Igor i Adam rozwiedli się z partnerkami po latach małżeństwa i wyruszyli z rodzinnego Płocka w poszukiwaniu nowego domu. Póki co, zamiast niego znajdują wyłącznie kamienie i szykany.
Kiedy w Łodzi wybito im szyby, zdecydowali się na wyjazd na północ kraju. "Namawiałem Adama, żebyśmy zamieszkali w Gdańsku, myślałem, że to fajne miejsce do życia. Władze budują taki obraz - miasta otwartego, tolerancyjnego", wspomina Igor. Obaj mężczyźni pracują w szpitalnym oddziale ratunkowym i mają świadomość, że po powrocie z długiego dyżuru
mogą zastać w swoim wynajętym mieszkaniu absolutnie wszystko, włącznie ze zmienionymi zamkami lub wyważonymi drzwiami.Wiosną 2019 roku zapłacili czynsz za pół roku z góry. Właściciel najpierw zażądał większych pieniędzy, niż te wynikające z podpisanej umowy, a następnie sprzedał mieszkanie razem z lokatorami. Nowy gospodarz najchętniej pozbyłby się problematycznych lokatorów; odcina im więc prąd i gaz oraz nęka telefonami.
"Próbowaliśmy wynająć inne mieszkanie, ale kiedy właściciele słyszą, że jesteśmy parą gejów, odmawiają", tłumaczy Adam. Zdolności kredytowej nie mają, a rodziny odwróciły się do nich po rozwodach. "Matka nie poznaje mnie na ulicy", dodaje Adam.
Igor i Adam są na "liście przemocowej", co oznacza, że Miejski Ośrodek Pomocy Rodzinie w Gdańsku zaklasyfikował ich jako osoby doświadczające dyskryminacji. Trudno się dziwić: sąsiedzi wyzywają ich z okien. Nie udało im się do tej pory skorzystać z publicznej oferty najmu. Zamierzają spróbować jeszcze raz, zachęceni wsparciem szpitala:
szefowa oraz koleżanki i koledzy z oddziału podpisali się pod listem do Urzędu Miasta z prośbą o przyspieszenie procedury.Całą historię Igora i Adama przeczytać można na
stronach Gazety Wyborczej.
JS
Pomysł bardzo dobry, ale koszt nostryfikacji dyplomu w NHS nie jest tani, trwa pół roku i nie ma pewnosci ze sie uda, zwlaszcza jesli jest sie ratownikiem po 2 letnim studium. Dodatkowo prawo jazdy kat C, koszt rejestracji w HCPC, zdaje sie ze sama znajomosc jezyka nie wystarczy, trzeba oplacic i zdac egzamin... Sam rozwazalem taka opcje, ale wyszlo mi ze trzeba miec na wstepie ok 10k złotych i zaczac min pol roku wczesniej zeby to moglo zaistniec...
Tylko że 10k zł to tylko 2k £.
Pracując za najniższą krajową, bez znajomości języka, nie robiąc nadgodzin nadal masz 300£ tygodniowo. Z nadgodzinami wyciągniesz 300-400£ nadal mówimy o najniższej i dodatkowo niepłatnych nadgodzinach czyli najgorszej opcji na jaką możesz trafić. Podobnie z pokojem, kat trafisz najgorzej to zapłacisz 120-150 na 2 osoby 60-75 na łebka. Jak jesz dużo i lubisz kupować pierdoły no to tak do 100£ na tydzień (ostatnio z ciekawości obliczałam ile wychodzi za obiad jak gotuje się w domu na 2 osoby to mi wyszło max 7 funtów i to był obiad z pieczonymi łososiem i sałatka). Nadal zostaje ci 100£ tygodniowo, czyli 400£ miesięcznie. 5 miesięcy i masz 2k funtów odłożone. A to dalej gdy trafisz na wszystkie najgorsze opcje.
