Kevin Wilshaw opuścił Front Narodowy
Jeden z głównych działaczy brytyjskiego Frontu Narodowego, nazistowskiego i radykalnego ugrupowania, ujawnił, że jest gejem. Przyznał się też do żydowskiego pochodzenia. Kevin Wilshaw działał w partii od lat 70. W rozmowie z Channel 4 opowiedział o homofobii, która go dotykała i zapewnił, że opuścił Front Narodowy.
Front Narodowy powstał w Wielkiej Brytanii pod koniec lat 60. Na scenie politycznej partia uważana jest za radykalną i neofaszystowską. Jest eurosceptyczna, antyimigrancka, jej działacze podkreślają, że obywatele Wielkiej Brytanii powinni być biali, sprzeciwiają się związkom międzyrasowym, negują Holokaust, ruchy feministyczne i prawnoczłowiecze.
Kevin Wilshaw wstąpił do Frontu Narodowego jeszcze w latach 70. Szybko stał się jednym z czołowych działaczy ugrupowania, w ostatnich latach często występował na wiecach partii.
W rozmowie z Channel 4 Wilshaw powiedział, że opuścił szeregi FN i opowiedział o swoich żydowskich korzeniach. Przyznał też, że jest gejem, dodając, że na czele homofobicznego w końcu ugrupowania jest wielu homoseksualistów - i nikt nie widzi w tym nic dziwnego. Ale opowiedział też o homofobii, której doświadczał. "Kilka razy w przeszłości byłem ofiarą prześladowań ze strony środowiska, do którego przynależałem. Jeśli jesteś gejem, w społeczeństwie jest to akceptowane, jednak nie w środowisku, którego byłem członkiem" - mówi.
Ojciec Wilshawa miał bardzo prawicowe poglądy, a on sam zainteresował się nazizmem, gdy miał 11 lat. Przyznał, że w szkole nie miał wielu przyjaciół i chciał przynależeć do jakiejś grupy, która go zaakceptuje, która ma jakiś cel.
"To było samolubne. Widziałem ludzi, którzy byli wykorzystywani, na których krzyczano i pluto na ulicy. Dopiero gdy to dotyczy ciebie, zdajesz sobie sprawę, że to, co robisz, jest złe i że jesteś w błędzie" - podkreślał Wilshaw.
Dlaczego opuścił Front Narodowy i zdecydował się na wywiad? "Bo chcę im zaszkodzić" - powiedział, dodając, że chciał też pokazać jak to jest żyć podwójnym życiem.
(md)
Piotrek:
Trochę się jednak pogrążacie z tym ujawnianiem, bo zaglądanie komuś pod kołdrę, czyt. argumentum ad personam, jest doprawdy nieetyczne i kuriozalne oraz z ideą działania na rzecz społeczności LGBT+ ma niewiele wspólnego
PiSu można nie lubić, natomiast ironiczne przytyki do osób, których prywatność nie powinna być jednak zainteresowaniem szanownej redakcji, są ciosem wymierzonym w tolerancję. Chyba działaczy LGBT+ stać na więcej niż małpowanie ideologicznego wroga
Szkoda, nie spodziewałem się heheszków rodem z sokuzburaka. :(