Jakiś czas temu powiedziałeś mi, że masz HIV. Nasza rozmowa sprawiła, że mam świadomość, jak wiele wiem w teorii na temat HIV/AIDS a jak małą mam wiedzę w praktyce.Pamiętam, że w szkole (gdzieś tam w liceum) też uważałem, że dużo wiem. Były jakieś konkursy na ten temat, w których brałem udział… Dziś, gdy „bujam się” z tym tematem świadomie półtora roku, to zdaję sobie sprawę, jak mało wiedziałem o HIV. Od mojej przeprowadzki do Warszawy co najmniej dwa razy w roku badałem się na HIV, było to dla mnie oczywiste. I wiem, że ludzie też tak naprawdę gówno wiedzą o wirusie.
Ale nie sądzisz, że osoby nie żyjące z wirusem bagatelizują trochę zagrożenie? Że HIV/AIDS straciły trochę siłę rażenia?Trochę tak jest…
Ile bierzesz tabletek dziennie?Jedną.
No właśnie! I ta jedna tabletka dziennie sprawia – tak przynajmniej mówi się w mediach zagranicznych, bo u nas temat przecież nie istnieje – że ludzie nie obawiają się wirusa HIV.Tak, trochę tak. Patrząc na moje życie z boku: rzeczywiście, to co wygląda inaczej w sumie od samego początku, to ta jedna tabletka dziennie, którą muszę brać. Z fizycznego punktu widzenia – i wiem to, bo jestem pod ciągłą kontrolą różnych lekarzy – nic więcej się nie zmieniło. Jasne, miałem gorsze i lepsze momenty psychicznie po tym, jak się dowiedziałem ale jednak w praktyce różnica jest tylko w tej porannej tabletce.
No dobrze ale mówimy już o lekach zamiast w sumie zacząć od samego początku historii. Od dnia, gdy się dowiadujesz. Albo jeszcze wcześniej: od dnia zakażenia. Wiesz, kiedy to było?Tak prawdę mówiąc, to nie wiem.
Chciałbyś wiedzieć?Nie, chyba nie. Dużo nad tym myślałem… Jeśli nie zaraziłeś się intencjonalnie, to nigdy nie będziesz w stanie dokładnie wiedzieć, który to był moment. Najważniejszy jest więc moment diagnozy. To była jesień. Chłopak, z którym się wówczas spotykałem, zachorował na zapalenie stawów. Najpierw grypa żołądkowa, potem kilka dni w łóżku, nie mógł się ruszać… Chodził do lekarzy, trwało to wszystko z dwa miesiące. Dramat. Ja się nim opiekowałem. Codziennie po pracy jeździłem do niego – wynieść śmieci, przywieźć jedzenie czy leki. Dopiero jakoś przed grudniem jeden z jego prywatnych lekarzy stwierdził, że zbada go też pod kątem HIV.
No dobrze, ale jak ty się dowiedziałeś?Nie powiedział mi od razu. Napisał chyba jakiegoś SMSa w stylu: „no dobrze, to wiesz już, co się stało” i że „wszystko się zepsuło” no i „że to koniec”. Ja naprawdę nie wiedziałem, o co chodzi – nie wiedziałem, że badali go na wirusa HIV. Napisał potem, że leży w Tym Szpitalu i że „wiesz, co to znaczy”.
Wiedziałeś?Poszedłem go odwiedzić: i wtedy mi powiedział. Siedziałem z nim tego dnia. Psychicznie był w naprawdę złym stanie. Powiedział mi, że muszę szybko iść się zbadać. Dziś już wiem, że jego organizm tak właśnie zareagował na moment zapalny – bólem stawów i zapaleniem. U mnie objawów nie było żadnych. I tak czasem bywa, nigdy nie wiadomo, jak organizm zareaguje na wirusa. Poznałem potem ludzi, którzy mieli też problem ze stawami i musieli na wózku jeździć jakiś czas ale i takich, którzy brali przez tydzień ibuprofen i tyle.