Hmmm, nie zrozum mnie zle, nie twierdze, ze nie warto, wiadomo, ze warto - tylko zauwazam, ze nie jest to wcale takie proste i startujac z poziomu zero... jest bardzo ciezko. Wladam angielskim praktycznie na rowni z polskim, z najwyzsza przyjemnoscia osiedlilbym sie za granica, ale po polrocznym poszukiwaniu odnosze wrazenie, ze znalezienie jakiejkolwiek sensownej pracy, ktora nie bedzie makabryczna, chocby po to zeby sie zaczepic i odlozyc kase - graniczy z cudem... :/
Bez przesady. Pracuje obecnie na magazynie po 10h na nocki płacą 12£/h (10,50 podstawy + bonus za noc) jeszcze z miesiąc będzie rekrutacja, robota do stycznia. Pierwszy dzień nadgodzin w tygodniu 1,5 stawki, drugi 2x stawki. Wychodzi za standardowy tydzień (4 dni pracy) ponad 400£ na rękę, za 60h 600£. Jak dla mnie sensowne pieniadze. Wymagają podstawowej (bardzo podstawowej) znajomości angielskiego. Z racji zamieszania z wirusem targety są wyłączone, spieszyć się nie trzeba, ciężko (fizycznie) nie jest. Po prostu praca jest nudna. No ale wiesz w te 3 miesiące idzie odłożyć kilka tysięcy funtów. Później może się na jakiś transfer i kontrakt załapie.
No wlasnie to mam na mysli, moze i pieniadze dobre, ale praca straszna...
Ta praca nie jest w żaden sposób straszna. Ani się nie przemęczysz, ani nie masz stresu, od czasu do czasu z kimś pogadasz. A kasę masz lepszą niż w niejednej pracy za biurkiem. Jest nudno to fakt ale wiesz to też zależy od punktu widzenia, ja w międzyczasie uczę się kolejnego języka. Nienawidzę uczyć się języków ale one zawsze się przydają.
Jeśli w Polsce miałeś od razu pracę marzeń to albo miałeś ogromnego farta albo dobrze ustawioną rodzinę/znajomych. Nie chcesz się przemęczyć jakiś czas to nie narzekaj, że resztę życia spędzisz w homofobicznym kraju, w którym już nawet żarcie macie droższe niż w UK. Elektronika zawsze była droższa w Polsce, markowe ciuchy są w podobnych cenach (kupuję czasem rzeczy w sportowych sklepach), tylko mieszkania są tańsze, ale nadal tutaj zarabia się kilka razy więcej.
Widzisz, wychodze z zalozenia ze podstawowa cecha czlowieka jest subiektywizm. Praca na magazynie w moim mniemaniu jest całkowicie straszna. Od A do Z. Nie mam absolutnie nic przeciwko meczeniu sie w pracy, kompletnie nie przeszkadza mi stres w niej. Nie jestem za to w stanie zdzierzyc nudnych, schematycznych i bezsensownych czynnosci. Dobijaja mnie, pozbawiaja checi zycia, calkowicie wyjaławiaja z motywacji i wpedzaja w depresje. Brrrr. Zreszta prace za biurkiem postawiłbym na tym samym poziomie, no mooooze polke wyej. Tak czy owak zandej z tych prac nie chcialbym wykonywac. Uwielbiam uczyc sie jezyków, jezyki sa niesamowite, to troche jak klucze do swiata, chociaz znam ledwo trzy. Polski, angielski i podstawowy niemiecki, probuje radzic sobie z hiszpanskim i szwedzkim, ale bez faktycznego udzialu w kursie i konwersacji to ciezko sie jezyka nauczyc - na kurs niestety nigdy nie mialem pieniedzy.
Prace marzen? Dobrze ustawiona rodzine? Ha-ha-ha xD Wiem, ze sie nie znamy, wiec nie mialas mozliwosci znac prawdy - ale mimo wszystko mnie to bawi, bo to jest całowite przeciwienstwo mojego zycia - doslownie 180 stopni w stosunku do rzeczywistosci. Pracuje od 8 jakichiś 8-9lat. Wykonywałem dziesiatki roznych prac. Ciekawe, madre, stawiajace wyzwania i dajace dzika satysfakcje, a takze durne, schematyczne, nierozwojowe i nudne. Zawsze dazylem do tych pierwszych i uciekałem od tych drugich, ale cos jesc trzeba i gdzies mieszkac trzeba wiec czasami sie robilo to co sie musiało.
