Grindr to bardzo popularna aplikacja randkowa dla gejów. Podbiła wiele krajów świata i cieszy się obecnością dużej liczby użytkowników. Można na niej poznać nowe osoby – kolegów, przyjaciół, partnera. Jednak nie jest ona w żaden sposób regulowana, przez co coraz częściej pojawiają się na niej zjawiska, które nie powinny być tolerowane, ponieważ są niebezpieczne, szkodliwe i antyspołeczne.
Narkotyki na Grindrze
Narkotyki to bardzo niebezpieczne środki odurzające. Nie tylko uzależniają, ale też znacznie zwiększają ryzyko spowodowania wypadku – czy poruszamy się na własnych nogach, czy tym bardziej rowerem, hulajnogą lub samochodem. Do tego wiele z nich uszkadza mózg, nawet po jednorazowym użyciu. Zabijają nasze neurony i zmniejszają liczbę połączeń między komórkami nerwowymi. Skutkiem tego jest szybsze starzenie się układu nerwowego i większe ryzyko licznych chorób, a także osłabienie procesów poznawczych: pamięci, inteligencji, emocji. Jeśli ktoś w wieku 20-paru lat ma problemy na przykład z zapamiętywaniem, mimo iż nie ma żadnych chorób neurologicznych i psychicznych, prawdopodobnie zażywał narkotyki. Co gorsza, zdarzyło mi się poznać gejów, którzy narkotyki skojarzyli z seksualną przyjemnością, przez co nie potrafią czerpać satysfakcji z seksu bez zażycia określonej substancji.
Niestety od pewnego czasu na aplikacji Grindr zaczęły pojawiać się oferty sprzedaży i kupna narkotyków. Są one zwykle zawoalowane określonymi znaczkami (np. kryształu czy diamentu albo liczbą 420) lub hasłami typu „K”, „mam K”, „krysz”, „kupię”, „sprzedam”. Niektórzy piszą prywatne wiadomości, zaczepiając i sprawdzając, czy aby ktoś nie jest zainteresowany zakupem tych nielegalnych substancji. Gdy widzimy coś takiego, najlepiej zgłosić to administracji aplikacji poprzez opcję zgłoszenia i zaznaczenia w dalszej sekcji menu, że dana osoba sprzedaje narkotyki. Jeśli zaś mamy niezbity dowód, że ktoś handluje narkotykami, możemy (powinniśmy) również zawiadomić policję.
Dlaczego to takie ważne? Wielu dorosłych gejów doskonale wie, jakim świństwem są narkotyki i ich sprzedaż, ale młodzi mężczyźni, czy tym bardziej nastolatkowie, mogą nie mieć tej świadomości. Wyobraźmy sobie 16 latka, który po raz pierwszy zakłada konto na Grindrze i „wychowuje się” w takim miejscu. Jeden lub kilka złych ruchów (a do tych nastolatkowie mają przecież prawo, dlatego trzeba ich chronić) i zamiast zapowiadającego się na inteligentnego, pracowitego i uczuciowego chłopaka, możemy mieć młodego narkomana, który będzie miał zniszczone życie, a jego rodzina i bliscy będą przez kolejne lata mierzyć się z poważnymi, osobistymi wyzwaniami, związanymi z uzależnieniem ich syna czy brata.
Młodzi ludzie nie są w stanie podjąć świadomej, wolnej decyzji na temat tego, czy chcą spróbować narkotyku. Nie mają wiedzy, kompetencji i aparatu poznawczego, aby ocenić ryzyko i zrozumieć potencjalne konsekwencje. Dlatego w przypadku osób co najmniej przed 18 rokiem życia (a ponieważ mózg dojrzewa do około 25 roku życia, to tak naprawdę granicą powinien być umownie właśnie ten wiek) nigdy nie można w żaden sposób usprawiedliwić podawania czy sprzedawania im narkotyku.
Prostytucja na Grindrze
Kolejnym coraz wyraźniejszym problemem są oferty prostytucji. Można dyskutować o tym, czy prostytucja sama w sobie jest niemoralna, czy jedynie nieprzyzwoita, ale są też fakty, których nie da się zakwestionować. Liczne badania wykazały, że legalizacja i normalizacja prostytucji prowadzi do pogorszenia się warunków „pracy seksualnej”, a przede wszystkim do nasilenia handlu ludźmi. Chociaż ekskluzywne prostytutki mogą korzystać z przepisów legalizujących ich zawód, to dla przytłaczającej większości uznanie prostytucji w świetle prawa jest niczym innym, jak legitymizacją seksualnej przemocy i wyzysku.
