Prof. Marcin Matczak - konstytucjonalista, profesor Wydziału Prawa i Administracji UW, jeden z najbardziej rozpoznawalnych komentatorów spraw praworządności w czasach rządów PiS - od kilku tygodni regularnie odnosi się do nacisków społeczności LGBT+ na rząd w sprawie transkrypcji zagranicznych aktów małżeństwa par jednopłciowych. Wczoraj zagrzmiał z portalu „Gazety Wyborczej", że głośna walka o transkrypcję jest dokładnie tym, o czym marzą PiS i Konfederacja. I wiecie co? Ma rację.
Opozycja zawsze cieszy się, gdy rządowi w jakiejś sprawie idzie gorzej - a w tej idzie mu fatalnie. Ustawa o związkach partnerskich była tak długo przeżuwana i wypluwana przez kolejne koalicyjne partie, że dziś coraz mniej osób chce o niej w ogóle słyszeć. Teraz, gdy pojawiła się szansa, by bocznymi drzwiami wprowadzić wreszcie jakieś podstawowe prawa dla par tej samej płci, rząd Donalda Tuska podchodzi do wyroków sądowych równie kreatywnie, jak swego czasu PiS.
Słusznie obawia się prof. Matczak, że jeśli rząd ulegnie naszym naciskom, odsłoni prawą flankę i stworzy przestrzeń dla „zwycięstwa skrajnej prawicy w kolejnych wyborach". To jest możliwe - zresztą w wyborach prezydenckich 2015 r. coś takiego się właśnie wydarzyło. Partia Donalda Tuska, próbując utrzymać jednocześnie lewe i prawe skrzydło, znalazła się w bardzo trudnej sytuacji. A politycy PiS i Konfederacji, którzy dziś suflują krytyczne hasła wobec bezradności rządu w sprawie związków osób tej samej płci, to te same osoby, które najchętniej wystrzeliłyby nas wszystkich w kosmos. Nie wolno o tym zapominać.
Nie wolno jednak zapominać i o tym, że z faktu, iż nie mamy obecnie „skrajnej prawicy" u władzy, musi coś wynikać. Dla osób LGBT+ wynika niewiele. Nasze sprawy pozostają niezałatwione. Na związki partnerskie nie czekamy dwa lata - czekamy ponad dwadzieścia. Od ponad dwudziestu lat albo u władzy jest „skrajna prawica", albo rządzi partia, która nie spełnia naszych postulatów, żeby do władzy nie dopuścić… skrajnej prawicy. Brzmi absurdalnie? Bo jest absurdalne.
Nie mam dobrej rady dla rządu. Nie wiem, jak ma przełamać ten impas - i na szczęście to nie mój problem. Chciałbym natomiast, żeby z haseł „praworządność" i „demokracja" coś wynikało. Gdy za kilka lat środowisko prof. Matczaka poprosi mnie o udział w kolejnym proteście przeciwko „skrajnej prawicy" i „łamaniu praworządności", chciałbym wiedzieć, co konkretnie za tymi hasłami stoi - bo z felietonów prof. Matczaka nie wynika to wprost. Wczoraj na Queer.pl przeczytałem, że społeczność LGBT+ w Botswanie zaczyna walkę o równość małżeńską. Nie zdziwiłbym się, gdyby osiągnęli ją szybciej niż my.
PS Konserwatyści określali dotychczas nasze postulaty mianem „światopoglądowych" - z czym oczywiście się nie zgadzamy. W najnowszej odsłonie są to sprawy „tożsamościowe". Nie są, Panie Profesorze. To, czy mogę z moim partnerem zorganizować życie tak, żeby państwo, w którym płacimy podatki, zapewniło nam ochronę prawną, jest sprawą tak samo praktyczną i ważną jak ekonomia czy obronność. To nie jest kwestia godności - to kwestia bezpieczeństwa.
(ro)
Liberalny mainstream i środowisko KO-PSL zdają się wierzyć, że blokując prawa LGBTQ+, unikną ataków. Otóż nie unikną. Choćby Kosiniak-Kamysz był najgorszym bigotem, i tak PiS będzie grzał memy o „tęczowym Władku". Można z edukacji zdrowotnej wyciąć całe nauczanie o seksualności — ale i tak jej wprowadzenie będzie nielegalnym zamachem na polskie rodziny.
Właśnie nie. Żadnym naciskom nie ulegli, związki partnerskie uwalili, a ustawę o uzgodnieniu płci opóźniali, tak żeby Komorowski nie musiał jej podpisywać przed wyborami. Jak to pomogło i jak „słuszne” były obawy Matczaka, przekonaliśmy się boleśnie.
Przecież to proste.
Szybko domknąć prace nad ustawą o ogryzku związków partnerskich. Nawrocki ją wetuje jeszcze w maju. Wtedy każe się Gawkowskiemu i Trzaskowskiemu odblokować transkrypcje. Potem człony koalicji odpalają swoje narracje:
* Lewica ogłasza wielki sukces, że Gawkowski załatwił transkrypcje. Patrzcie: SPRAWCZOŚĆ!
* PSL mówi, że oni wypatroszyli ustawę o związkach partnerskich i przekonali całą koalicję, by te prawa maksymalnie ograniczyć, bo kompromis i zgoda narodowa. To przez Nawrockiego wyrok TSUE trzeba realizować, bo w innym wypadku małżeństwa jednopłciowe odpowiadałyby tym parazwiązkom. I ojej, ojej, Nawrocki swoją zajadłością w wojnie polsko-polskiej doprowadził do praw LGBT.
* Tusk udaje, że jest ponad to, bo to temat zastępczy. Przestańmy rozmawiać o prawach jakichś nielicznych mniejszości, bo grozi nam wojna, Putin, Braun i polexit. Dzień później publikuje bardzo złośliwego tweeta o Kaczyńskim. I SAFE. PiS nie chce pieniędzy dla polskiej zbrojeniówki!!!
***
Wiem, że to może brzmieć śmiesznie, ale dopuszczenie małżeństw jednopłciowych jest najlepszym sposobem rozbrojenia narracji PiS-Konfy „jak nas nie wybierzecie, to wprowadzą małżeństwa jednopłciowe". Na straszeniu i blokowaniu łatwo zbijać kapitał. Agenda odbierania praw nabytych małżeństwom, otwierania nowego konfliktu z UE itp., nieuznawania wyroków — moim zdaniem to jest słabsza karta.