Publiczna debata na temat stosunku do homoseksualizmu
Hong Sok-chon jest w Korei Południowej popularnym telewizyjnym prezenterem. Któregoś dnia, udzielając wywiadu gazecie "Korea Herald" zdawkowo wspomniał, że jest gejem. Wywiad nigdy nie ujrzał światła dziennego, ale plotka poszła w świat. Gwiazdorowi nie pozostało w tej sytuacji nic innego, jak pójść za ciosem i publicznie przyznać się do swych seksualnych preferencji. Konsekwencje nie dały na siebie długo czekać. Kilka stacji radiowych i telewizyjnych natychmiast rozwiązały z nim umowy o pracę. Jeden z szefów TV argumentował, że skoro Hong Sok-chon jest gejem, to nie może prowadzić audycji dla dzieci. Gwiazdor odpowiedział, że "nie może przekonywać dzieci, iż nie powinny kłamać, skoro sam nie może być szczery wobec samego siebie".
W kolejnym wywiadzie dla tej samej gazety, która wywołała całą aferę, Hong powiedział: "W końcu mogę być dumny, że zmusiłem ludzi do dyskusji na temat homoseksualizmu. Może teraz rodzice zaczną rozmawiać o tym z swoimi dziećmi w kraju, w którym o gejach nie wolno wspominać nawet w prywatnej rozmowie".
Homoseksualizm w Korei Południowej oznacza hańbę dla całej rodziny, i to właśnie jest powodem całkowitego braku w społeczeństwie akceptacji dla tej formy życia. Gejowi łatwiej jest zwierzyć się rodzeństwu (licząc na ich dyskrecję) niż rodzicom. Rodzinna tradycja jest przyczyną wychowania kolejnych pokoleń w braku tolerancji.
Dzienniki w Południowej Korei piszą, że istnieje inny aspekt całej sprawy: Stosunek państwa do osób o odmiennej orientacji seksualnej. Bo to, co dzieje się w rodzinach, to prywatna sprawa obywateli. Natomiast państwo jest od tego, by bronić ich przed dyskryminacją. A swoją drogą, ciekawe jaki przebieg miałaby podobna historia w Polsce?
(JS)