Problem ten był tak wyraźny w Hiszpanii, że tamtejszy socjalistyczno-lewicowy rząd zdecydował się ostatnio prostytucję zdelegalizować – na wzór krajów skandynawskich, które również zakazują tego procederu. Politycy podjęli taką decyzję pomimo silnych protestów seks branży. Także Holandia, po kilku dekadach słynięcia z prostytucji, postanowiła ją ograniczyć. Wszystkie partie w stolicy, od prawa do lewa, zdecydowały że dzielnica „Czerwonych latarni” powinna zostać wyniesiona z serca Amsterdamu. Przychylni byli także stali mieszkańcy miasta, dla których tego rodzaju przybytek wcale nie był atrakcją. Wręcz przeciwnie, utrudniał im codzienne życie. Zaś jednym z uzasadnień oficjalnej zmiany nazwy Holandii na Niderlandy było to, że słowo „Holandia” za bardzo kojarzy się z prostytucją i narkomanią.
Trend spieniężania bliskości i intymności, do niedawna charakterystyczny głównie dla Holandii, Niemiec czy Tajlandii, dotarł także na Grindra. A ten nie ma granic, jako że jest to aplikacja internetowa. Nieetyczne zachowania przy sprzyjających wiatrach łatwo się więc na niej rozprzestrzeniły i dziś nietrudno spotkać tam, niezależnie od lokalizacji, już nawet 18-latków oferujących seks za pieniądze. Gdy się z nimi porozmawia, czuć od nich niesamowity chłód, brak empatii i totalnie przedmiotowe traktowanie zarówno siebie (w tym swojego ciała), jak i innych ludzi. To z kolei budzi nie tylko obawy o system, w którym randkujemy, ale też o te konkretne osoby, dosłownie sprzedające się za kilkaset złotych. Prostytucji na Grindrze lepiej więc unikać jak hejtu i jak ognia, a w miarę możliwości zgłaszać ją poprzez opcję raportowania administracji nieprawidłowych zachowań.
Warto jednak pamiętać, że o ile w przypadku narkotyków wina i odpowiedzialność leży przede wszystkim po stronie tego, kto narkotyk podaje lub sprzedaje, tak przy prostytucji ciężar etyczny jest bardziej zbalansowany. W uniwersalnym podejściu to ten, kto usługi prostytucyjne kupuje, jest nieco bardziej obciążony moralnie, a w ujęciu feministycznym osoby prostytuujące się są wręcz z automatu ofiarami (przy czym często ekskluzywne prostytutki czy seks-influencerki są zarazem oprawczyniami tych biedniejszych prostytutek). Co często jest prawdą, bo statystyki pokazują, że zdecydowana większość prostytuujących się osób robi to nie dlatego, że chce, lecz „musi” z przyczyn ekonomicznych, i że często pada ofiarą zawłaszczenia, wyzysku, przekroczenia granic czy handlu ludźmi.
Wyłudzanie nagich zdjęć
Wyobraźcie sobie, że 10-15 lat temu ktoś wysyła Wam nagie zdjęcie zanim się spotkaliście i lepiej poznaliście oraz zostaliście parą, i że naciska, abyście i Wy pokazali swoje. Dla każdego racjonalnego i szanującego się człowieka byłby to znak, że nie warto zawierać znajomość. A jednak dzisiaj na Grindrze wysyłanie nagich zdjęć stało się niemalże normą i – co smutne – jest ona legitymizowana przez interfejs tej aplikacji, gdyż istnieje specjalna opcja do oznaczenia, czy akceptuje się wysyłanie nagich zdjęć, czy też nie. Dla dorosłych i wyedukowanych osób być może opcja taka ma sens, ale w sytuacji, gdy z aplikacji korzystają mężczyźni z jeszcze nie w pełni ukształtowaną osobowością i tożsamością, przed 25 rokiem życia, opcja taka staje się szkodliwa, a system, który ją toleruje – wadliwy.
