Kilka pomysłów na 11 listopada
"Niepodobna oddać tego upojenia, tego szału radości, jaki ludność polską w tym momencie ogarnął. Po 120 latach prysły kordony. Nie ma „ich”. Wolność! Niepodległość! Zjednoczenie! Własne państwo! Na zawsze! Chaos? To nic. Będzie dobrze. Wszystko będzie, bo jesteśmy wolni od pijawek, złodziei, rabusiów, od czapki z bączkiem, będziemy sami sobą rządzili. Cztery pokolenia nadaremno na tę chwilę czekały, piąte doczekało" - tak odzyskanie niepodległości opisywał Jędrzej Moraczewski, pierwszy premier II Rzeczpospolitej.
- Ewa Tomaszewicz -
Piękne czasy, chciałoby się westchnąć. I poświętować jeszcze raz, jeszcze raz poczuć tę radość, jeszcze raz poczuć, że może teraz jest chaos, ale przecież będzie dobrze, wszystko będzie. Spróbujmy więc. Teraz, 98 lat później, gdy tak wiele osób twierdzi, że właściwie to nie lubi Polski albo nie lubi patriotyzmu, albo patriotyzm źle się im kojarzy, czy że współczesny patriotyzm to dla nich żaden patriotyzm. Poświętujmy, niekoniecznie na marszach, na których autentycznej, beztroskiej radości jest jak na lekarstwo, czy na tych czy innych mniej i bardziej oficjalnych obchodach.Zróbmy eksperyment. W ramach świętowania spróbujmy przekonać samych i same siebie, że Polskę da się kochać. I da się być z niej dumnym czy dumną. Jak to zrobić? Pewnie na 1000 i 1 sposobów. Podpowiem kilka z nich.
Przeczytajmy książkę
Polska literatura jest świetna. A w każdym razie Polakom i Polkom zawdzięczamy mnóstwo znakomitych pozycji. Niezależnie od tego, jaki gatunek, jaką epokę literacką lubimy, niemal każdy i każda znajdzie kogoś dla siebie. Polscy autorzy i autorki mają na koncie nawet westerny - pamiętacie Wiesława Wernica? Gdybym ja miała wybrać książkę na ten dzień, pewnie wahałabym się między "Wysokim zamkiem" Stanisława Lema, "Popiołem i diamentem" Jerzego Andrzejewskiego - słuszny czy niesłuszny, to naprawdę kawał dobrej książki - a tomikiem wierszy Małgorzaty Hillar. Tą ostatnią zaraził mnie mój ojciec. Mamy zupełnie inne poglądy polityczne, a jednak wrażliwość podobną.
Obejrzyjmy film
Niekoniecznie któryś z wielkich hitów czy kitów ostatnich lat. Bo znowuż mamy w czym wybierać. Nieszczególnie wychodzi nam widowiskowe kino katastroficzne, to prawda, ale wspaniałych reżyserów i reżyserek udało się nam dorobić całkiem sporo. Kieślowski, moja licealna fascynacja, do którego co rusz obiecuję sobie wrócić, Wajda z "Człowiekiem z marmuru", po którym, niewinnym dziecięciem będąc, zakochałam się w Krystynie Jandzie i postanowiłam zostać dziennikarką (nie wyszło, nie do końca w każdym razie), powojenne perełki w rodzaju "Rzeczpospolitej babskiej" z zawsze cudowną Krystyną Sienkiewicz czy wszystko, ale to wszystko z Kaliną Jędrusik. No i koniecznie "Tango" Rybczyńskiego, pierwszy polski reżyserski Oskar. A jeśli ktoś woli seriale, to polecam moim zdaniem najlepszy z nich - "Ekipę" w reżyserii wielkiej kobiecej trójki, Magdaleny Łazarkiewicz, Agnieszki Holland i Kasi Adamik. To opowieść o premierze, który miał być marionetką, a zdecydował się być po prostu dobrym człowiekiem.
