"Nie idziemy do pedalskiej Unii Europejskiej!"
Na Łotwie trwają przygotowania do sobotnich wyborów parlamentarnych. Oczekuje się, że na scenie politycznej dojdzie do dramatycznego przetasowania. Obecny rząd premiera Andrisa Berzinsa i jego partii "Łotewska Droga" najprawdopodobniej upadnie. Kraj jest biedny (30% poziomu Unii Europejskiej), korupcja i propaganda nacjonalistów nie sprzyjają dobrym nastrojom.
O miejsca w Parlamencie ubiega się aż 20 partii. Wśród nich partia ekologiczno.chłopska, która sprzeciwia się wejściu Łotwy do UE. Zwraca się uwagę, że poparcie dla integracji wyraża tylko 46% społeczeństwa. Jedna trzecia mieszkańców kraju stanowią napływowi Rosjanie. Grupa ta skupia na sobie nienawiść nacjonalistów. Wpływowa partia "Łotewski Narodowy Front" nienawidzi Rosjan, lecz jeszcze bardziej nienawidzi gejów. Szef "Frontu" Aivars Garda najchętniej wysłałby wszystkich Rosjan "do domu". Zaś o Unii Europejskiej wyraża się z pogardą: "Skoro pedał może tam zostać burmistrzem Berlina, to Łotwa nie ma w takiej Unii nic do szukania" - powiada. Garda ma wpływowych przyjaciół. W zorganizowanym przez niego konkursie literackim na temat "Łotwa bez homoseksualistów" wziął udział protestancki biskup Janis Vanags i jego katolicki kolega Janis Pujats.
(TJ)