No i wówczas się zbadałeś?Następnego dnia poszedłem do przychodni przy Chmielnej. Kasia, bo tak miała na imię, była superprofesjonalna. (W tej przychodni naprawdę ciężko nie czuć się miło – wszyscy są mili, przechodzą od razu „na ty”.) Potem poszliśmy na pobranie krwi. Ktoś inny miał po południu oddać mi wyniki, ale Kasia spotkała mnie, gdy pojawiłem się, żeby zajrzeć do koperty. Poprosiła mnie, bo chciała zakończyć temat – była naprawdę zaangażowana i wydawała się autentycznie zainteresowana sprawą. Wynik wyszedł pozytywny.
Płakałeś? Co myślałeś?Spodziewałem się, że będę plusem. Nie płakałem, nie rozpaczałem. Pierwsze co, to zacząłem myśleć, kto kogo zaraził – czy ja mojego partnera, czy on mnie. Trochę pojawiły się u mnie wyrzuty sumienia, że to na pewno ja jego i teraz nie dość, że cierpiał dwa miesiące, to jeszcze całe jego życie potoczyć musi się inaczej. Kilka miesięcy później w rozmowie z moją lekarką, która wiedziała, że nadal się spotykamy z moim chłopakiem, wyjaśniła mi, że nigdy nie da się na 100 procent powiedzieć, w którą stronę doszło do zakażenia.
On leżał w szpitalu. A ty?Nie, ja w ogóle nie. Nie było potrzeby, bo przecież nic mi nie dolegało. Nie za bardzo miałem też jak się wybrać do tej przychodni – z powodu pracy, oczywiście. Ale ostatecznie dostałem się tam, mimo problemów ze zlokalizowaniem wejścia. Budynek nowoczesny, czysty i bardzo ładny. Za pierwszym razem przyszedłem za późno ale dowiedziałem się od miłej pani, że muszę zarezerwować sobie cały dzień i od razu zapisała mnie na konkretny dzień i godzinę. Czekałem niecały tydzień.
Spotkałeś tam kogoś znajomego?Nie pamiętam czy pierwszego dnia, ale potem – setki razy.
Miałeś szczęście do tej jednej tabletki?To była nowość, gdy zaczynałem leczenie. Mój ówczesny chłopak dostał trzy. Moja zakaźnik zapytała mnie czy też chcę trzy, żebyśmy razem mogli brać i sobie przypominać, czy jednak chcę jedną. Oczywiście, dla wygody wybrałem jedną.
Jak reagują ludzie, bliscy czy znajomi, gdy mówisz im o zakażeniu?Bardzo wziąłem sobie do serca to, co powiedziała mi moja lekarka na samym początku: nikomu nic nie mówić. Żeby nie ujawniać się z tym przed znajomymi czy coś. Tak jednak jest lepiej.
Nie była też zaskoczona tym, że nie przeżywałem jakoś całej sytuacji, nie płakałem czy coś. Powiedziała, że prędzej czy później – może za tydzień, może za pół roku – dotrze to do mnie i wówczas to poczuję. Że jednak pewne rzeczy w moim życiu się zmieniają od tej pory już na zawsze.
Więc jak teraz wygląda Twoje życie uczuciowe?Odkąd wiem, że jestem plusem – moje życie towarzyskie i seksualne jest tym faktem naznaczone. Albo od razu mówię komuś, że żyję z wirusem, albo podczas rozmowy mam cały czas z tyłu głowy, że prędzej czy później muszę to powiedzieć. Wiesz, jest fajnie, gadka idzie do przodu – rozmawiamy o kinie czy coś – ale w końcu mu to powiem i albo powie „spierdalaj”, albo powie, że „wszystko ok” ale gadka się urwie po kilku wiadomościach. W ten sposób moje życie jest naznaczone.
