Dziwne działania prokuratury
W ostatni weekend, pod zarzutem posiadania narkotyków, pod klubem Enzym zatrzymano syna Ryszarda Paszkiewicza, zastępcy prokuratora okręgowego w Gdańsku. Regionalne wydanie "Gazety Wyborczej w Trójmieście twierdzi: "Z informacji, które przedstawialiśmy w "Gazecie" we wtorek i środę wynika, że działania prokuratury były co najmniej dziwne."
Marek Sterlingow: "Chcecie mieć spokój? Nauczcie się na pamięć, jak wyglądają prokuratorzy i ich rodziny, a potem obchodźcie ich z daleka" - to rada dla policjantów. Pojawiła się na naszym forum internetowym jako komentarz do tekstów o zatrzymaniu syna prokuratora. Słuszna?
Janusz Kaczmarek, szef Prokuratury Apelacyjnej w Gdańsku: Prokuratora chroni immunitet, który można jednak w razie potrzeby uchylić. W żadnym wypadku immunitet nie rozciąga się na członków jego rodziny. Powinni być traktowani jak wszyscy inni obywatele.
Jednak w tej sprawie trudno mówić o rutynowym działaniu prokuratury. Po pierwsze, wydano policji pisemny zakaz informowania o tej sprawie.- Absurdalna decyzja. Aż nie chce mi się wierzyć, że ją wydano. Poleciłem już uchylenie tego zakazu. Chciałbym jednak sprostować jedno. Zakaz, wbrew temu co mówił rzecznik sopockiej policji, wydała prokuratura rejonowa, a nie okręgowa. Mogę to tłumaczyć tylko nadgorliwością.
Zaraz po zatrzymaniu w sprawę włączył się prokurator. Przez 8 godzin przesłuchiwał policjanta. Czy to normalne?
- Znam przesłuchania, które trwały i kilka dni. To zależy od osoby, która odpowiada. Czasami zeznania są niezborne, przesłuchiwany myli fakty lub zasłania się niepamięcią. Wtedy prokurator powinien dochodzić prawdy.
Czy w tej sprawie było to konieczne?
- Nie znam akt. Są jeszcze w sądzie. Też myślę, że 8 godzin to trochę długo. Może tam były jakieś przerwy?
Prokurator rejonowy błyskawicznie powołał biegłych, zaczął przesłuchiwać świadków świadczących na korzyść zatrzymanych.
- To był błąd. Kiedy okazało się, że jest to syn jego przełożonego, powinien tylko w niezbędnym zakresie zabezpieczyć materiał dowodowy. Niepotrzebnie bawił się w jakieś przesłuchiwania i wnioski dowodowe. Sprawę należało natychmiast przesłać wyżej. Wraz z wnioskiem o przekazanie jej poza okręg gdański. Żeby nie było wątpliwości co do bezstronności postępowania.
Tymczasem zarządzono badania DNA zabezpieczonej lufki. Policjanci dziwią się, że w tak błahej sprawie znalazły się na to pieniądze. Pytają, czy teraz każdy zatrzymany będzie miał takie prawa.
- Chyba jeszcze nie podjęto decyzji w sprawie tych badań...
Potwierdził mi to we wtorek Konrad Kornatowski z prokuratury okręgowej.
- Dziwią mnie utyskiwania policjantów, że tracą tu jakieś pieniądze. Do prowadzącego śledztwo należy decyzja, czy taki wniosek dowodowy jest uzasadniony. Jeżeli jest, to ma on prymat nad kosztami. W każdej sprawie. Również tej. To, że ktoś jest synem prokuratora, policjanta czy sędziego nie może ograniczać jego prawa do obrony. Chłopak twierdzi, ze został pobity przez policjanta i ma na to świadków.
"Gazeta" w żadnym razie nie próbuje wyrokować o tym, co tam się stało. My tylko zastanawiamy się, czy potem ze względu na koneksje rodzinne chłopak ma większe prawa niż inni.
- Cały problem spowodowało to, że za zbieranie dowodów wziął się nie ten prokurator, który powinien. Formalnie nie da się tu jednak nic zarzucić. Działania były zgodne z prawem. Rozmawiałem też z panem prokuratorem Ryszardem Paszkiewiczem. Bardzo przeżywa tę sytuację. Jest przecież nie tylko ojcem, ale i prokuratorem, na co dzień zwalczającym przestępczość. Wierzę, że w jego działaniach nie ma i nie było chęci nieformalnego załatwienia sprawy.
Czyli wszystko jest w porządku. Możemy spać spokojnie.
- No, nie. Sprawa będzie w najbliższym czasie przedmiotem narady. Ocenimy działania Prokuratury Rejonowej w Sopocie i wytkniemy wszystkie błędy.
(Gazeta Wyborcza)