Szwagier Will rozpiął spodnie fraka niepostrzeżenie. Zwróciliśmy uwagę na to co robi dopiero, gdy pochylił się nieco do przodu, spuścił spodnie i bokserki do połowy uda, wyeksponował gołe pośladki i oparł się nimi o szklaną ścianę windy.
Sunęliśmy bezszelestnie w stronę nieba, w szklanej windzie na zewnątrz hotelu Hilton w German Town, Tennessee. Goła dupa szwagra przez kilka sekund zawisła nad hotelowym ogródkiem, jak księżyc w pełni i mogła być podziwiana przez sączących drinki gości hotelowych.
Szwagier nie był pijany choć wracaliśmy z wesela. Pasażerami windy było moich czterech szwagrów, moja żona i ja. Można więc powiedzieć, że winda była w całości okupowana przez homoseksualistów. To co zrobił szwagier po angielsku nazywa się „to moon somebody”, czyli pokazać komuś tyłek, jako wyraz dezaprobaty.
I. Wracaliśmy tą oszkloną windą na zewnątrz budynku z dwudniowego wesela, syna mojej żony i mojego pasierba, które odbywało się w German Town, zamożnej i białej dzielnicy Memphis w stanie Tennessee.
Najkrócej ujmując, German Town, to taki skansen konserwatywnego Południa, sportretowany genialnie w filmie "The Help" ("Pomoc"). Były tu czarne służące i nianie dla dzieci, a także ubikacje dla służących, położone na zewnątrz domów białego państwa. Samo Memphis jest najbardziej znane z tego, że tu snajper napędzany nienawiścią białej supremacji zastrzelił doktora Martina Luthera Kinga, czarnego przywódcę walki o prawa człowieka w latach sześćdziesiątych.
II. To wesele było bardzo stresujące dla mojej żony, ze względów oczywistych. Wydawała swojego jedynaka i bardzo chciała, żeby wszystko wypadło wspaniale. Moja żona jest takim dobrym, kochającym ludzi człowiekiem, że nigdy nikomu nie przypisuje złych intencji.
Dodatkowo w tym kontyngencie było dwóch zagranicznych gejów, tzn. ja i mój szwagier Chińczyk. Wszyscy byliśmy wżenieni w rodzinę żony, której dwóch braci jest też gejami i na tym weselu musieliśmy się stawić, jako drugie połowy naszych homoseksualnych związków.
III. Szwagier Chińczyk i ja byliśmy chyba najbardziej tym weselem zdenerwowani. Szwagier nie lubi być w towarzystwie ludzi, którzy nie lubią gejów i/lub Chińczyków, a
ja nienawidziłam siedzieć w kościele, w sukni bez pleców i z perłami na szyi, na miejscu, które normalnie w German Town okupują mężowie. Cały czas czułam na tych plecach kochające spojrzenia konserwatywnych chrześcijan. W marszu przez kościół z żoną pod rękę za młodą parą, ciągle następowałam sobie na suknię i niewiele brakowało bym obnażyła sobie biust. Szwagier Chińczyk, gdy się denerwował robił ze wszystkiego origami. Gdziekolwiek więc przysiadł lub przystanął na tym weselu zostawiał po sobie zwierzątka z serwetek.
IV. W pierwszy dzień wesela był wieczorny obiad w knajpie z orkiestrą dla najbliższej rodziny i przyjaciół. Staraliśmy się z szwagrem Chińczykiem pozostawać dyskretnie z boku. On składał te swoje zwierzątka, a ja nerwowo sączyłam wino. Żona, jako matka pana młodego, była zajęta, więc moglibyśmy mieć względny spokój gdyby nie Al, mąż szwagra Chińczyka i starszy brat mojej żony, który był kiedyś w balecie i bardzo lubi tańczyć. On wciąż ciągnął nas na parkiet. Szwagier Chińczyk był zdania, że powinniśmy unikać drażnienia hetero. Niestety Al, jakby się na nich uwziął i ciągle wirował na parkiecie, albo w ramionach swojej byłej żony, albo szwagra Chińczyka.
V. Al miał na sobie bardzo drogi smoking, zaprojektowany w Nowym Jorku.
Już sam ten smoking nie pozwalał dobrym ludziom z German Town, ani przejść obojętnie obok Ala, ani o nim zapomnieć. Dodatkowo szwagier Chińczyk był ubrany w smoking podobny, tylko z odwróconymi kolorami.
Siostry ojca pana młodego ciągle poklepywały mnie po plecach dla dodania otuchy. W końcu sam ojciec pana młodego, były mąż mojej żony, poprosił mnie do tańca i kilka widelców zawisło nieruchomo w powietrzu.
VI. Bardzo lubiłam Jima, byłego męża mojej żony. Był bardzo oczytany i przedyskutowaliśmy wiele godzin o książkach, gdy jechaliśmy przez Stany półciężarówką z meblami do studenckiego mieszkania Jake’a, syna Jima i mojej żony Nan.