Poza tym, gdy wysyłanie nagich zdjęć staje się normą, to jest coraz większa spontaniczna presja na wszystkich, którzy sobie tego nie życzą, aby to tolerowali. Jeszcze kilka lat temu odmowa wysłania nagiego zdjęcia wystarczyła. Obecnie sam coraz częściej spotykam się z takim podejściem, że jeśli nie pokażę co najmniej gołej klatki piersiowej, to dany człowiek się ze mną nie umówi. Może to i dobrze dla mnie – ktoś by stwierdził. Poniekąd tak, ale pamiętajmy, że sytuacja (i jej powtarzalność, aż do wykształcenia wzorców i nawyków, szczególnie w młodszym wieku, ale i w starszym też) czyni nas takimi, jakimi jesteśmy. Zdając więc sobie sprawę z tego, że ten człowiek, który nie spotka się, jeśli nie wyślę mu nagiego zdjęcia, może być (albo mógłby być) poza tym naprawdę mądrym i sympatycznym facetem, czuję że tracę nie tylko ja, ale że traci cała gejowska społeczność.
O ile jeszcze kilka lat temu w publicznych galeriach na profilach można było na Grindrze zobaczyć co najwyżej nagi tors, tak w tej chwili nie jest już niczym niezwykłym akceptowanie przez moderację zdjęć nagich pośladków. Jedynie obnażanie penisa nie jest nadal dozwolone, ale jeśli kierunek się nie odwróci, to może się za parę kolejnych lat okazać, że bez pokazania przyrodzenia nie można liczyć na zawarcie znajomości. W tym miejscu trzeba zaznaczyć, że sam Grindr ma bardzo konkretny interes w tym, że promuje takie nastawienie. Wynika to z faktu, że jest ono niezwykle płytkie i uprzedmiotawiające, a przez to trudniej jest znaleźć stałego partnera na dobre i na złe. O to właśnie właścicielom aplikacji chodzi – gdyby ludzie znajdowali drugą połówkę i znikali z aplikacji, jej twórcy traciliby użytkowników i wpływy finansowe.
Co w tej sytuacji robić, aby poprawić sytuację? Przede wszystkim odmawiać wysyłania nagich zdjęć (zastanawiam się też czasem po co w ogóle je sobie robić? dla osoby, na której naprawdę nam zależy i która jest nam bliska, nasz nagi wizerunek będzie i tak dostępny na żywo, w świecie rzeczywistym). Dodatkowo, można zgłaszać profile, na których jest opublikowana fotografia nagich pośladków – Grindr ma opcję zgłaszania za nagość i pornografię. Gdy zaś ktoś prosi nas w prywatnej wiadomości o tzw. dick pic, możemy nie tylko odmówić, ale i napisać wprost, że zarówno taka prośba, jak i wysłanie swojej nagiej fotki, odbieramy jako chamskie, nie na miejscu itp. Musimy pamiętać, że po drugiej stronie ekranu smartfona mamy do czynienia z żywymi, prawdziwymi ludźmi. Nie uprzedmiatawiajmy nie tylko siebie, ale i ich.
Podawanie fałszywych informacji na swój temat
Najmniej nieuczciwą w tym zestawieniu, ale nadal bardzo nieprzyjemną sprawą, jest podawanie fałszywych informacji na swój temat. Na przykład wieku. Niektórzy go zawyżają, ale większość kłamiących raczej zaniża liczbę wiosen, których dane im było przeżyć. W ekstremalnych przypadkach może się nawet zdarzyć, że ktoś zmienia swój wiek o dekady. Rozmawiałem kiedyś z chłopakiem, który w wieku mniej więcej 23 lat po raz pierwszy założył Grindra i umówił się z jednym użytkownikiem na piwo. Miał on mieć 24 lata, a okazało się, że ma – tak na oko – około 50. Nie wymienili się zdjęciami, więc było to całkowite zaskoczenie. 50-latek tłumaczył, że bał się, że gdy przyzna się do swojego prawdziwego wieku, zostanie odrzucony. Obawa ta była z pewnością zasadna, ale czy usprawiedliwiała jego kłamstwo? Nie sądzę…
Niemniej miejmy ludzkie podejście i nie bądźmy jak algorytmy, które z automatu akceptują lub odrzucają ludzi. Inna historia, jaką znam doskonale, która wpisuje się w ludzkie podejście do drugiego człowieka, wyglądała następująco. Dwóch mężczyzn umówiło się na zapoznawcze spotkanie poprzez Grindra. Na żywo okazało się, że jeden z nich jest w rzeczywistości o jakieś 20-30 kilogramów grubszy niż na wysłanych wcześniej zdjęciach. Fotografie, które przesłał, były sprzed kilku lat, gdy chodził na siłownię i miał nie tylko zgrabną, ale wręcz muskularną sylwetkę. Oczywiście zaskoczenie to poskutkowało brakiem szans na randkę, ale obie te osoby zakolegowały się i mają do dzisiaj realny, regularny, dobry koleżeńsko-przyjacielski kontakt.
