Prezydent USA włączył się do akcji "It gets better"
Wczoraj Biały Dom wypuścił nagranie, na którym prezydent USA, Barack Obama, mówi homoseksualnym nastolatkom, że "będzie lepiej". Tym samym Obama jest najpopularniejszą osobą, która włączyła się do projektu Dana Savage - "It gets better".
"Nie jesteście sami. Nie zrobiliście nic złego. Nie zrobiliście nic by zasłużyć na bycie prześladowanym i nękanym - a tam jest cały świat, który na was czeka - wypełniony możliwościami. Są ludzie, którzy was kochają i troszczą się o was bez względu na to jacy jesteście" - powiedział Obama.
Ciasto, polityka jest jedną z dróg prowadzącą do zmian, a jeżeli prowadzi do prawnego usankcjonowania przeobrażeń, to właściwie ukoronowaniem wszelkich społecznych inicjatyw. Politycy na Zachodzie nie dbaliby o nasze środowisko, gdyby nie wiedzieli, że stanowimy jakąś siłę. Nie mówię, że wielką, ale to zawsze ileś głosów dającą. "Jeśli, gdyby. A doprowadziły? Ci którzy są zwolennikami Obamy, może i zmuszą się do refleksji, Ci którzy nie - nie zrobią tego." Pytasz, czy doprowadziły - czyli uważasz jednak, że jeżeli gościu raz coś powie, to zmiany będą natychmiastowe? Gdybanie jest zbędne, jeżeli rozważamy historię. Gdy myślimy o przyszłości, jest jak najbardziej na miejscu, bo każe nam rozważać najróżniejsze skutki naszych działań. Patrzysz na świat w 2 kolorach? Tylko zwolennicy i przeciwnicy Obamy? To może pomyśl, że jest też ogromna rzesza "niezdecydowanych", oceniających posunięcia Obamy raz pozytywnie, a innym razem negatywnie. Nie mówiąc już o tych, którzy najpierw byli jego zwolennikami, a teraz go krytykują lub odwrotnie (tych pierwszych jest zresztą więcej). Ludzie nie muszą słuchać tego, co mówią politycy, tak samo jak nie muszą słuchać księdza, aktora, muzyka, sąsiada itp. Nikogo nie muszą słuchać, ale to nie znaczy, że jeżeli ktoś z nich coś powie, to mamy stwierdzić "ciekawe ile się tego uczył, pewnie chce zdobyć więcej głosów, sprzedać więcej płyt lub biletów lub coś innego zyskać". Oczywiście, bardzo często to jest właśnie powodem, ale nie zawsze. "Możemy zalegalizować związki, małżeństwa, adopcje, prawnie możemy zrobić wszystko, jednak nie jest to jednoznaczne ze zmianą myślenia ludzi o homoseksualizmie." Tu oczywiście masz rację. Gdyby nagle rządowi się odwidziało i przyjął ustawę o związkach partnerskich, to nie zmieniłoby zapatrywania ludzi. Temu musiałyby towarzyszyć pozytywne wypowiedzi różnych ludzi uznanych za autorytety. A oprócz nich również polityków (piszę oprócz, bo dla wielu polityk to żaden autorytet). Na zmianę ludzkich przekonań potrzeba czasu, ale to nie znaczy, że każdą wypowiedź nam sprzyjającą musimy kwitować "pewnie mu zapłacili" lub "liczy na nasze głosy". Niech liczy, ale również niech coś robi dla nas.
Jeśli, gdyby. A doprowadziły? Ci którzy są zwolennikami Obamy, może i zmuszą się do refleksji, Ci którzy nie - nie zrobią tego. Ludzie nie muszą słuchać polityków żeby dojść do pewnych wniosków. Jeśli chodzi o sprawy lgbt, poprzez politykę mało zmienimy. Chodzi mi tu o podejście społeczeństwa. Możemy zalegalizować związki, małżeństwa, adopcje, prawnie możemy zrobić wszystko, jednak nie jest to jednoznaczne ze zmianą myślenia ludzi o homoseksualizmie. Ja nie chcę natychmiastowej zmiany, wręcz przeciwnie, bo jestem takim przeciwna. Ja też wyrosłam z bajek, dlatego i ta mi się już przejadła.
jakby mu dobrze zaplacili to by powiedzial, lol, otworz oczy zamiast oklamujac sie, ze slowa hipokrytow zmienia swiat na lepsze i wszyscy bedziemy zyc w teczowym swiecie gdzie na drzewach rosna lesbijskie cukierki. takie slowa sa gowno warte i masz tu doskonaly przyklad. POWIEDZIAL, łał,no wszyscy sie cieszymy.i co,jakies zmiany?
Nikt nie mówi, że same słowa hipokrytów zmieniają świat na lepsze, ale jeżeli jedna z najważniejszych pod względem politycznym person świata poświęca swój czas również naszym problemom, to dla iluś ludzi będzie stanowiło przedmiot do przemyśleń i być może zmiany zapatrywań. Jeżeli więc słowa hipokrytów doprowadzą do jakichś "dobrych uczynków", to przyczyniają się do powstania "lepszego świata". Poza tym, raczej wszyscy tu piszący wyrośli już z bajek i wiedzą, że zaklęcia "nie działają", więc nie wiem, dlaczego chciałabyś natychmiastowej zmiany. To może być po prostu kolejny mały kroczek.
