Felieton Jacka Kochanowskiego
Portal Queerty.com opublikował pozytywną opowieść. Młody i przystojny amerykański gej, finalista programu America's Got Talent, postanowił opowiedzieć o tym, że nie tylko jest nieheteroseksualny, ale że jest także osobą HIV+.
Opowieść seropozytywnego Brandena Jamesa jest naprawdę pozytywna. Ma partnera, który zapewnia mu miłość i wsparcie. Kobieta przekazująca mu w klinice wyniki testu na HIV zachowała się wspaniale: przytuliła i powiedziała, że wszystko będzie dobrze. Wreszcie rodzice Brandena, kiedy ten poinformował ich, po latach milczenia, o wynikach testu, powiedzieli "Przepraszamy, że bałeś się nam powiedzieć i że nie udzieliliśmy ci wsparcia w trudnych chwilach". A sam Branden nie uległ panice, że "co to będzie" - wiedział, że odpowiednio kontrolowany HIV przez dekady może nie wywołać AIDS.
W tej niemal bajkowej opowieści jest jednak cień. Branden opowiada, że jego głównym doświadczeniem nie był strach czy panika, ale wstyd. "Czułem, jakbym zrobił coś złego" - opowiada w wywiadzie. Odkrył w sobie poczucie winy z powodu zakażenia się wirusem, a zarazem towarzyszyła mu obawa przed reakcjami ludzi, pogardą, odrzuceniem.
Poczucie winy czy wstyd z tego powodu, że ktoś zaraził się i jest nosicielem jakiegoś wirusa, to dla mnie absurd. Wyobraźcie sobie, że ktoś wpada w tego rodzaju stan dlatego, że zdiagnozowano u niego czy u niej obecność wirusa żółtaczki albo opryszczki. Jasne, HIV ma szczególny status, pytanie tylko: dlaczego?
Obawiam się, że to m. in. skutek obecności w literaturze, filmie czy teatrze nurtu "martyrologii" gejowskiej. Straszny HIV, straszny AIDS, straszna czająca się za nim śmierć. To echa tego wszystkiego, co działo tuż po wybuchu epidemii, w czasach, gdy medycyna nie wiedziała jeszcze, co to za wirus, co to za choroba i jak tej chorobie zapobiegać. Dziś sytuacja wygląda zupełnie inaczej pod warunkiem, oczywiście, że wirus jest trzymany w ryzach dzięki wykryciu jego obecności i przeciwdziałaniu jego rozwojowi. Odpowiednie leczenie może sprawić, że wirus nie wywoła pełnoobjawowego AIDS. Jak donosi literatura medyczna, przewidywana dziś długość życia osób żyjących z HIV jest taka, jak długość życia każdego człowieka. Osób żyjących z HIV będzie w społeczeństwie przybywać i to nie (tylko) dlatego, że znów "modny" jest seks ryzykowny, ale dlatego, że medycyna umie skutecznie powstrzymywać namnażanie się wirusa.
Skąd zatem wstyd? Myślę, że jest on efektem ubocznym, niezamierzonym, różnych kampanii profilaktyki HIV/AIDS. Badania (europejskie i amerykańskie) pokazują, że szczególnie dla najmłodszego pokolenia osób niehetero te kampanie stały się przezroczyste, niewidzialne. Ostatecznie jeśli wszystkie kluby obklejone są wzywającymi do profilaktyki plakatami i nalepkami, to z czasem cały przekaz przestaje być widoczny - staje się oczywistym elementem wystroju klubów les/gej.
Wydaje mi się, że część tych kampanii oparta jest na retoryce strachu i właśnie zawstydzenia. Po pierwsze: uprawiaj bezpieczny seks, bo czeka cię straszna choroba i śmierć. Takie kampanie są zazwyczaj nieskuteczne, czego przykładem są budzące grozę napisy na paczkach papierosów. A po drugie, bardzo często akcje profilaktyczne przybierają postać moralnego szantażu: uprawiając seks ryzykowny, postępujesz źle, nieodpowiedzialnie, głupio. Wstydź się.
Kampanie profilaktyki HIV/AIDS są oczywiście bardzo potrzebne i na szczęście są także te mądre, przemyślane, bardziej skuteczne. Informujące, nie osądzające. Żyć z HIV można długo pod warunkiem, że jest on wykryty, trzymany w ryzach. Trzeba też pamiętać, że życie z tym wirusem nie jest łatwe, bo wymaga szczególnej troski o siebie, chronienia swojego systemu odpornościowego, często zmiany stylu życia.
Ale wydaje mi się, że kampaniom profilaktycznym powinny towarzyszyć akcje wspierające osoby seropozytywne. Szczególnie takie, które unikają moralizowania i oceniania czyiś zachowań seksualnych. Życie z wirusem HIV nie może być źródłem nowego systemu segregacji seksualnej. Wzbudzanie wstydu i poczucia winy u osób seropozytywnych to w mojej opinii powielanie najbardziej obrzydliwej, homofobicznej mowy nienawiści: "sami sobie zasłużyli". Nie jest prawdą, że wirusa "łapią" tylko ci, którzy "źle się prowadzą". To dawno nieaktualny i szkodliwy stereotyp. Własne, domowe, "monogamiczne" łóżko nie gwarantuje bezpieczeństwa. Coraz więcej osób, w tym coraz więcej osób heteroseksualnych, przekonuje się o tym na własnej skórze.
Branden mówi po prostu: seks jest częścią naszego życia. Ja dodam: i każdy ma prawo do takich zachowań seksualnych, jakie mu/jej odpowiadają. To ciało, życie, zdrowie tej osoby. Nie moje i nie twoje. Każdy z nas podejmuje zachowania "ryzykowne": jedni palą tytoń, inni piją alkohol, jeszcze inni nie wyobrażają sobie imprezy bez amfy czy koki albo kochają fastfoodowe jedzonko. Akceptujemy to, szanując autonomię innych osób. Ta akceptacja powinna dotyczyć także zachowań seksualnych.
Bardzo podziwiam Brandena i jego wyznanie. Bardzo podziwiam wszystkie osoby, które także w Polsce mają odwagę mówić o tym, że żyją z HIV. Chciałbym, żeby żyły bez poczucia winy i doświadczały takiego wsparcia, jakie Branden otrzymał od pielęgniarki, partnera, rodziców. Mowę "moralnej wyższości" zostawmy prawakom, katolickim biskupom i innym hipokrytom. W końcu to oni się w niej specjalizują.
Nie wiedziałem, że wirusy i bakterie znikają przez kastrację ;)
dobrze wiesz co miałem na myśli.. ;)
Nie wiedziałem, że wirusy i bakterie znikają przez kastrację ;)
Grzeszyć i brać odpowiedzialność za swoje czyny, naprawić błędy samodzielnie to jedno.
Grzeszyć i oczekiwać, że inni (państwo, społeczeństwo, rodzina) będą ponosić koszty twojego grzeszenia to co innego.
Autor stawia tezę, że każdy ma prawo do takich zachowań seksualnych jakie mu odpowiadają - więc dlaczego odbiera mi się prawo do odmowy bycia w związku/bliskiej relacji z osobą, która świadomie narażała się na zarażenie jakimkolwiek wirusem? Rozumiem, że każdy przypadek należy traktować indywidualnie, ale w w/w sytuacji nie zaakceptowałbym tego stanu rzeczy i jakieś idiotyczne teksty o 'straceniu potencjalnej miłości swojego życia' są dobre dla rozchwianych emocjonalnie trzynastolatek. Żenada.