Homofobiczny kraj zwany Polska uwazam za paskudne miejsce, z wiecej niz jednego powodu i och, nie ma zamierzam tam spedzic juz ani roku, nie mowiac o reszcie zycia. De facto nie mieszkam w Polsce od dluzszego czasu, pracuje jako freelancer, a ścislej skipper = najemny kapitan. Prowadze rejsy morskie z turystami, przeprowadzam jachty z miejsca w miejsce, szkole ludzi na patenty zeglarskie, etc. De facto wieksza czesc roku jest w podrozy i rzadko spedzam dluzszy czas w jednym miejscu.
Moim priorytetem zawsze bylo cos innego - ciekawe i nieszablonowe zycie. I tego nie zamienilbym na nic innego. Niestety w zarabianiu pieniedzy nigdy nie bylem dobry - a znalezienie ciekawej pracy ktora przynosilaby staly dochod jest cholernie ciezkie - zwlaszcza w czasach ostatniego kryzysu, ktory niektore branze praktycznie zabił, a wiele innnych mocno pokaleczył. I na to zamierzam narzekac do woli, bo to jest cholerny problem.
Nie mam pojecia o markowych ciuchach, chyba nigdy zadnego nie kupilem, elektronika w Polsce jest akurat dosc tania, podobnie jak samochody, usługi i pare innych rzeczy. Aczkolwiek najem mieszkania, jedzenie i paliwo w stosunku do zarobków (bo tylko takie porownani ma sens) sa zlodziejsko drogie.
btw. Ostro spamujemy w komenatrzach pod artykulem na calkiem inny temat. Jak masz pogadac - moze na PW?
Pomysł bardzo dobry, ale koszt nostryfikacji dyplomu w NHS nie jest tani, trwa pół roku i nie ma pewnosci ze sie uda, zwlaszcza jesli jest sie ratownikiem po 2 letnim studium. Dodatkowo prawo jazdy kat C, koszt rejestracji w HCPC, zdaje sie ze sama znajomosc jezyka nie wystarczy, trzeba oplacic i zdac egzamin... Sam rozwazalem taka opcje, ale wyszlo mi ze trzeba miec na wstepie ok 10k złotych i zaczac min pol roku wczesniej zeby to moglo zaistniec...
Tylko że 10k zł to tylko 2k £.
Pracując za najniższą krajową, bez znajomości języka, nie robiąc nadgodzin nadal masz 300£ tygodniowo. Z nadgodzinami wyciągniesz 300-400£ nadal mówimy o najniższej i dodatkowo niepłatnych nadgodzinach czyli najgorszej opcji na jaką możesz trafić. Podobnie z pokojem, kat trafisz najgorzej to zapłacisz 120-150 na 2 osoby 60-75 na łebka. Jak jesz dużo i lubisz kupować pierdoły no to tak do 100£ na tydzień (ostatnio z ciekawości obliczałam ile wychodzi za obiad jak gotuje się w domu na 2 osoby to mi wyszło max 7 funtów i to był obiad z pieczonymi łososiem i sałatka). Nadal zostaje ci 100£ tygodniowo, czyli 400£ miesięcznie. 5 miesięcy i masz 2k funtów odłożone. A to dalej gdy trafisz na wszystkie najgorsze opcje.
