"Ciotka Farhuma..." to pieśń zagubionej miłości, współczesna gejowska i ludzka, geograficzna i duchowa odyseja w poszukiwaniu zaginionego kochanka, prowokująca retrospekcje upadku idealnego związku. Ale przede wszystkim to rachunek połowy życia, naznaczonego żydowskim pochodzeniem.
Książka rozpoczyna się zdaniem: 'zostałem obrzezany w dniu, kiedy powieszono Eichmana', i zasadniczo stanowi rozwinięcie tej myśli. Wychowany w biednej osadzie powojennych imigrantów bohater miotany jest sprzecznymi uczuciami: do bezlitosnego w swym upale Izraela, który będąc nową ojczyzną Żydów, staje się jednocześnie ich 'grobowcem i zagładą'. Do komfortowych i wygodnych Niemiec, gdzie żyje i pracuje wśród niedawnych oprawców swojego narodu, opływających w luksusy prawdziwych wybrańców bożych. Do swojej nadopiekuńczej, irytującej i ukochanej matki, do swojego młodego nazbyt kontrolującego i sterylnie higienicznego, ukochanego, który odchodzi nagle, znika po pięciu latach wspólnego życia.
Rozstanie prowokuje bohatera do porzucenia wygodnego, zachodnioeuropejskiego świata - obejmuje stanowisko na zniszczonych Bałkanach, wciąż trawionych fermentem społecznym. Znów zostanie skonfrontowany z biedotą i brzydotą tego świata. Jednocześnie jednak ulega fascynacji jego przewrotnym pięknem, zwłaszcza tamtejszych mężczyzn. W opisach ociekających brudem, świńską krwią na targu i moczem na ulicach, Avni zbliża się do estetyki Jeana Geneta, doprawiając ją jednak sporą dawką sarkastycznego humoru.
Wyprawa do byłej Jugosławii przywraca jego życiu wigoru, jednak demony przeszłości powracają i każą mu porzucić nowe życie, a wraz z nim dopiero co rodzące się uczucie. W domu zastaje swojską biedę i gderaninę, upał, terror wybuchających bomb, a jednak odkrywa, że tu właśnie czuje się u siebie. Historia zatoczyła krąg, obok budki telefonicznej znów przechodzi ukochany, tylko że nic już nie może być takie samo...
Avni snuje barwną opowieść sprawnie żonglując skrajnymi klimatami. Rubaszne i tragikomiczne opisy domu rodzinnego sąsiadują z autentyczną tragedią i emocjonalną wiwisekcją nazistowskiej spuścizny i szczęśliwych lat spędzonych w Europie u boku kochanka. Narodowe i uczuciowe obsesje i namiętności znajdują ujście w często dosadnym, ale w swej dosadności poetyckim języku, którego potoczystość sprawia, że aż prosi się o drugą połowę...
(Marcin Pietras)