Nan była w związku heteroseksualnym przez lat 20. Gdy odchowali syna, postanowili się rozejść. Nan związała się ze mną, a Jim ożenił się z pastorką swojego kościoła. Nie mamy jasności, czy Nan jest literą B czy L. Podobnie jak ja. Mój przypadek może jest nawet bardziej skomplikowany, bo nie dość, że miałam kilku narzeczonych, to jeszcze kilka związków z kobietami hetero. Możliwe, że ja to litera Q. Jak „queer”, czyli takie „niewiadomoco” w tęczowym paśmie ludzkiej seksualności, choć z drugiej strony, od dwudziestu lat jestem już tylko przykładną homoseksualną żoną.
Na zdjęciu ślubnym młodej pary z rodzicami wyglądaliśmy jak jakiś harem Jima, który stał między trzema kobietami: swoją obecną żoną, swoją byłą żoną i jej obecną żoną. Dobrzy ludzie w German Town długo nie mogli zapomnieć o tym weselu.
VII.Szwagra nazywamy Djusmin, choć jego chińskie imię brzmi jak „Ko”. Urodził się w Indonezji, ale czyta Konfucjusza w oryginale. W latach osiemdziesiątych opuścił Azję, bo było tam tłoczno, duszo i nieprzyjaźnie dla gejów. Studiował na Hawajach i pozostał w Stanach, gdzie poznał swojego obecnego męża Ala. Teraz Djusmin jest Kanadyjczykiem, a jego rodzice żyją w Singapurze i od pięciu lat ze sobą nie rozmawiają, choć żyją w jednym mieszkaniu. To wszystko jest trochę skomplikowane, wiem. Djusmin podobnie myśli o moim życiu, które wydaje mu się bardzo egzotyczne.
VIII. Al jest znanym lekarzem ginekologiem, profesorem i chirurgiem. Jest bardzo zamożny. Jeździ pięknym Porsche i zwykł latać do Europy ponaddźwiękowym Concordem, co nawet wśród bogatych gejów uważane było za ekstrawagancję. Jest drobny, ma ciało biegacza, przeszczepione włosy i bardzo wytworne ubrania. Ze związku hetero z Karen, która mieszkała w akademiku z moją żoną Nan, mają córkę i syna.
Al starał się być hetero, bo jako pierworodny w rodzinie, chciał sprostać oczekiwaniom ojca. Wyszedł z szafy dopiero po czterdziestce.
IX. Jego młodszy brat, William, nigdy nie był w szafie. On pierwszy w naszej rodzinie ożenił się homoseksualnie z Barrym. Obaj są lekarzami i śpiewakami operowymi. Will jest tenorem, a Barry barytonem. Śpiewają czasem w Carnegi Hall, w Nowym Jorku, ale na stałe mieszkają w Asheville w Północnej Karolinie. Asheville jest mekką artystów i gejów, w konserwatywnym oceanie Karoliny Północnej.
Ich ślub odbył się w episkopalnym kościele, zanim jeszcze jednopłciowe małżeństwa zostały zalegalizowane w USA.
Will jest w odróżnieniu od reszty rodzeństwa bardzo duży, blond i owłosiony. A do tego ma uśmiech wstydliwej dziewczynki. Czarująca kombinacja.
Jego mąż Barry jest laryngologiem, wysokim brunetem z figlarnym oczami. Barry ciągle walczy z nadwagą i kolekcjonuje gejowską sztukę. W swoim domu mają specjalny pokój-galerię, gdzie można podziwiać portrety i rzeźby z penisami, wykonane przez znanych artystów. W tym domu jest też fortepian koncertowy i organy oraz dwie zamrażarki w garażu, którego nikt nie zamyka. Do tego garażu przychodzą niedźwiedzie i wyżerają dietetyczne zamrożone posiłki Barrego. Ale to opowieść na inny czas.
X. To dwudniowe wesele bardzo nas wszystkich emocjonalnie wyżęło.
Dlatego, gdy szwagier Will zdjął majtki i pokazał tyłek w windzie - nie zareagowaliśmy stosownym oburzeniem. Z wysokości windy widać było w oddali Memphis.
Poznałam człowieka, który był przy doktorze Kingu, gdy ten został zastrzelony na balkonie motelu. Nazywa się John Lewis i jest kongresmenem. Spotkaliśmy się na eleganckim obiedzie w Waszyngtonie wydawanym co roku przez organizację praw człowieka Human Rights Campaign.
XI. John Lewis był honorowym mówcą na tym obiedzie. Gdy opowiadał nam o swojej walce o prawa człowieka w latach sześćdziesiątych, na każde jego słowo kiwaliśmy głowami. Opowiadał, że mało nie zginął na moście w Selmie. Szedł wówczas w pierwszym szeregu z doktorem Kingiem w pokojowym marszu. Na ten marsz napadła policja z psami i białymi pałkami. Rozbili mu czaszkę i lekarze odratowali go tylko cudem.
XII. Napisałam tę historyjkę dla nas wszystkich, którzy maszerujemy przez mosty, na których nas nie chcą, po to byśmy się uśmiechnęli. Kiedyś przyjdzie czas, że pójdziemy po tych mostach jeszcze raz i ludzie będą nam machać, i przesyłać całusy, a nam będą się toczyć po policzkach tylko szczęśliwe łzy wzruszenia.
W tej szklanej windzie, mój szwagier Will pokazał swoje pośladki temu światu, który nas, wszystkich innych, odrzuca. I nie wiem, jak wy, ale ja myślę, że czasem to się temu światu należy.