Hmmm, nie zrozum mnie zle, nie twierdze, ze nie warto, wiadomo, ze warto - tylko zauwazam, ze nie jest to wcale takie proste i startujac z poziomu zero... jest bardzo ciezko. Wladam angielskim praktycznie na rowni z polskim, z najwyzsza przyjemnoscia osiedlilbym sie za granica, ale po polrocznym poszukiwaniu odnosze wrazenie, ze znalezienie jakiejkolwiek sensownej pracy, ktora nie bedzie makabryczna, chocby po to zeby sie zaczepic i odlozyc kase - graniczy z cudem... :/
Bez przesady. Pracuje obecnie na magazynie po 10h na nocki płacą 12£/h (10,50 podstawy + bonus za noc) jeszcze z miesiąc będzie rekrutacja, robota do stycznia. Pierwszy dzień nadgodzin w tygodniu 1,5 stawki, drugi 2x stawki. Wychodzi za standardowy tydzień (4 dni pracy) ponad 400£ na rękę, za 60h 600£. Jak dla mnie sensowne pieniadze. Wymagają podstawowej (bardzo podstawowej) znajomości angielskiego. Z racji zamieszania z wirusem targety są wyłączone, spieszyć się nie trzeba, ciężko (fizycznie) nie jest. Po prostu praca jest nudna. No ale wiesz w te 3 miesiące idzie odłożyć kilka tysięcy funtów. Później może się na jakiś transfer i kontrakt załapie.
No wlasnie to mam na mysli, moze i pieniadze dobre, ale praca straszna...
Ta praca nie jest w żaden sposób straszna. Ani się nie przemęczysz, ani nie masz stresu, od czasu do czasu z kimś pogadasz. A kasę masz lepszą niż w niejednej pracy za biurkiem. Jest nudno to fakt ale wiesz to też zależy od punktu widzenia, ja w międzyczasie uczę się kolejnego języka. Nienawidzę uczyć się języków ale one zawsze się przydają.
Jeśli w Polsce miałeś od razu pracę marzeń to albo miałeś ogromnego farta albo dobrze ustawioną rodzinę/znajomych. Nie chcesz się przemęczyć jakiś czas to nie narzekaj, że resztę życia spędzisz w homofobicznym kraju, w którym już nawet żarcie macie droższe niż w UK. Elektronika zawsze była droższa w Polsce, markowe ciuchy są w podobnych cenach (kupuję czasem rzeczy w sportowych sklepach), tylko mieszkania są tańsze, ale nadal tutaj zarabia się kilka razy więcej.
no mój mąż np. kupił dom na absolutnym odludziu, w szczerym polu (nawet sąsiadów przez płot nie ma) i teraz tam mieszkamy...
Dokładnie. A na wszelkie przejawy agresji odpowiem widłami i kosą. ;)
Ale to jest w ogóle "komfort" tego, że dom/mieszkanie jest twoje - nikt cię z niego nie wyrzuci. I kwestia mentalności. Tutaj generalnie panuje zasada "don't ask, don't tell". Jak jesteś uczciwym , "normalnym" (masz robotę od 7 do 15, kosisz trawę przed domem i ci brakuje do "pierwszego") człowiekiem to zawsze się obronisz w oczach ludzi. To właśnie w miastach ludziom odpier&(la, bo czują się bardziej anonimowi i poziom agresji jest wyższy. Tu jak masz za duży poziom agresji to bierzesz siekierę i idziesz rąbać drewno, albo kopać ogródek.
Pomysł bardzo dobry, ale koszt nostryfikacji dyplomu w NHS nie jest tani, trwa pół roku i nie ma pewnosci ze sie uda, zwlaszcza jesli jest sie ratownikiem po 2 letnim studium. Dodatkowo prawo jazdy kat C, koszt rejestracji w HCPC, zdaje sie ze sama znajomosc jezyka nie wystarczy, trzeba oplacic i zdac egzamin... Sam rozwazalem taka opcje, ale wyszlo mi ze trzeba miec na wstepie ok 10k złotych i zaczac min pol roku wczesniej zeby to moglo zaistniec...
Tylko że 10k zł to tylko 2k £.
