Pedał jaki jest, czyli (słowami autora) "Wielki Atlas Ciot Polskich". Besteller roku 2005 i jedna z najgłośnieszych pozycji o tematyce gejowskiej na polskim rynku wydawniczym.
Wybrane fragmenty:
"Mówią o sobie w rodzaju żeńskim, udają kobiety, do niedawna podrywali facetów w parku, pod Operą i na dworcu. Nie wiadomo, ile w tym było prawdy, ile folkloru, a ile zwykłych żartów. Jedno jest pewne - są częścią wcale nie małej grupy ludzi uzależnionych od seksu. Mają wprawę w wyrywaniu! Nawet teraz, na emeryturze, z tymi brzuszkami, potrafiliby niejedno. Żaden z nich nie wiedział o istnieniu operacji plastycznych, ani o możliwościach zmiany płci. Wystarczało wymachiwanie zwykłymi czarnymi torbami, na które mówili "torebki". Bo ubierają się w to, co mają - ekstrakt przeciętności rodem z PRL. Wystarcza inne trzymanie papierosa, brak wąsów, i te wszystkie słowa. W słowach tkwi ich siła. Czego więc nie mają, to sobie dokłamią, dozmyślają, wymyślą."
"- Pan tu przyjeżdża, pan tu u nas wynajmuje, podnajmuje, dobrze. Ale czy pan wie, że tu wciąż sami samotni panowie u mnie wynajmują, podnajmują kwaterę, od maja do października?
- Na przykład kto?
- Co?
- Na przykład kto!!!
- Słucham?
- KTO NA PRZYKŁAD?!
- No na przykład ten pan z Bydgoszczy, co go ten artysta znany odwiedza...
- Jaki artysta?!
- Co?
- Jaki artysta?
- Jak?
- Który?
- Ej, panie, wy tu wszyscy jesteście po jednej wodzie, wy tu wszyscy na tą plażę nudystów, wy tu wszyscy artyści...
- Ja też jestem artysta, wie pani? Wie pani?
- A wiem, a to przecież mówię - wy tu wszyscy artyści..."
Książka nie przekonała mnie, nie obrzydziła, nie sprowokowała, nie zainteresowała, nie poruszyła, nie rozemocjonowała, nie rozbawiła, ot, treść zero i forma zero.
Dziwię się, że może wywoływać takie skraje emocje.
Ja to widzę tak. Wybieramy się w miejsce, które ktoś bliski nam polecił, by się posilić. Rozpatrujemy dwie możliwości - albo jadło nam bardzo zasmakuje, albo wręcz przeciwnie, będzie bardzo wstrętne. Tymczasem spożywamy... papier. Jedno jest pewne, szkoda było moich pieniędzy na takie danie.
Jeżeli tak było, to nie widzę powodu, dla którego Witkowski miałby o tym nie pisać. A nawet, jeżeli tak nie było - nadal ma prawo do realizowania swojej własnej wizji artystycznej w taki sposób, w jaki mu się podoba. Wszystko inne - to cenzura. Poza tym - Sztuka jest albo dobra, albo zła. Mówisz o Niej tak, jakby jakimś jej zakichanym obowiązkiem było szerzenie czegokolwiek, poza nią samą i poczuciem smaku. Powieść z "przekazem", obrzydlistwo.
świetna narracja - czasem nispójna dzięki czemu mam na prawdę wrażenie, że słucham historii opowiadanej przez człowieka z krwi i kości:)