Nie ma na aplikacjach randkowych profili, które mają napisane wprost „mam HIV” i mają zdjęcie twarzy.
Mam wrażenie, że wszyscy są plusami w Warszawie. Dziś wiem, że żyłem w jakiejś bańce. Doprowadziło to pewno do tego, że się zaraziłem. Miałem przekonanie, że bardzo trudno jest się zarazić, że tych ludzi jakoś wokół mnie nie ma, żyją gdzieś daleko ode mnie. To oczywiście gówno prawda.
Czy to oznacza, że nie zdarza Ci się już uprawiać seksu z osobami negatywnymi?Oczywiście, że mi się zdarza. Przy czym – jak to zawsze mówisz – #PolskaJestBardzoBiedna i jednak świadomość osób w naszym kraju na temat HIV, zagrożeń i tego, co oznacza, że ja żyję z wirusem jest zerowa. Ludzie słyszą HIV i od razu uciekają. Czasem mówią, że jak mam plusa to muszę szukać tylko ludzi z plusem… Straszna ciemnota i totalny brak wiedzy. Czasem też kultury i dobrego wychowania. Mają czasem napisane wprost, że z osobami z plusem nie chcą nawet rozmawiać.
Czyli mówisz im wprost, że żyjesz z HIV. A jak to jest z tym informowaniem generalnie?Fatalnie. Mieszkam w Warszawie już ileś-tam lat i w tym czasie miewałem bardzo intensywne momenty w moim życiu seksualnym ale i takie spokojniejsze. Ale nigdy nikt nie powiedział mi, że ma HIV. Ani jak byłem negatywny, ani teraz – jak jestem pozytywny. I nie ma znaczenia czy to była bezpieczna zabawa, czy grupowy seks po chemii. A oczywiste jest dla mnie, że zarówno teraz jak i na pewno w przeszłości, ktoś z wirusem musiał się trafić. Nikt o tym nie mówi.
Cały wywiad na stronie JejPerfekcyjność.pl
To bardzo poważna choroba, która upośledza wiele narządów, te osoby nie mogą jeść wielu produktów, ponieważ im szkodzą, tyją od samego patrzenia na jedzenie, są niezaradne życiowo - mojej sąsiadki 40 - letnia córka z ZD dostaje ataku paniki, zaczyna płakać i krzyczeć, kiedy jej mama choć na 5 minut chce od niej się odłączyć, np. wyjść do sklepu. A co to będzie, kiedy jej mama umrze...? Dziewczyna bardzo cierpi, mówi, że bardzo by chciała wyjść za mąż i mieć dzieci, co rusz jej się ktoś podoba, ale nikt nawet z nią nie chce rozmawiać.
a ile to razy w filmach LGBT poruszany jest temat używek?? i coś z tego niby wynika?? nasi drodzy rodacy wszystkich płci mają pęd do zaspokajania własnych potrzeb-czasem tylko myślą o innych...taka gorzka prawda...
Dotyk.
"Albo od razu mówię komuś, że żyję z wirusem, albo podczas rozmowy mam cały czas z tyłu głowy, że prędzej czy później muszę to powiedzieć. (...) ale w końcu mu to powiem i albo powie „spierdalaj”, albo powie, że „wszystko ok” ale gadka się urwie po kilku wiadomościach. W ten sposób moje życie jest naznaczone."
Nie jestem sobie w stanie wyobrazić sobie TAK (muszę użyć wielkich liter) naznaczonego życia.
Jeżeli jeździsz na wózku, masz przypadłość pt. zez, nie posiadasz ręki, cierpisz na kifozę - to wszystko widać od razu.
Oczywiście ludzie się na ciebie gapią. Bo nie patrzą. Patrzeć można na rozkład jazdy autobusów. Na ciebie się gapią.
