Poszukiwania w sieci i aresztowania
Tragiczne informacje docierają z Tanzanii: władze Dar es Salaam utworzyły specjalną grupę, która ma monitorować media społecznościowe i wyszukiwać homoseksualistów - w celu ich aresztowania. To nie wszystko: władze namawiają też mieszkańców i mieszkanki kraju, by na takie osoby donosić.
29 października komisarz miasta
Dar es Salaam, Paul Makonda, ogłosił powstanie specjalnej grupy, składającej się z lokalnych urzędników, policji i mediów, której celem jest wyszukiwanie członków i członkiń społeczności LGBT, a następnie aresztowanie ich. O "donoszenie" na homoseksualistów zaapelowano też do mieszkańców i mieszkanek Tanzanii. Przypomnijmy, że w kraju wciąż obowiązuje postkolonialne, homofobiczne prawo, według którego za męsko-męskie kontakty seksualne grozi dożywotnie więzienie.
Makonda umieścił filmik na Youtube, na którym apeluje do współobywateli, podkreślając, "że w mieście jest tylu homoseksualistów, którzy ogłaszają swoje usługi w Internecie". W zeszłym tygodniu komisarz pochwalił się, że otrzymano już prawie 20 tys. zgłoszeń i namierzono 200 osób LGBT oraz pracowników seksualnych - jak donosi NBC News. Ze stacją rozmawiał jeden z działaczy LGBT, który chciał zachować anonimowość. Podkreśla, że Makonda jest z siebie dumny, a masowe zgłoszenia pokazują, że "ludzie nienawidzą homoseksualistów". Komisarz zaapelował też do innych krajów, by nie mieszały się w sprawy Tanzanii.
Grupa ma działać przede wszystkim w mediach społecznościowych. Ambasada USA w Tanzanii już ostrzegła swoich obywateli, by zrewidowali to, co umieszczają w mediach społecznościowych. "Usuńcie lub zabezpiezczcie obrazy i wpisy, które mogą stać w kolizji z prawem w Tanzanii, dotyczącym praktyk homoseksualnych i seksualnych w ogóle" - czytamy w notce.
"Washington Post" informuje, że minister spraw zagranicznych odcina się od inicjatywy w Dar es Salaam, podkreślając, że to pomysł Makondy.
Do "natychmiastowego zaprzestania" na "polowania na gejów" wzywa Amnesty International.
(md)
I powiem tak, bojkot krajów, które nie są przyjazne osobom LGBT nic nie da. Po pierwsze, władze w ogóle się tym nie przejmą, po drugie, dajemy w ten sposób sygnał miejscowej społeczności, że zostawiamy ją samą sobie. Po trzecie, trzeba pamiętać, że prawo danego państwa to jedno, to jak jest interpretowane, to drugie, a jak jest przestrzegane, to trzecie. Może się zdarzyć, że trafimy na kogoś o bardzo liberalnych poglądach w kraju o konserwatywnym prawie. Ale może być też odwrotnie, że trafimy na kogoś bardzo uprzedzonego tam, gdzie prawo jest liberalne i oficjalnie nie ma dyskryminacji. Czy np. w USA, gdzie można zawrzeć ślub z osobą tej samej płci, wszędzie można trzymać się bezpiecznie za rękę z partnerem/partnerką? Otóż moi drodzy nie! Zwłaszcza na prowincji. To samo widziałam w Norwegii. Oslo to jedno, tam nikogo nie obchodzi, z kim się sypia. Ale na wsi zabitej deskami lepiej za dużo o sobie nie mówić. Świat jest bardzo różnorodny, a akcje typu "nie pojadę tam czy siam" nic nie dają.
I powiem tak, bojkot krajów, które nie są przyjazne osobom LGBT nic nie da. Po pierwsze, władze w ogóle się tym nie przejmą, po drugie, dajemy w ten sposób sygnał miejscowej społeczności, że zostawiamy ją samą sobie. Po trzecie, trzeba pamiętać, że prawo danego państwa to jedno, to jak jest interpretowane, to drugie, a jak jest przestrzegane, to trzecie. Może się zdarzyć, że trafimy na kogoś o bardzo liberalnych poglądach w kraju o konserwatywnym prawie. Ale może być też odwrotnie, że trafimy na kogoś bardzo uprzedzonego tam, gdzie prawo jest liberalne i oficjalnie nie ma dyskryminacji. Czy np. w USA, gdzie można zawrzeć ślub z osobą tej samej płci, wszędzie można trzymać się bezpiecznie za rękę z partnerem/partnerką? Otóż moi drodzy nie! Zwłaszcza na prowincji. To samo widziałam w Norwegii. Oslo to jedno, tam nikogo nie obchodzi, z kim się sypia. Ale na wsi zabitej deskami lepiej za dużo o sobie nie mówić. Świat jest bardzo różnorodny, a akcje typu "nie pojadę tam czy siam" nic nie dają.
Ale w Norwegii czy w USA nie pójdziesz do więzienia za to, prawo jest na to co najmniej obojętne.
Tak, narzekamy. Bo równać trzeba w górę, a nie w dół.
A powinniśmy się cieszyć???
I powiem tak, bojkot krajów, które nie są przyjazne osobom LGBT nic nie da. Po pierwsze, władze w ogóle się tym nie przejmą, po drugie, dajemy w ten sposób sygnał miejscowej społeczności, że zostawiamy ją samą sobie. Po trzecie, trzeba pamiętać, że prawo danego państwa to jedno, to jak jest interpretowane, to drugie, a jak jest przestrzegane, to trzecie. Może się zdarzyć, że trafimy na kogoś o bardzo liberalnych poglądach w kraju o konserwatywnym prawie. Ale może być też odwrotnie, że trafimy na kogoś bardzo uprzedzonego tam, gdzie prawo jest liberalne i oficjalnie nie ma dyskryminacji. Czy np. w USA, gdzie można zawrzeć ślub z osobą tej samej płci, wszędzie można trzymać się bezpiecznie za rękę z partnerem/partnerką? Otóż moi drodzy nie! Zwłaszcza na prowincji. To samo widziałam w Norwegii. Oslo to jedno, tam nikogo nie obchodzi, z kim się sypia. Ale na wsi zabitej deskami lepiej za dużo o sobie nie mówić. Świat jest bardzo różnorodny, a akcje typu "nie pojadę tam czy siam" nic nie dają.
Ale w Norwegii czy w USA nie pójdziesz do więzienia za to, prawo jest na to co najmniej obojętne.
Władze przejmują się kasą. Jeśli dla jakiegoś kraju turystyka stanowi istotną gałąź gospodarki, to jest dla nich ważne jak turyści ich postrzegają. Dla turystów bezpieczeństwo to podstawa, a nagonka na LGBT skłania do pytania czy rzeczywiście jest tam bezpiecznie. Masz inny pomysł jak wpłynąć na władze Tanzanii? Zbiórka podpisów pod petycją? Apele celebrytów? Stworzenie internetowych memów? Modlitwa? Masz prawo wierzyć, że takie działania dadzą efekt. A ja wierzę w siłę pieniądza. Dlaczego miałbym wspierać finansowo ludzi, którzy są wobec mnie wrogo nastawieni?