Politycy w większości swoich wypowiedzi kłamią... Taka jest właśnie polityka i na tym się opiera -KŁAMSTWIE. Żeby zajść daleko trzeba być poprawnym politycznie. Zauważ jednak ciasto, że w Polsce najważniejsi politycy w ogóle nie wspierają homoseksualistów, nawet w tak skromny sposób jak zrobił to prezydent USA. Sądzę, że to, że zdobył się na ten gest bardzo dobrze o nim świadczy, bo On dobrze wie, że w jego kraju (tak samo jak w Polsce) włączenie się do tego rodzaju akcji nie podniesie mu statystyki wyborczej. Sądzę więc, że poprostu zachował się, jak na wykształconego człowieka przystało i pokazał, że jako ojciec narodu wspiera wszystkich obywateli. Wybaczcie, że tak się rozpisałem, ale wkurza mnie jak ludzie, których takie przemówienia dotyczą nie potrafią ich docenić.
jakby mu dobrze zaplacili to by powiedzial, lol, otworz oczy zamiast oklamujac sie, ze slowa hipokrytow zmienia swiat na lepsze i wszyscy bedziemy zyc w teczowym swiecie gdzie na drzewach rosna lesbijskie cukierki. takie slowa sa gowno warte i masz tu doskonaly przyklad. POWIEDZIAL, łał,no wszyscy sie cieszymy.i co,jakies zmiany?
to smutne jak wy dajecie sie hipokryzji. co z tego, ze nie ma checi, co z tego ze nawet tak nie mysli, tylko chce sobie poprawic reputacje i miec z tego korzysci, wazne ze powiedzial? no blagam was,otrzezwiejcie
"Jeśli, gdyby. A doprowadziły? Ci którzy są zwolennikami Obamy, może i zmuszą się do refleksji, Ci którzy nie - nie zrobią tego." Pytasz, czy doprowadziły - czyli uważasz jednak, że jeżeli gościu raz coś powie, to zmiany będą natychmiastowe? Gdybanie jest zbędne, jeżeli rozważamy historię. Gdy myślimy o przyszłości, jest jak najbardziej na miejscu, bo każe nam rozważać najróżniejsze skutki naszych działań. Patrzysz na świat w 2 kolorach? Tylko zwolennicy i przeciwnicy Obamy? To może pomyśl, że jest też ogromna rzesza "niezdecydowanych", oceniających posunięcia Obamy raz pozytywnie, a innym razem negatywnie. Nie mówiąc już o tych, którzy najpierw byli jego zwolennikami, a teraz go krytykują lub odwrotnie (tych pierwszych jest zresztą więcej).
Ludzie nie muszą słuchać tego, co mówią politycy, tak samo jak nie muszą słuchać księdza, aktora, muzyka, sąsiada itp. Nikogo nie muszą słuchać, ale to nie znaczy, że jeżeli ktoś z nich coś powie, to mamy stwierdzić "ciekawe ile się tego uczył, pewnie chce zdobyć więcej głosów, sprzedać więcej płyt lub biletów lub coś innego zyskać". Oczywiście, bardzo często to jest właśnie powodem, ale nie zawsze.
"Możemy zalegalizować związki, małżeństwa, adopcje, prawnie możemy zrobić wszystko, jednak nie jest to jednoznaczne ze zmianą myślenia ludzi o homoseksualizmie." Tu oczywiście masz rację. Gdyby nagle rządowi się odwidziało i przyjął ustawę o związkach partnerskich, to nie zmieniłoby zapatrywania ludzi. Temu musiałyby towarzyszyć pozytywne wypowiedzi różnych ludzi uznanych za autorytety. A oprócz nich również polityków (piszę oprócz, bo dla wielu polityk to żaden autorytet). Na zmianę ludzkich przekonań potrzeba czasu, ale to nie znaczy, że każdą wypowiedź nam sprzyjającą musimy kwitować "pewnie mu zapłacili" lub "liczy na nasze głosy". Niech liczy, ale również niech coś robi dla nas.
Ja nie chcę natychmiastowej zmiany, wręcz przeciwnie, bo jestem takim przeciwna. Ja też wyrosłam z bajek, dlatego i ta mi się już przejadła.
Nikt nie mówi, że same słowa hipokrytów zmieniają świat na lepsze, ale jeżeli jedna z najważniejszych pod względem politycznym person świata poświęca swój czas również naszym problemom, to dla iluś ludzi będzie stanowiło przedmiot do przemyśleń i być może zmiany zapatrywań. Jeżeli więc słowa hipokrytów doprowadzą do jakichś "dobrych uczynków", to przyczyniają się do powstania "lepszego świata".
Poza tym, raczej wszyscy tu piszący wyrośli już z bajek i wiedzą, że zaklęcia "nie działają", więc nie wiem, dlaczego chciałabyś natychmiastowej zmiany. To może być po prostu kolejny mały kroczek.