Posłuchajmy muzyki
Niekoniecznie Chopina, choć trudno nie czuć dumy z tego najbardziej polskiego z kompozytorów, i choć "Etiuda rewolucyjna", że pozwolę sobie na niepasujący do tak klasycznego dzieła kolokwializm, miażdży. Ale niech to będzie choćby Brodka, która też, jak słyszałam, ostatnio miażdży, a jej najnowszy teledysk wymiata, i to nie tylko w Polsce. Lub któryś z polskich kompozytorów filmowych (czy wiecie, że nasze dwa pierwsze Oskary były właśnie za muzykę?). Posłuchajmy Wojciecha Kilara, którego słychać w niezliczonych produkcjach, że wymienię tylko "Ziemię obiecaną" i "Pianistę", Krzysztofa Komedę, bez którego trudno sobie wyobrazić "Nóż w wodzie" i "Dziecko Rosemary", Jerzego Matuszkiewicza, który dał nam muzykę do wielu popularnych seriali, jak "Czterdziestolatek", "Alternatywy 4" czy "Stawka większa niż życie". Lub, z zupełnie innej pieśni, Ewy Demarczyk czy wreszcie Kory, z ich absolutnie nienaganną dykcją. Coś wspaniałego!
Wybierzmy się na spacer
Banalnie? A ile razy zdarzyło się wam, podróżując przez Polskę, pomyśleć, że to naprawdę piękny kraj? Ile razy udało się wam odkryć całkiem blisko swojego miejsca zamieszkania coś - fragment architektury, cud przyrody - co do słownie zaparło wam dech w piersiach? Ile razy przypatrywaliście, czy przypatrywałyście się sikorkom, wiewiórkom, wróblom, szukaliście czy szukałyście dzięcioła, który postukiwał, zdawało się, tuż obok? Jeśli choć raz, wiecie, o czym piszę. Jeśli nie, może warto się przełamać? Moja mama, która, tak jak i ojciec, ma zupełnie inne poglądy polityczne niż ja, zwykła mawiać, że dzień bez spaceru to dzień stracony. I że źródłem jej optymizmu jest przyroda. Kiedyś jej nie wierzyłam, teraz, gdy ją czasami odwiedzam i spacerujemy po lasach mojego dzieciństwa i nastoletniości, zaczynam przyznawać jej rację.
Adoptujmy psa ze schroniska
No dobrze, to poważna decyzja, nie można jej podjąć ot tak. Ale można, choćby na chwilę, dołączyć do pozytywnych wariatów, którzy całe swoje życie poświęcają sprawianiu, by nasz kraj był trochę lepszym miejscem dla tych, dla których nie jest. Zabierają psy ze schronisk na spacery, prowadzą domy tymczasowe dla kotów, walczą o lepsze prawo i lepsze życie dla najsłabszych. Zwierzęta to moje fiksum dyrdum, jak ktoś woli coś dla ludzi, to jest i dla ludzi - ot chociażby wolontariusze opiekujący się bezdomnymi z dworców. I mnóstwo innych osób. Polacy i Polki mają wielkie serca i udowadniają to nie tylko raz do roku, w trakcie WOŚP. A pomaganie jest fajne i daje ogromną frajdę. Pamiętam jak kilka lat temu, w dość smutnym dla mnie czasie, co weekend wyprowadzałam na spacer kilka schroniskowych psiaków. I jak bardzo na miejscu czułam się w gronie innych wolontariuszy, choć poza miłością do zwierząt niewiele nas łączyło. I nikomu to jakoś nie przeszkadzało.
Ugotujmy coś dobrego
I zarazem polskiego. Serio, to nie tylko PR, my naprawdę mamy dobrą kuchnię, a opowieści o znamienitych gościach zza granicy zajadających się naszym chlebem czy pierogami w większości nie są przesadzone. No chyba, że tym gościem jest PJ Harvey, której pierwsza wizyta w Polsce przypadła na lata 80. ubiegłego wieku i podczas której, jak później opisywała, niemal umarła z głodu. Trafiła na wyjątkowo zły czas, szczególnie dla wegetarianki. Tak czy siak, skoro nawet Amerykanie mają swój "pierogi day", nie ma powodu, byśmy my go nie mieli. I by nie był to właśnie ten dzień. Do wyboru nie tylko nieśmiertelny schabowy z kapustą i grochówką, ale też m.in. barszcze biały i czerwony (na 11 listopada jak znalazł), kopytka, racuchy, a nawet gotowane warzywa posypane bułką tartą. Podczas ostatnich, całkiem niedawnych odwiedzin w Polsce PJ miała się z pewnością dużo lepiej.
