O polskim kinie LGBT, filmach krótkometrażowych i etykietkach rozmawialiśmy z Kamilem Krawczyckim, twórcą pierwszego w Polsce krótkometrażowego filmu LGBT, na który trwa właśnie zbiórka w serwisie POMAGAM.PL.
Skąd pomysł na film o takiej akurat tematyce?Nie będę ukrywał, że pomysł na film wziął się z osobistych powodów i przeżyć. Myślę, że wtedy łatwiej jest opowiedzieć historię, jeżeli samemu się coś takiego przeżyło. Wiadomo, nie jest to kalka z życia, ale jest inspirowana moimi własnymi przeżyciami. Wydaje mi się, że dzięki temu będę mógł oddać emocje, które towarzyszą przy rozstaniu. W filmie chciałbym pokazać etapami jak to wygląda, bohatera poznajemy kilka tygodni po rozpadzie związku.
Mam wrażenie, że w kontekście kina LGBT jest tendencja do martyrologii, jak Ty do tego podchodzisz?Uderzają mnie stereotypy i nieprawdziwość w filmach LGBT, pokazywanie tylko dramatów związanych z orientacją seksualną. Ja właśnie nie chcę pokazywać tragedii związanej z homoseksualnością, ale tragedię z tego powodu, że się rozstali. Ich orientacja nie ma tu naprawdę znaczenia.
Jest w ogóle Polsce kino LGBT?Myślę, że o nurcie queerowym w polskiej kinematografii jeszcze nie można mówić, ale to się zaczyna. Tu wielki szacunek dla Tomasza Wasilewskiego, który stworzył „Płynące wieżowce”, bo to był bardzo duży krok dla polskiego kina LGBT. Bardzo się cieszyłem, że ten film powstał.
Obracasz się pewnie w kręgach młodych osób, które chcą w Polsce robić kino. Czy dla nich ta tematyka queerowa jest w ogóle interesująca?Ostatnio miałem rozmowę z kolegą, który zajmuje się promocją filmów w dużej korporacji i mówił, że filmy LGBT w Polsce nie mają racji bytu, bo będą miały słabe wyniki oglądalności i nie powinienem zaczynać od takiego tematu. Powiedziałem mu, że kino to nie tylko zysk z biletów, że koniec końców ekipa, która robi dany film nie jest zainteresowana aż tak bardzo jego zyskiem kasowym. Owszem każdy chce żeby jego film dotarł do jak największej ilości odbiorców, ale prawda jest taka, że cała ekipa nie zyskuje ani grosza po komercyjnym sukcesie. Oni wynagrodzenie dostali przy okazji produkcji, lub też pracowali za darmo - to jest ciekawe w tej branży. Jest mnóstwo pasjonatów, którzy nie liczą na wielkie zarobki, chcą po prostu zrobić dobry film. Sukces komercyjny najbardziej obchodzi kina i firmy dystrybuujące te filmy. Dla artystów ważne jest to, co chcieli przekazać, ważne są opinie krytyków i ludzi. Dla mnie istotne jest to, żeby ten film zobaczyło kilkunastu gejów, którzy się ucieszą, że coś takiego powstało. Że mogą usłyszeć bohaterów-gejów mówiących po polsku. Bo jest mnóstwo shortów LGBT, ale żadnych z Polski.
Tematykę LGBT się często w filmach ukrywa, mówi się o uniwersalnej miłości na przykład.Jeśli chodzi o komercyjne filmy, dystrybucja narzuca całą promocję - opisy, plakaty itp. To jest fajne przy takich projektach jak nasz - nic nie ukrywamy.
Nie boisz się etykietki?Nie, nie boję się. Gdzieś tam czuję, że to musi być jakaś odwaga, żeby coś takiego robić w Polsce, bo często to pytanie jest mi zadawane.
Jakie to są poziomy strachu? Czy tylko z powodu tej etykietki „filmowca gejowskiego”?Chodzi też o codzienność, że pokazuję swoją twarz, że otwarcie mówię o tym kim jestem i co robię. Tej etykietki się nie boję. Ten film odbieram jako początek. Poczułem, że tego nie ma w Polsce i chcę to dalej robić.
Planujesz pokazywać film na festiwalach?Tak, jak najbardziej.
