konkretnej kultury , historii , koloru skory.. nie ma ciągłości i życiu wśród swoich. Osoby niehetorenormatywne niezmiernie natomiast historycznie ( oraz prehistorycznie) i w stałym procencie istnieją w każdej kulturze, w każdej narodowości, w każdym kolorze skory, w każdej płci... jako indywidualne przypadki.. i w żaden sposób nie jesteśmy widoczni. To tak jakbyśmy nie istnieli.. i to jest to o czym mówię. Ludzie z naszego otoczenia nie wiedza ze walcząc z tym potworem LGBT walczą tak naprawdę z własnymi sąsiadami, przyjaciółmi, rodzinami, ... dziećmi. Dlatego widoczność jest tak ważna w naszym przypadku.
Zupełnie nie rozumiem, jak to, co napisałeś odnosi się do mojego zarzutu. Odpowiedziałeś, jak polityk/czka dziennikarzowi/ce na niewygodne pytanie: nie na temat.
Oczywiście, że wymieniłem przykłady, gdzie nie da się ukryć przynależności do konkretnej społeczności. Celowo. One pokazują, że nawet tam, gdzie jest pełna jawność, nie musi być równouprawnienia, czy tolerancji.
Poza tym, nie bardzo rozumiem, dlaczego wg. Ciebie heteronormatywność nie jest czymś, co było i nadal często jest postrzegane jako coś, co jest „od zawsze”. To nieprawda. Ciągłość historyczna tutaj ewidentne jest, wbrew temu co napisałeś. Wszystkie osoby LGBT wychowywały się w tym samym heteronormatywnym społeczeństwie.