Przyznam się, że nieco się zdziwiłem, kiedy się dowiedziałem, że część środowisk LGBT podeszła krytycznie do zainicjowanej przeze mnie akcji uświadamiania firm reklamujących się w mediach homofobicznych i szerzej, ksenofobicznych i nienawistnych. Ktoś mi zarzucił, że postępuję nie po chrześcijańsku. No cóż, przyjąłem zasadę, że chrześcijanin nadstawia drugi policzek, ale nie wtedy, kiedy to bliźniego leją po gębie.
Nie wiem, skąd te opory w środowiskach LGBT. Być może moje niezrozumienie bierze się stąd, że jestem hetero i nie do końca potrafię się wczuć w emocje prześladowanej mniejszości, której kato-nienawiść pragnie odebrać prawo do okazywania uczuć. Uważam, że trzeba iść na całość. Walka się już zaczęła, przeciwnik się zmobilizował i każde zawahanie zmobilizuje go jeszcze bardziej, bo uzna je za oznakę słabości. Oczywiście, musimy być rycerscy - też nie tylko z przyczyn etycznych, ale także obrzydliwie pragmatycznych: rycerskość zwykle jest interpretowana jako oznaka siły.
Niestety, a może na szczęście, nasi przeciwnicy rycerscy nie są, chociaż lubią się za takich podawać. Posługują się obelgą i wrzaskiem. Mojej akcji poświęcili aż pięć artykułów, w tym jeden z wielkim zdjęciem. Nazwali mnie małym donosicielem, szantażystą, oszczercą i szaleńcem, bardzo ładnie się przy tym plącząc. Najpierw określili moje maile do reklamodawców jako donosy. Potem stwierdzili, że nie wolno jednemu medium wzywać do bojkotu innego medium (chodziło im o "Krytykę Polityczną", w której publikowałem felietony). Kiedy im przypomniano, że jeszcze niedawno wzywali do bojkotu "Uważam Rze", wtedy Ziemkiewicz ogłosił, że owszem, wolno jednemu medium nawoływać do bojkotu innego medium, ale tylko otwarcie, na łamach, a nie w mailach.
Wystarczy mi satysfakcja z tego, że nienawistnicy się przestraszyli. Bo się przestraszyli i to poważnie: świadczy o tym ilość publikacji i ich ton, niesłychany nawet jak na "Do Rzeczy". Tak wielki strach po stronie przeciwnika nasuwa przypuszczenie, że nasz bojkot może być bardziej efektywny, niż się zdaje sceptykom. Drodzy Państwo, oni rozumieją tylko język kija i marchewki. Kija nie użyjemy, to ich specjalność. Natomiast możemy być bardzo skuteczni w kwestii marchewki, szczególnie jeśli będziemy przypominać, że walczymy nie tylko o prawa osób LGBT, ale wszystkich zagrożonych nienawiścią (Francuzów, "żydomasonów", a nawet papieża Franciszka - "Do Rzeczy" samo podsuwa argumenty przeciw sobie). Podkreślając to, udało mi się zyskać poparcie nawet osób o poglądach konserwatywnych. Należy też podkreślać, że pisanie maili do firm nie jest żadnym donoszeniem, tylko korzystaniem z wolności słowa oraz podstawowych praw politycznych i konsumenckich (również z tego powodu moją akcję wsparło kilka osób o poglądach konserwatywnych i tu specjalne podziękowania dla Macieja Strzembosza). Wszystkim, którzy wątpią w skuteczność akcji, powiem jeszcze, że jest już pierwszy reklamodawca (producent słodyczy), który podziękował za ostrzeżenie i zobowiązał się do przeanalizowania publikacji "Do Rzeczy" pod kątem łamania art. 256 i 257 Kodeksu Karnego.
Pamiętajmy: PiS znowu szykuje się do władzy. Jarosław Kaczyński zapowiedział, że w jego IV czy też już V Rzeczypospolitej geje będą tolerowani, lecz nie afirmowani. To może znaczyć, że chce zrobić to, do czego zachęcało "Do Rzeczy": wprowadzić w Polsce antygejowskie i antydemokratyczne prawo Putina. Nie liczmy, że Unia Europejska nas przed tym uchroni, skoro nie uchroniła Litwy. Trzeba wołać o zagrożeniu jak najgłośniej, kojarząc w oczach opinii publicznej polską prawicową homofobię z powszechnie znienawidzonym postsowieckim dyktatorem.
Zastanawiałem się też nad tym, czy nie powinniśmy wzywać do bojkotu rosyjskich towarów i firm, a także firm handlujących z Rosją (rzecz jasna, w niektórych wypadkach może być to trudne, np. przy tankowaniu samochodu, ale tam, gdzie się da, można by bojkotować to, co rosyjskie). Obrzydliwy pragmatyk we mnie szeptał, że mogłaby to być jedna z nielicznych akcji LGBT, która łatwo zyskałaby poparcie wielkiej części społeczeństwa. Chrześcijanin nie chciał wykorzystywać w słusznej walce złego narzędzia, jakim jest polska rusofobia. W końcu posłuchałem chrześcijanina.
Zapraszam wszystkich na stronę
"Świadomi konsumenci LGBT"
a wypowiedź tego kolesia, niby pomagającego lgbt, już cytował rosyjski portal jako nawoływanie do nienawiści !!
i wszystko w temacie ;p
Swoją drogą dziwne te wasze profile :p Natychmiast zlikwidowane po zamieszczonym komentarzu? Na kasację czeka się "podobno" 5 dni. Wyskakuje "podobno" zakolejkowanie do skasowania profilu.
Dolewacie oliwy do ognia.
A są takie? Zawsze można zasięgnąć opini w PKPP należącej do BusinessEurope.
Lajki na "+" popieramy Pana Tomasza.
Lajki na "-" nie popieramy Pana Tomasza.
No właśnie-i gdzie tu sens bojkotowania?
Rzadko piję colę i właśnie dlatego nie widzę sensu w bojkotowaniu produktu który nie stanowi podstawowego artykułu w mojej lodówce.
U mnie to niemal podstawowy artykuł w lodówce:( Ciekawi mnie tylko na ile odpowiedź na list była wypowiedzią jednego, bezmyślnego homofoba, a na ile przemyślaną decyzją większej grupy osób. Jak to drugie to widać firma malutko płaci skoro stać ją tylko na bandę idiotów. Na całym świecie coca-cola dba o wizerunek przyjaznej firmy dla każdego, bez względu na rasę, płeć itd. ale widać Polacy chcieli być oryginalni.
tylko z tego co tu napisaliście to może działać w dwie strony - my homofobiczne decyzje ludzików wydających kaskę tam gdzie nam się nie podoba, a potem możemy narobić sobie wrogów i będzie odwet ;p
ale chyba warto ryzykować, bo niby czemu nie ;)
artykuł obudził troliki ha ha, dobre, będzie ciekawie ;)