Opowiedz o ekipie, która „Mój koniec świata” będzie z Tobą robiła.Robiłem wideoklip dla mojej przyjaciółki, która wystąpiła w „The Voice of Poland” i wtedy uzbierałem bardzo fajną ekipę. Potem miałem okazję pracować przy innych teledyskach i oni nadal byli ze mną, świetnie nam się współpracuje, rewelacyjnie się dogadujemy, co w pracy na planie jest bardzo ważne. Mam bardzo dobrego technicznie operatora, który posiada sprzęt i zna się na nim. Jest druga operatorka, Ala, która się bardzo ucieszyła, że taki film robimy, też zwracała uwagę, że w Polsce nie ma nurtu queer w kinematografii. Do filmu udało mi się również zaangażować świetnych aktorów, którzy lubią wyzwania.
Docierają do Ciebie reakcje na plany nakręcenia filmu od ludzi, z którymi miałeś okazję współpracować?Tak, ale raczej reakcje są pozytywne. Ludzie, którzy nie są homofobami nie mają problemu z naszym filmem i czują, że to jest potrzebne w Polsce. Nie mówiąc już o filmach krótkometrażowych, które ogólnie nie są u nas tak popularne, chociaż to się zmienia. Dwa lata temu miałem okazję pracować przy produkcji filmu krótkometrażowego "Hycel" Darii Woszek co wiele mnie nauczyło. Zainteresowałem się shortami, zacząłem je oglądać i szukać polskich z queerową tematyką – okazało się, że nie ma żadnych. Zaczęło mnie to denerwować i stwierdziłem, że to jest potrzebne.
Plany na przyszłość?Na pewno myślę o tym, żeby zrobić pełen metraż. Mam kilka pomysłów w głowie, nie wszystkie są queerowe, ale jednak w tym temacie. Chcę się rozwijać w tej tematyce, nie boję się tego.
Do kiedy trwa crowdfunding?Do 16 sierpnia. Dla nas crowdfunding to także bardzo ważna forma promocji, dzięki temu ludzie wiedzą co i dlaczego robimy.
Jak wesprzeć film? Wejdźcie na
stronę projektu w serwisie POMAGAM.PL!FILM W QUEEROTECESTRONA NA FACEBOOKUFilm pod patronatem QUEER.PL
polska język taka trudna, że trzeba używać obcego??? naprawdę???
reżyser troche sam sobie przeczy, zreszta wszystko musi być takie dramatyczne o rozstaniach, tak jakby mało szczęśliwych par było Oo'
że co? xD autor filmu prawdopodobnie nie obejrzał żadnego filmu lgbt poza Modlitwami za Bobby'ego, skoro twierdzi, że jego pomysł jest jakiś nowatorski. "Weekend", "Dźwięki ciszy", "Płynące wieżowce", "W ciemno". Zdecydowanie ciekawiej byłoby, gdyby w ogóle nie skupili się na orientacji bohaterów tylko wymyślili całkiem inną fabułę dotyczącą codziennego życia i przy okazji ukazującą drugoplanowo normalne - szczęśliwe lub mniej - życie 2 gejów czy lesbijek. Takiego filmu nie kojarzę, a chętnie bym obejrzał. Jak ktoś zna to pls ;3
mnie też meczą te wynurzenia pod tytułem: "jestem taki sam tak mi źle, moj facet mnie rzucił., to koniec świata i apokalipsa"
poważnie... jakby nie dało się zrobić czegoś bardziej pozytywnego
że co? xD autor filmu prawdopodobnie nie obejrzał żadnego filmu lgbt poza Modlitwami za Bobby'ego, skoro twierdzi, że jego pomysł jest jakiś nowatorski. "Weekend", "Dźwięki ciszy", "Płynące wieżowce", "W ciemno". Zdecydowanie ciekawiej byłoby, gdyby w ogóle nie skupili się na orientacji bohaterów tylko wymyślili całkiem inną fabułę dotyczącą codziennego życia i przy okazji ukazującą drugoplanowo normalne - szczęśliwe lub mniej - życie 2 gejów czy lesbijek. Takiego filmu nie kojarzę, a chętnie bym obejrzał. Jak ktoś zna to pls ;3