gejom i lesbijkom należy "pozwolić żyć, jak chcą"
Zaproszenia na ceremonię zawarcia tzw. związków cywilnych między osobami tej samej płci w amerykańskim stanie Vermont w cotygodniowych dodatkach do gazet lokalnych można spotkać niemal tak często, jak zapowiedzi "tradycyjnych" ślubów - pisze w poniedziałek Associated Press.
Pierwszy związek cywilny w tym stanie został zawarty 1 lipca 2000 r. w biurze pracownicy władz miasta Brattleboro, Anette Cappy. Związki cywilne wydawały się wtedy prawdziwie wywrotową inicjatywą. "Teraz nikt takich par nie uważa za sensację" - powiedziała Cappy. W ostatnim roku jej biuro wydało 185 zezwoleń na zawarcie homoseksualnego związku cywilnego, podczas gdy węzłem małżeńskim biuro pani Cappy połączyło 318 par heteroseksualnych.
Linda Weiss, pochodząca z miejscowości Corinth, której mieszkańcy cztery lata temu najgłośniej sprzeciwiali się zbyt dla nich radykalnym związkom cywilnym, mówi, że dziś nie poznaje swoich sąsiadów. Weiss, będąca w związku cywilnym od czterech lat, mówi, że nawet ci, którzy nie popierają otwarcie par homoseksualnych, wyznają zasadę, że gejom i lesbijkom należy "pozwolić żyć, jak chcą".
Prawnicy w Vermont zgodzili się na związki cywilne kilka miesięcy po tym, gdy stanowy sąd najwyższy uznał, że odmawianie trwałym związkom homoseksualnym praw i swobód zarezerwowanych dla małżeństw jest niezgodne z konstytucją. Legitymizacja związków cywilnych przyznała gejom i lesbijkom ponad 300 takich praw. Decyzja stanu Vermont wywołała wrzenie w całym kraju. Władze wielu miast, m.in. San Francisco, Portland i Nowego Jorku, wydają parom homoseksualnym dokumenty legalizujące ich związki, mimo że nie ma tam dotąd konkretnych regulacji prawnych.
(PAP)