Głośna sprawa z Bydgoszczy
W styczniu Kosma Kołodziej, bydgoski działacz LGBT, został zaatakowany, grożono mu z powodu jego działalności. Sprawę zgłosił na policję. Prokuratura uznała, że napaść miała... "małą szkodliwość społeczną". Jednak sąd drugiej instancji był innego zdania.
Przypomnijmy, że początkiem stycznia Kosma Kołodziej wracał pociągiem z Poznania. Już wtedy miał wrażenie, że jest obserwowany. W dworcowym tunelu został otoczony przez trzech mężczyzn, którzy grozili mu z powodu jego lokalnej działalności – w tym na rzecz społeczności LGBT. Sprawę chciał zgłosić na komendzie policji. "Zachowanie policjanta było skandaliczne. Wyszydzał mnie, zniechęcał, podkreślał, że nic takiego się nie stało i nie ma na to kodeksu. Mówił, że za trzy dni dostanę powiadomienie o umorzeniu śledztwa" – mówił w rozmowie z nami. I to właśnie spowodowało, że zdecydował się sprawę nagłośnić. Po interwencji u przełożonych, policja przyjęła zgłoszenie.
Po nagłośnieniu sprawy - jak sam nam mówił: dostał wiele wspierających wiadomości, zgłosili się prawnicy, którzy zaoferowali mu darmową pomoc. Jak mówił – było też duże zainteresowanie lokalnych mediów, wsparcie zaoferowała i uczelnia. "To dla mnie bardzo ważne i bardzo się z tego cieszę" – zaznaczał, dodając, że jest w kontakcie z policją.
Sprawa ruszyła, ale wiosną... prokuratura postanowiła zakończyć śledztwo, bo - chociaż do przestępstwa doszło, sprawa nie była poważna - jak donosi lokalna "Gazeta Wyborcza". "Prokuratura wystąpiła do sądu z wnioskiem o zastosowanie instytucji warunkowego umorzenia postępowania. Sąd stwierdził, że ten człowiek popełnił przestępstwo, ale z uwagi na to, że społeczna szkodliwość czynu, jakiego dokonał, nie jest znaczna, a nadto warunki i właściwości osobiste sprawcy za tym przemawiają, nie wymierzył kary. Sąd określił okres próby na dwa lata. Jeżeli w tym czasie mężczyzna nie będzie naruszał porządku prawnego, nie popełni przestępstwa, sprawa będzie umorzona" - mówi w rozmowie z gazetą adwokat, Michał Bukowiński.
Adwokaci odwołali się, zwracając uwagę, że było to przestępstwo z nienawiści, a do tego napastnik, jak się okazało, ma powiązania z ruchami neofaszystowskimi. Sąd drugiej instancji przyznał im rację. "Po naszej apelacji sąd zadecyduje czy sprawa wróci do prokuratury czy będzie się toczyła przed Sądem Rejonowym" - mówi "Wyborczej" Bukowiński.
W styczniu pytaliśmy się Kołodzieja, czy bał się po nagłośnieniu sprawy. "Oczywiście, że się boję, zagrozili mi, że kolejne spotkanie nie skończy się dla mnie dobrze. Dali mi do zrozumienia, że mnie znają, wiedzą, gdzie chodzę. Ale nie zamkną mi ust " – mówił.
(md)
Policja i prokuratura wstyd ! Macie ochraniać obywateli i walczyć z łamaniem prawa, a nie uprzykrzać życie.