Przede wszystkim, zawsze warto porozmawiać, poznać się i nawiązać z drugim człowiekiem więź, nim pójdziemy z nim do łóżka. Jeśli mamy właśnie takie pozytywne nastawienie, to nawet jak ktoś nas wprowadzi w jakiś błąd albo zajdzie pewne nieporozumienie, nie będziemy z tego powodu wielce rozczarowani, bo pierwsze spotkanie traktujemy tak jak należy – jako spacer, piwo, rower czy film. Dajmy sobie ten czas na wyrobienie początkowego wrażenia i na zadecydowanie, czy chcemy kontynuować znajomość. Do Grindra zaś podchodźmy z dystansem, jako do narzędzia, dzięki któremu możemy kogoś poznać.
Czwartek, 30.12.2021 #zaszczepiony #dyskretny - Grindr wypuścił podsumowanie roku: w jednej z kategorii Polska jest bardzo wysoko Czwartek, 19.03.2026 Marsze Równości i Parada 2026 - mapka, daty, trasy
Wtorek, 10.03.2026 Lesbinton: w Poznaniu powstał klub badmintonowy dla lesbijek
Piątek, 01.08.2025 Katarzyna Zillmann zatańczy w duecie z kobietą w „Tańcu z Gwiazdami”
Czwartek, 11.01.2024 Organizator "parafialnej" orgii w areszcie: "istnieje obawa matactwa"
Redakcjo, Radku... To jest tak bardzo złe ,że trzeba by napisać drugi artykuł żeby to rozpracować.
Nagie zdjęcia są naturalne - tak jak nagość w ogólności. Nie trzeba ich oglądać w kościele rzecz jasna :)
Ściemnianie na swój temat jest wszędzie, na takim facebooku chyba najbardziej...
A co do substancji psychoaktywnych, to być może powinna być możliwość oznaczenia jasnego że nie chcę takich propozycji, z drugiej stronie można to dać w opisie.
W sumie to straszny jest ten tekst, nie spodziewałem się tutaj takiego.
Mało kościołów zwiedzałaś. Wprawdzie w wielu domalowywali listki figowe kilkaset lat temu, ale w wielu zachowały malunki i rzeźby bez cenzury.
Wszyscy wszędzie ściemniają to i ja też.
Nie sądzisz, że to bardzo niedojrzałe podejście?
Nagie zdjęcia są naturalne - tak jak nagość w ogólności. Nie trzeba ich oglądać w kościele rzecz jasna :)
Ściemnianie na swój temat jest wszędzie, na takim facebooku chyba najbardziej...
A co do substancji psychoaktywnych, to być może powinna być możliwość oznaczenia jasnego że nie chcę takich propozycji, z drugiej stronie można to dać w opisie.
W sumie to straszny jest ten tekst, nie spodziewałem się tutaj takiego.
[W sumie to ciekawi mnie, czy będzie jakaś dyskusja z autorem tekstu, czy po prostu rzucono w eter kontrowersyjne treści (autor pewnie uważał je za "zdroworozsądkowe"... =_=') i tyle w temacie, mamy spijać "słowa mądrości" i być cicho...?]
Gdzie konkretnie w tym artykule coś zasugerowało Ci, że człowiek nie może decydować samodzielnie, czy jest sex workerem/ką, albo, że nie może dzielić się swoimi nagimi zdjęciami?
Pytam, bo poważnie tego tam nie widzę.