Spotkajmy się z przyjaciółmi
To mój plan na 11 listopada. Oczywiście w sferze planowania jestem bardziej ambitna i rano ma być też rower i przejażdżka do niedawno odkrytego lasku na obrzeżach mojego osiedla, ale pewnie skończy się na tym, że się po prostu wyśpię, potem pójdę z psem na dłuższy spacer i już trzeba będzie się zbierać do przyjaciół. To kochani ludzie. Ostatnio często mówią, że się o nas martwią w obecnej sytuacji politycznej. Dobrze mieć kogoś takiego.
No dobrze, powiecie. Wszystko fajnie, ale jak nawet dobra i polska książka czy film, czy jakaś Demarczyk lub, co gorsza, wiewiórka, ma sprawić, że znikną ujadający na nas zewsząd politycy? Jak jakiś wróbelek ze swoimi mikroskrzydełkami ma rozwiać tę niefajną atmosferę, w której przyszło nam żyć? Tylko czy naprawdę wróbelek jest mniej polski niż nasi politycy czy polityczki? Czy, że pojadę z wysokiego C, Chopin jest mniej polski niż prowadzący Wiadomości TVP? Niech chociaż tego dnia Polską będą Chopin, Skłodowska, Brodka, Lem, Jędrusik i Hillar, a nie Winnicki, Petru, Kaczyński, Kukiz, Pawłowicz i Kamiński. Na ten jeden dzień w roku. Spróbujecie?
I koniecznie napiszcie, jak Wam minął ten dzień.
Fakt. Artykuł był o sposobach świętowania. Ale chyba też trochę o tym, czym w ogóle jest lub powinien być patriotyzm.
Jeśli chodzi o jego pro-państwową czy obywatelską formę, jest z nią większy problem, niż tylko ten, że jesteśmy z niej wykluczani. Występuje on tylko wśród pewnej części elit. Społeczeństwo pojmuje patriotyzm w kategoriach hołdu dla narodu, jako "odwiecznej wspólnoty".
Patriotyzmu obywatelskiego brakuje a ci, którzy są jego rzecznikami próbują na ten brak reagować. Często w formie, jaką opisałem a jaką oni nazywają "patriotyzmem nowoczesnym". Wiedzą, że Polska nie ma tak silnie zakorzenionej tradycji obywatelskiej, jak Francja czy USA, więc chcą wprowadzić temat poprzez prezentowanie go w formie pop. Wynieś śmieci, zadbaj o trawnik, posprzątaj kupę psa. Problem w tym, że ponieważ formowanie obywatelskiego patriotyzmu jest w Polsce połączone z reakcją i szukaniem alternatywy dla narodowego patriotyzmu "ziemi i krwi", dochodzi tu nieraz do zupełnie szalonego unikania wszystkiego, co się z nim może kojarzyć. Włącznie ze słowem "polskość".
Ja tego projektu nie kupuję. I myślę, że jedyna droga do uformowania obywatelskiego patriotyzmu wiedzie przez patriotyzm kulturowy; przez afirmację narodowych symboli bez ich nacjonalistycznego ładunku.
Nie wiem czemu utożsamiasz patriotyzm kulturowy z lokalnym. Ja mam na myśli te kody kulturowe, które są wspólne dla całej Polski. Wśród nich występuje regionalna różnorodność (np. w kuchni), ale zasadniczo są wspólne.
Dodam, że mówiąc o narodowych symbolach mam na myśli także te wynoszone na piedestał przez skrajną prawicę. A może nawet szczególnie te, bo to ich należy bronić przed zawłaszczeniem.
Mieliśmy w Polsce jakiś czas temu debaty, w których przeciwstawiano "tradycyjnemu patriotyzmowi", "patriotyzm nowoczesny". Czym miał być? Generalnie wszystkim tym, co zupełnie NIE kojarzy się z tożsamością narodową. Płaceniem podatków, braniem udziału w wyborach a nawet wynoszeniem śmieci lub mówieniem sąsiadom "Dzień dobry". No dobra, raz piewcy tej koncepcji odważyli się sięgnąć po polskie symbole, ale zakończyło się to wpieprzaniem czekoladowego orła. Czyli niespecjalnie.
Wydaje mi się, że jedyną drogą wydostania się z tej fałszywej alternatywy jest właśnie "patriotyzm kulturowy", w którym bardzo istotna jest kategoria p r z y w i ą z a n i a do tych elementów naszego życia, które są związane z miejscem, w którym mieszkamy (lub, z którego pochodzimy). Od kultury wysokiej, przez krajobraz aż do - chociażby - kuchni.