Pracując za najniższą krajową, bez znajomości języka, nie robiąc nadgodzin nadal masz 300£ tygodniowo. Z nadgodzinami wyciągniesz 300-400£ nadal mówimy o najniższej i dodatkowo niepłatnych nadgodzinach czyli najgorszej opcji na jaką możesz trafić. Podobnie z pokojem, kat trafisz najgorzej to zapłacisz 120-150 na 2 osoby 60-75 na łebka. Jak jesz dużo i lubisz kupować pierdoły no to tak do 100£ na tydzień (ostatnio z ciekawości obliczałam ile wychodzi za obiad jak gotuje się w domu na 2 osoby to mi wyszło max 7 funtów i to był obiad z pieczonymi łososiem i sałatka). Nadal zostaje ci 100£ tygodniowo, czyli 400£ miesięcznie. 5 miesięcy i masz 2k funtów odłożone. A to dalej gdy trafisz na wszystkie najgorsze opcje.
Hmmm, nie zrozum mnie zle, nie twierdze, ze nie warto, wiadomo, ze warto - tylko zauwazam, ze nie jest to wcale takie proste i startujac z poziomu zero... jest bardzo ciezko. Wladam angielskim praktycznie na rowni z polskim, z najwyzsza przyjemnoscia osiedlilbym sie za granica, ale po polrocznym poszukiwaniu odnosze wrazenie, ze znalezienie jakiejkolwiek sensownej pracy, ktora nie bedzie makabryczna, chocby po to zeby sie zaczepic i odlozyc kase - graniczy z cudem... :/
Bez przesady. Pracuje obecnie na magazynie po 10h na nocki płacą 12£/h (10,50 podstawy + bonus za noc) jeszcze z miesiąc będzie rekrutacja, robota do stycznia. Pierwszy dzień nadgodzin w tygodniu 1,5 stawki, drugi 2x stawki. Wychodzi za standardowy tydzień (4 dni pracy) ponad 400£ na rękę, za 60h 600£. Jak dla mnie sensowne pieniadze. Wymagają podstawowej (bardzo podstawowej) znajomości angielskiego. Z racji zamieszania z wirusem targety są wyłączone, spieszyć się nie trzeba, ciężko (fizycznie) nie jest. Po prostu praca jest nudna. No ale wiesz w te 3 miesiące idzie odłożyć kilka tysięcy funtów. Później może się na jakiś transfer i kontrakt załapie.
No wlasnie to mam na mysli, moze i pieniadze dobre, ale praca straszna...
Pomysł bardzo dobry, ale koszt nostryfikacji dyplomu w NHS nie jest tani, trwa pół roku i nie ma pewnosci ze sie uda, zwlaszcza jesli jest sie ratownikiem po 2 letnim studium. Dodatkowo prawo jazdy kat C, koszt rejestracji w HCPC, zdaje sie ze sama znajomosc jezyka nie wystarczy, trzeba oplacic i zdac egzamin... Sam rozwazalem taka opcje, ale wyszlo mi ze trzeba miec na wstepie ok 10k złotych i zaczac min pol roku wczesniej zeby to moglo zaistniec...
Tylko że 10k zł to tylko 2k £.
Pracując za najniższą krajową, bez znajomości języka, nie robiąc nadgodzin nadal masz 300£ tygodniowo. Z nadgodzinami wyciągniesz 300-400£ nadal mówimy o najniższej i dodatkowo niepłatnych nadgodzinach czyli najgorszej opcji na jaką możesz trafić. Podobnie z pokojem, kat trafisz najgorzej to zapłacisz 120-150 na 2 osoby 60-75 na łebka. Jak jesz dużo i lubisz kupować pierdoły no to tak do 100£ na tydzień (ostatnio z ciekawości obliczałam ile wychodzi za obiad jak gotuje się w domu na 2 osoby to mi wyszło max 7 funtów i to był obiad z pieczonymi łososiem i sałatka). Nadal zostaje ci 100£ tygodniowo, czyli 400£ miesięcznie. 5 miesięcy i masz 2k funtów odłożone. A to dalej gdy trafisz na wszystkie najgorsze opcje.
