Mówią, że na tinderze raczej nie znajdziemy miłości... a jednak! W ostatniej konkursowej historii, nasza czytelniczka zabiera nas do Krakowa, gdzie poznała miłość życia właśnie przez tę aplikacje. Czytajcie i inspirujcie się, w końcu nigdy nie wiadomo, kiedy i gdzie miłość weźmie nas z zaskoczenia.
Historia zaczyna się 2 lata temu. Ja, Ona i Tinder - cóż za wspaniały trójkąt na początek znajomości. Rozmawiałyśmy tydzień, zanim postanowiłyśmy się spotkać. Pamiętam to do dziś, jak za każdym razem, gdy dostawałam powiadomienie, serce zaczynało bić mi szybciej, a ja biegłam do telefonu, żeby odpowiedzieć. Tematy nam się nie kończyły, siedziałyśmy czasem do 4/5 rano, ciągle wymieniając wiadomości.
Kiedy nadszedł dzień, w którym miałyśmy wyjść na pierwszą randkę, dostałam od niej wiadomość, że troszkę się spóźni, bo uciekł jej tramwaj. Siedziałam na ławce na Krakowskich plantach, przebierając nogami, co chwilę zerkając na telefon i jej zdjęcie, z niecierpliwością wypatrując jej buźki między tłumem spieszących się nie wiadomo gdzie ludzi. 15 min trwało dla mnie godzinami, a serce chciało wyskoczyć z podekscytowania.
Wyszła z tramwaju i zaczęła iść w moją stronę. Podniosłam swoją torbę, wstałam z ławki i zaczęłam iść z uśmiechem na ustach, a gdy była około 3/4m ode mnie, odwróciłam wzrok udając że jej nie widzę. Przeszła obok mnie chichocząc, kiedy nagle jej znajome idące za mną, których kompletnie nie zauważyła powiedziały jej "część". Zaskoczona odpowiedziała, ja się odwróciłam, jej koleżanki przeszły obok, a my parsknęłyśmy śmiechem.
Przywitałyśmy się, kupiłyśmy kawę na wynos i poszłyśmy w stronę Wisły. Dzień był ładny, słońce delikatnie muskało naszą skórę, nie było ani za gorąco ani za zimno, ale było okropnie wietrznie. Wietrznie do tego stopnia, że ciężko było nam że sobą rozmawiać, więc poddałyśmy się i postanowiłyśmy pojechać do jej mieszkania.
Zazwyczaj nie ufam tak szybko obcym osobom, ale przy niej czułam się bezpieczna. Żadna z nas nie jest zbytnio gadatliwa w środkach transportu, więc podróż troszkę się dłużyła, a ja zaczęłam się zastanawiać "a co jeśli mnie zamorduje..?" (Do czego na szczęście nie doszło :D).
Dojechałyśmy na miejsce, zaczęłyśmy rozmawiać, a potem doszło do naszego pierwszego pocałunku. Po nim, czułyśmy się jakbyśmy znały się od lat. Wszystkie obawy znikły, a my w końcu w pełni się wyluzowałyśmy, przytulając się na łóżku i śpiewając piosenki Halsey, cały czas stykając się ustami. Nawet nie zauważyłam kiedy zrobiło się ciemno, a ja musiałam zebrać się do domu.
Wsiadła wtedy ze mną do autobusu i pojechała większość drogi, aż nie musiałam zrobić przesiadki. Po drodze żartowałyśmy, śmiałyśmy się i cytowałyśmy Vine'y. Kiedy się pożegnałyśmy i każda pojechała w swoją stronę, poczułam okropną pustkę w środku. Wtedy właśnie podjęłam decyzję o anulowaniu planów na następny dzień i umówieniu się z nią, na co ona, szczęśliwie, wykrzyczała: "TAK!!!!".
Wesprzyj Queer.pl - najstarszy portal LGBT w Europie
Dziś bardziej niż kiedykolwiek potrzebujemy własnego głosu w Internecie. Daliśmy radę przez 24 lata - z Waszą pomocą przetrwamy także ten ciężki okres. Równocześnie utrzymanie takiego projektu jeszcze nigdy nie było tak trudne.
Zobacz jak wspomóc QUEER.PL
Pierwsze "Kocham Cię" wymsknęło się 2 miesiące później. Odebrała mnie z zajęć na uczelni i poszłyśmy na spacer do parku, gdzie zaczęłyśmy się ze sobą drażnić. Nie pamiętam, co dokładnie wtedy powiedziała, ale ja na jej tekst zareagowałam mówiąc: "tak, tak, też Cię kocham" i momentalnie wbijając wzrok w ziemię, mówiąc żeby "zapomniała o tym, co właśnie powiedziałam, że to tak nie miało być i że jest mi strasznie głupio". Uspokoiła mnie troszkę się z tego śmiejąc i mówiąc że jestem urocza.
Miesiąc później, u niej w mieszkaniu, gdy zbierałam się powoli do domu, powiedziałam to jeszcze raz, tym razem intencjonalnie. Ona leżała wtedy na łóżku, ja siedziałam obok. "Kocham Cię" powiedziałam z uśmiechem, ubierając kurtkę. Widziałam jej pytający wzrok w której chwili ciszy. "Tym razem mówię to na serio". Pisk radości, łzy w oczach i "ja Ciebie też" pamiętam tak, jakby stało się to wczoraj.
I tak minęły 2 lata. Obie znamy rodzinę tej drugiej. Spędzamy z nimi czas. Nasze mamy bardzo się lubią. To wszystko czasem widzę jak wyciągnięte z filmu. Ten związek nie jest idealny. Miałyśmy problemy przez które razem przeszłyśmy. Nie jest ona moją pierwszą dziewczyną. Niemniej jednak, jest to pierwsza dziewczyna, która traktuje mnie dobrze, wspiera mnie, przynosi mi mnóstwo szczęścia i okazuje mnóstwo miłości.
Przez ostatnie 2 lata, obie pisałyśmy sobie wiersze, grałyśmy w gry, chodziłyśmy do znajomych, robiłyśmy grille i planowałyśmy przyszłość. Mam nadzieję, że będzie to moja ostatnia dziewczyna, bo drugiej takiej osoby, która tak bardzo mnie rozumie i ma tyle cierpliwości w sobie, już nie znajdę.