Krótka kariera prawicowego populisty i geja
Na kilka dni przed wyborami parlamentarnymi w Holandii, od kuli zamachowca zginął Pim Fortuyn, jeden z najbardziej kontrowersyjnych polityków w tym kraju. Nieznany na razie sprawca oddał do niego kilka strzałów w głowę, szyję i klatkę piersiową. Do zamachu doszło w mieście Hilversum, gdzie mieści się główna siedziba holenderskiego radia. Fortuyn właśnie wychodził z budynku po udzieleniu wywiadu. Rzecznik prasowy komitetu wyborczego "Lista Pim Fortuyn'a" powiedział, że rany były śmiertelne. Zgon nastąpił w ciągu kilku minut.
Fortuyn był politykiem prawicy, nazywany był populistą a jego wypowiedzi na temat cudzoziemców i religii mahometańskiej porównywano chętnie z retoryką francuskiego prawicowca Le Pena. Na dodatek - Fortuyn był gejem i wcale się z tym nie krył. Jeśli wierzyć badaniom opinii publicznej, w wyborach miał szansę uzyskania przynajmniej 17 procent głosów wyborców.
Pim Fortuyn, 54-letni profesor socjologii znany był ze swej arogancji. Mierzył bardzo wysoko- chciał zostać premierem Holandii. Koalicję z innymi partiami prawicowymi wykluczał. Nie miał też tradycyjnego programu wyborczego. Operował obietnicami. Obecny rząd i całą klasę polityczną krytykował w czambuł. Z dużym prawdopodobieństwem można założyć, że życie kosztowała go ostentacyjna niechęć do islamu, religii większości holenderskich imigrantów.
"Islam jest religią wsteczną" - mówił Fortuyn. "Muzułmanie dyskryminują kobiety, nie uznają rozdziału religii i państwa, nie tolerują wolności przekonań i mają spore problemy z prawami człowieka. Chrześcijaństwo i judaizm są motorami współczesności - islam nie." Wielu Holendrów identyfikuje się z tymi poglądami. Widzą oni jak bardzo styl życia ich muzułmańskich współobywateli odstaje od standardów nowoczesnego społeczeństwa. Całkiem niedawno, ofiarą demonstrujących przeciw Izraelowi Arabów padła największa w Holandii dyskoteka gejowska w Amsterdamie.
Pim Fortuyn nie zgadzał się z szufladkowaniem go jako prawicowca. Wściekał się, gdy porównywano go z Le Penem lub Austriakiem heiderem. Uważał się za liberała. Na drugim miejscu "Listy Pima Fortuyna" stał ciemnoskóry imigrant z wysp Zielonego Przylądka. W jednym z wywiadów, Fortuyn powiedział: "Nie jestem rasistą. Nikogo nie chcę wyrzucać. Kocham współczesną kulturę i cywilizację. Chętnie podzielę się jej wartościami z imigrantami. Ale oni muszą zechcieć ją przyjąć."
(PS)