Hmmm, nie zrozum mnie zle, nie twierdze, ze nie warto, wiadomo, ze warto - tylko zauwazam, ze nie jest to wcale takie proste i startujac z poziomu zero... jest bardzo ciezko. Wladam angielskim praktycznie na rowni z polskim, z najwyzsza przyjemnoscia osiedlilbym sie za granica, ale po polrocznym poszukiwaniu odnosze wrazenie, ze znalezienie jakiejkolwiek sensownej pracy, ktora nie bedzie makabryczna, chocby po to zeby sie zaczepic i odlozyc kase - graniczy z cudem... :/
Bez przesady. Pracuje obecnie na magazynie po 10h na nocki płacą 12£/h (10,50 podstawy + bonus za noc) jeszcze z miesiąc będzie rekrutacja, robota do stycznia. Pierwszy dzień nadgodzin w tygodniu 1,5 stawki, drugi 2x stawki. Wychodzi za standardowy tydzień (4 dni pracy) ponad 400£ na rękę, za 60h 600£. Jak dla mnie sensowne pieniadze. Wymagają podstawowej (bardzo podstawowej) znajomości angielskiego. Z racji zamieszania z wirusem targety są wyłączone, spieszyć się nie trzeba, ciężko (fizycznie) nie jest. Po prostu praca jest nudna. No ale wiesz w te 3 miesiące idzie odłożyć kilka tysięcy funtów. Później może się na jakiś transfer i kontrakt załapie.
Pomysł bardzo dobry, ale koszt nostryfikacji dyplomu w NHS nie jest tani, trwa pół roku i nie ma pewnosci ze sie uda, zwlaszcza jesli jest sie ratownikiem po 2 letnim studium. Dodatkowo prawo jazdy kat C, koszt rejestracji w HCPC, zdaje sie ze sama znajomosc jezyka nie wystarczy, trzeba oplacic i zdac egzamin... Sam rozwazalem taka opcje, ale wyszlo mi ze trzeba miec na wstepie ok 10k złotych i zaczac min pol roku wczesniej zeby to moglo zaistniec...
Tylko że 10k zł to tylko 2k £.
Pracując za najniższą krajową, bez znajomości języka, nie robiąc nadgodzin nadal masz 300£ tygodniowo. Z nadgodzinami wyciągniesz 300-400£ nadal mówimy o najniższej i dodatkowo niepłatnych nadgodzinach czyli najgorszej opcji na jaką możesz trafić. Podobnie z pokojem, kat trafisz najgorzej to zapłacisz 120-150 na 2 osoby 60-75 na łebka. Jak jesz dużo i lubisz kupować pierdoły no to tak do 100£ na tydzień (ostatnio z ciekawości obliczałam ile wychodzi za obiad jak gotuje się w domu na 2 osoby to mi wyszło max 7 funtów i to był obiad z pieczonymi łososiem i sałatka). Nadal zostaje ci 100£ tygodniowo, czyli 400£ miesięcznie. 5 miesięcy i masz 2k funtów odłożone. A to dalej gdy trafisz na wszystkie najgorsze opcje.
Hmmm, nie zrozum mnie zle, nie twierdze, ze nie warto, wiadomo, ze warto - tylko zauwazam, ze nie jest to wcale takie proste i startujac z poziomu zero... jest bardzo ciezko. Wladam angielskim praktycznie na rowni z polskim, z najwyzsza przyjemnoscia osiedlilbym sie za granica, ale po polrocznym poszukiwaniu odnosze wrazenie, ze znalezienie jakiejkolwiek sensownej pracy, ktora nie bedzie makabryczna, chocby po to zeby sie zaczepic i odlozyc kase - graniczy z cudem... :/
no mój mąż np. kupił dom na absolutnym odludziu, w szczerym polu (nawet sąsiadów przez płot nie ma) i teraz tam mieszkamy...
to jesteście ewenementem na skalę kraju.... .
Tez mnie to zawsze zastanawialo!