Piętnaście lat temu chłopak poznał dziewczynę. Zakochali się, pobrali, założyli rodzinę. Dziś ta sama rodzina składa się z transpłciowej kobiety, lesbijki oraz dwójki dzieci - i żyje szczęśliwie.
Jenni poznała Sarah na studiach w Arizonie. Znajomość przebiegła podręcznikowo: randki, wspólne mieszkanie, oświadczyny, ślub, dzieci. Trudno było się spodziewać, że amerykański sen o perfekcyjnej rodzinie jest tak naprawdę snuty przez dwie osoby spędzające życie w głębokiej szafie. Sytuacja zaczęła się klarować, kiedy Jenni odkryła, że Sarah potajemnie kupuje i nosi damską bieliznę. Z czasem ilość ubrań zwiększała się i traciły one swój sekretny status: mąż Jenni sypiał w jedwabnych pidżamach, a w ciągu dnia pod koszulę zakładał biustonosz. W 2012 roku, siedem lat po ślubie, Sarah nie miała już w szafie w ogóle męskiej bielizny.
Nie był to łatwy czas dla Jenni, opłakującej potajemnie utratę partnera. Impulsem, zmienił bieg spraw, był coming out jej syna. Do konfrontacji pomiędzy małżonkami doszło w 2016 roku. "Musimy porozmawiać. Wydaje mi się, że jestem trans", powiedział mąż. "Nie szkodzi. Ja chyba jestem lesbijką", odpowiedziała żona, która w tym samym momencie zrozumiała, że tym, co przyciągało ją przez całe życie do partnera nie była jego męskość, a osobowość i kobiece wnętrze, które zawsze tam było, ukryte pod maskulinistyczną skorupą.
W 2017 roku Sarah rozpoczęła procedurę korekty płci. "Nie istnieje mapa trasy, na którą wyruszyłam, ale wiem, że muszę to zrobić. To wielkie szczęście, że najbliżsi mnie wspierają". Synowie istotnie zaakceptowali nowe tożsamości rodziców i kwartet pozostał w komplecie. "Jesteśmy z Sarah bliżej niż kiedykolwiek", wyznaje Jenni, "pod każdym względem".
JS
Szukanie miłości na podstawie wyglądu to jak wybieranie prezydenta na podstawie koloru krawatu. Wielu tak robi, niby istotny element ale czy wpłynie pozytywnie na nasze życie, no cóż...