W Premier League trwa obecnie tydzień kampanii Rainbow Laces. Akcja zaczęła się kilka lat temu od tęczowych sznurówek, jednak gestów wsparcia z roku na rok jest coraz więcej. Kampania ma na celu pokazać, że na stadionach wszyscy są mile widziani, a kibicowanie nie ma orientacji seksualnej czy tożsamości płciowej.
"Kluby i społeczności są silniejsze, gdy wszyscy czują się mile widziani, i tylko od nas zależy, czy tak się stanie. Właśnie dlatego my, Premier League, z dumą wspieramy Stonewall w promowaniu równości i różnorodności" - wyjaśniają zaangażowanie w akcję władze ligi angielskiej.
Z kolei Serie A po raz czwarty już uczestniczy w akcji #UnRossoAllaViolenza (czerwona kartka dla przemocy). To część kampanii, która ma zachęcić kobiety, żeby nie bały się mówić o przemocy domowej. "Musimy zlikwidować lęk, z którym ofiary żyją każdego dnia" - czytamy w komunikacie wydanym przez ligę włoską.
W obu przypadkach można zauważyć, iż piłkarze nie są zmuszani w żaden sposób do wzięcia udziału w akcjach, a raczej robią to z własnej woli. Oprócz symboli na boisku (tęczowe opaski czy szminki na policzkach),
wielu z nich bowiem deklaruje poparcie dla kampanii społecznych na swoich profilach.
Prawicowe media w Polsce zamiast o samej akcji w Premier League piszą o zdarzeniu, które miało miejsce podczas meczu Leicester City - Sheffield United. Jamie Vardy, napastnik gospodarzy, po strzelonym golu pobiegł w stronę tęczowej chorągiewki i skosił ją wślizgiem podczas cieszynki. Wykorzystują to, twierdząc, że nie wszyscy zgadzają się ze wsparciem dla nieheteronormatywnej społeczności. Jednak Vardy zwrócił chorągiewkę na miejsce, a po meczu napisał na niej dedykację dla kibiców LGBT+: "Duma. Kontynuujcie waszą dobrą robotę".
Czy kiedyś przyjdzie czas na to, by także i nasza rodzima Ekstraklasa angażowała się w podobne akcje? Do tego jeszcze długa droga, bo powiedzieć o polskiej lidze, że jest homofobiczna, to tak jakby nie powiedzieć nic, niestety.
(jg)