Niektórzy, taktownie, starają się ukryć "zainteresowanie". W zależności od tego, na co "cierpisz" (na przykład zespół Downa nie jest w żadnym stopniu cierpieniem dla osoby, która go posiada), niektórzy wręcz przeciwnie. W obrzydliwy, ordynarny sposób wlepiają ślipia w ciebie, czasami wyzywają od ułomnych, czasami... I nie wiadomo co gorsze: pobicie po psychice czy po ciele?
Do tej pory nie znalazłam odpowiedzi, skłaniam się jednak ku pierwszej.
Część homoseksualnych - i nie tylko homoseksualnych, oczywiście - osób od razu się rozpoznaje. Tak, jakby byli naznaczeni, "jeździli na wózku". Ale, przynajmniej, ma się z głowy, wiadomo.
A osoby, które muszą wyznać...
Trzymam kciuki za Jego przyjaciela (bardzo rzadko używam tego określenia) i za Niego.
Kolejną sprawą jest to, że wśród gejów wskaźnik zakażeń jest spory, w dużych miastach nie trudno spotkać osobę HIV pozytywną- więc skoro stanowią znaczny procent społeczności gejowskiej o wykluczeniu ich raczej nie ma mowy.
Współczuję młodym osobom, które naiwne, dopiero wkraczają w świat LGBT, łatwo dają się namówić na szybki seks, zwabione pięknymi słowami, licząc na piekny romans rodem z kina, nieświadome wielu zagrożeń- a wystarczy sobie uświadomić, że spory procent szukających na szybki seks, przebywających w klubach gejowskich (ciągle to samo towarzystwo- w takim miejscu wystarczą dwie osoby, które, jak w każdej niewielkiej społeczności mogą szybko roznieść wirusa) to tak naprawdę zagrożenie i dopóki w końcu nie będziemy szczerzy, przy zachowanej tendencji zakażeń za parę lat będziemy wszyscy w "Tym" Szpitalu.
jeśli ktoś zdrowy zakocha się w kimś, kto jest HIV pozytywny-to partner ma OBOWIĄZEK poinformować go o zagrożeniu... przed "skonsumowaniem związku-i nie ma znaczenia, czy pierwszy raz był na trzeźwo czy też nie...
przestrzegam przed patologiami-facet z wcześniejszego linku wcześniej intensywnie współpracował z teatrami alternatywnymi jako "animator kultury"-i promował TOLERANCJĘ... jakoś zapomniał wspomnieć, że ma coś wspólnego z przemysłem porno...
TO CO TEN FACET PROPAGUJE JAKO OSOBA PRYWATNA/AKTOR XXX ma mało wspólnego z tym, co propaguje LAMBDA i inne organizacje LGBT... u nas w kraju mało kogo obrusza taka sytuacja... w innym kraju UE byłby skandal i prokurator w akcji... najwyraźniej ktoś źle rozumie pojęcie tolerancji i równości...pranie mózgu i werbunek do prostytucji-Z TYM POWINNO SIĘ WALCZYĆ
bohater wywiadu to polski aktor XXX... wspomina, że możliwość zarażenia się HIV jest w zawodzie normalna i że trzeba się z tym liczyć-ale kasa jest importentniejsza ;-) pozdrowienia dla tych festiwalów filmowych, na których biega ucharakteryzowany na człowieka z białej(jak śnieg)soli... taki ukłon w stronę animacji kultury, którą się zajmował wśród osób nieletnich...
TAQ - jedne rzeczy się kończą - inne się zaczynają... ale jeśli tacy ludzie robią animację kultury u dzieciaków-to jakie wartości wchłaniają?? swoją drogą PROPAGOWANIE SEXU Z OSOBĄ ZARAŻONĄ LUB KILKU INNYCH RZECZY JEST KARALNE... nie tylko za mowę nienawiści można siedzieć
Jej Perfekcyjność taka święta-a niech zobaczy, czym się zajmują chronione przez nią osoby ;-)