Z drugiej strony. Można zgłębiać kulturę i historię kraju, czy nawet kuchnię traktując to jednak jako element własnego samodoskonalenia. Przygarniając pod opiekę psa lub kota można być po prostu dobrym człowiekiem, bez zbędnych konotacji. Jednak nie będąc już metrykalnie, umysłowo i mentalnie małym dzieckiem, nikt nie powinien dawać prowadzić się za rękę anachronicznemu aparatowi Państwa lub jakiejkolwiek grupie społecznej określającej jedynie słuszne "standardy", tu patriotyzmu opartego na zmurszałych, regularnie podmalowywanych i wypaczanych symbolach i ideach. Czy to publicznie, na marszach, czy w domu po kryjomu siląc się na "alternatywne" indywidualne kochanie tego kraju poprzez okazjonalną afirmację twórczości Lema, Jędrusik, Holland czy Chopina.
Poza tym nie wybieramy sobie ojczyzny podobnie jak i koloru skóry, preferencji, rodziców czy samego faktu bycia poczętym, nie widzę szczególnego powodu do świętowania.
Choć to oczywiście miłe, że ktoś tak uważnie śledzi moje lektury. :P
Gailman? Czy Gaiman [Neil]? Komiksów jego nie czytałem, ale bardzo miło wspominam "Koralinę". Film "Gwiezdny Pył" na podstawie jego powieści też był całkiem cacy.
Gaiman. Nie powinnam pisac na komórce. Bardzo polecam "Sandmana" w każdym razie.
Choć to oczywiście miłe, że ktoś tak uważnie śledzi moje lektury. :P
Gailman? Czy Gaiman [Neil]? Komiksów jego nie czytałem, ale bardzo miło wspominam "Koralinę". Film "Gwiezdny Pył" na podstawie jego powieści też był całkiem cacy.
A cóż to za tytuł tej chorej książki? [Wolę sam ocenić czy taka chora jest, niż zawierzyć Twojej opinii]
Inna rozkosz. Nie tylko polecałam, również redagowałam. Dobra rzecz, otwiera oczy. Niektórym ewidentnie się przyda, bo głowa pełna stereotypów..
Wszak czytanie o BDSM nie wyklucza się z czytaniem klasyki czy zamiłowaniem do przyrody. Komiksy też czytuję. Ostatnio Gailmana. Też nie pasuje czy bardziej? :)
Choć to oczywiście miłe, że ktoś tak uważnie śledzi moje lektury. :P
A cóż to za tytuł tej chorej książki? [Wolę sam ocenić czy taka chora jest, niż zawierzyć Twojej opinii]
Jak widać nie każdy jest jak Ty.
Panie Jędrzeju, piękne słowa. Ale jak było tak jest. Nie jesteśmy wolni od pijawek, złodziei. I nie piszę tylko - aż o tych, którzy wysysają ostatnie grosze od starszych ludzi, podając się za ich wnuków. Nie piszę o tych, którzy każą czekać ciężko chorym osobom w kolejce, kiedy od innych biorą duże pieniądze i przyjmują w pierwszej kolejności. Część czekających nie dożyje, jeżeli my im nie pomożemy.
Nie możemy pomóc wszystkim.
Wracając.
Piszę o politykach. Nie wszyscy, ale większość z nich dba tylko o swój zad na stołku i miejsce przy korycie. Kiedy go nie mają - mamią, że będzie dobrze, kiedy się do koryta dopchają. Kiedy już to miejsce mają - uśmiechy, jest pięknie, jakże radośnie.
Dla kogo radośnie?
"Adoptujmy psa ze schroniska."
Tak.
Pies, kot, szynszyla, chomik, szczurek - czekająca na "niewiele", czekają na miłość.
Kochamy L., która została wzięta ze schroniska. Kochamy S., która została adoptowana. Koty odeszły, ale przyszły "podwórkowe", dajemy im jeść. I to, co możliwe, żeby przetrwały.
Jeden kot nie mógł, wspólnie z naszą Wetką podjęłyśmy decyzję o uśpieniu. Biedne zwierzę...
Całego świata nie uratujemy.
Ale ratujmy kogo się da.