Z Elżbietą Bajan, która wraz z córką Mirosławą Makuchowską wzięła udział w kampanii skierowanej do rodziców ludzi LGBT „Odważcie się mówić”, rozmawiała Magda Dropek.
Kampania, w której pani bierze udział nazywa się „Odważcie się mówić”. Trudno być u nas odważnym rodzicem?To jest trudne. Słyszę od dziennikarzy i od osób znajomych, że podziwiają mnie za odwagę. W Akademii Zaangażowanego Rodzica było tylko dwanaście mam - na dwa miliony ludzi LGBT, którzy mają łącznie cztery miliony rodziców. Rozumiem, że lęk, obawy, właśnie brak odwagi zdecydowały o takiej małej frekwencji, czyli to jest trudne.
„Odważcie się mówić” ma zwrócić uwagę społeczeństwa na to, że są osoby homoseksualne, które cierpią na skutek obraźliwych wyzwisk i dyskryminacji, służy też temu, żeby dać sygnał społeczeństwu, że to są normalni, pełnowartościowi, wspaniali i wrażliwi ludzie. To nie jest żadna „propaganda homoseksualna”, nie ma żadnej propagandy!
Z jakimi reakcjami się pani spotkała po nagłośnieniu kampanii?Nie jestem rozpoznawalna na ulicach, plakaty są rozwieszone dopiero od 1 marca. Nie spotykam się ani z pozytywnymi, ani negatywnymi reakcjami. Natomiast miałam reakcje po konferencji prasowej w Warszawie inaugurującej kampanię. Na temat mojej odwagi, coming outu, śmiałości mówienia, że jestem mamą lesbijki. Podeszło do mnie trzech dziennikarzy z gratulacjami, którzy mi powiedzieli, że pierwszy raz na konferencji prasowej usłyszeli coś takiego, że się wzruszyli. Udało mi się powiedzieć coś, co poruszyło serca słuchaczy. Gdy miałam wywiad w TVN24 to kamerzysta, który mówił, że zwykle nie ma czasu na słuchanie podczas filmowania przyznał, że mnie z przyjemnością słuchał. Mam bardzo miły odzew. Chociaż nie uważam, żebym robiła coś niezwykłego!
A czyta pani komentarze pod doniesieniami medialnymi o kampanii?Staram się śledzić, najszybszy odzew był w Internecie. Pod artykułem na stronie radia TOK FM były bardzo sympatyczne komentarze: że w końcu słyszymy, że jest odwaga, że to są normalni ludzie. Natomiast na Gazeta.pl komentarze były wręcz odwrotne, tak jakby społeczeństwo się podzieliło na pół. Mogliśmy przeczytać o kampanii, że znowu wydziwiają, że zboczeńcy, jeden komentarz zwłaszcza mnie poruszył: ktoś napisał, że gdyby mógł to by wymordował homoseksualistów, nawiązywał do Auschwitz i gazu. Ludzie są targani sprzecznymi uczuciami. Ale widzę też, że jest odwaga mówienia wprost, że homoseksualność to zjawisko biologiczne i ono po prostu jest. Należy się przyzwyczaić do tego, nie potępiać, ale też nie szkalować tych osób.
Ma pani pomysł na to jak sobie radzić z taką internetową (i nie tylko) nienawiścią?Jedyny sposób na to, żeby sobie radzić z takim wyparciem i niechęcią do ludzi LGBT to nagłaśnianie, że ludzie LGBT to są normalni obywatele. Normalni ludzie, żyją jak wszyscy, pracują, współtworzą dobra kulturalne i gospodarcze i są także siłą naszego narodu, a jedyną odmiennością jaka ich dzieli od osób heteroseksualnych to jest to, że kochają, uruchamiają im się uczucia w stosunku do osób tej samej płci. Poza tym są tacy sami jak osoby heteroseksualne. Przede wszystkim edukacja.
Pani córka jest osobą publiczną [Mirosława Makuchowska jest m.in. wiceprezeską Kampanii Przeciw Homofobii oraz wiceprezeską ILGA - przyp. red.]. Czy ten coming out przez to był dla pani trudniejszy?Moja Mireczka ujawniła się w 2005 roku, miałam wiele lat na to, żeby ją zaakceptować, nie tylko żeby jej powiedzieć , że kocham ją taką jaką jest, ale też żeby przerobić w sobie myśli, że będzie miała trudniejsze życie i muszę ją wspierać bardziej, czy wahania - „a może to moja wina, że źle wychowałam dziecko?” Miałam na to dwa lata i przyszedł moment, że odpowiedziałam sobie na te wszystkie pytania i stwierdziłam, że mam takie dziecko i takie kocham. Gdy Mirka stała się osobą publiczną to ja już miałam w sobie ową wartość „kocham moje dziecko takim jakie jest” jako największą wartość, najcenniejszą. Byłam wręcz dumna, że sobie świetnie radzi w społeczeństwie, że ma odwagę i śmiałość mówić o sobie prawdę, dla mnie to wspaniałe, że ona taką drogę przyjęła.
Brała pani udział w warsztatach dla rodziców - Akademii Zaangażowanego Rodzica, niedługo druga edycja. Co pani dały te warsztaty?Warsztaty były rozłożone na pięć weekendowych spotkań, było dwanaście mam i powiem szczerze, że spotkały się mamy, które nie przepracowały jeszcze w sobie do końca tej akceptacji od serca. Były pełne wątpliwości, wahań, lęku o swoje dziecko, że w naszym kraju jest brak tolerancji, że ich dzieci będą wyszydzane, pogardzane i zepchnięte na margines. Części mam udało się szybciej przerobić te tematy. Po warsztatach rozjechałyśmy się do różnych miast w Polsce z myślą, aby założyć stowarzyszenie. Trzy mamy z Warszawy, dwie z Wrocławia i jeszcze jedna spotkaly się w kawiarni i podjęły decyzję założenia stowarzyszenia w Warszawie, a potem filie w swoich miastach. Postanowiły stworzyć stowarzyszenie rodzin i przyjaciół lesbijek, gejów, ludzi biseksualnych i transpłciowych - o nazwie „Akceptacja”. Spotkałyśmy się, pogadałyśmy, polubiłyśmy się i powstał taki pomysł, a wszystko właśnie zaczęło się na Akademii Zaangażowanego Rodzica. Same warsztaty dały bardzo dużo: były wykłady na różne tematy, np. z prawodawstwa i konstytucji, o dzieciach w rodzinach LGBT, religii, spotkania z psychologami.
W zeszłym roku Polskę odwiedzili rodzice zamordowanego geja - Matthew Sheparda. Państwo Shepardowie spotkali się m.in. z mamami z Akademii, jak pani wspomina to spotkanie?Tak, państwo Shepardowie byli na spotkaniu z mamami w KPH. Byłam przygotowana do tego spotkania, przeczytałam sobie wcześniej książkę pani Judy Shepard, wcześniej też obejrzałam film o historii ich syna. Byłam wstrząśnięta tym, co przytrafiło się Matthew. Wspominali na spotkaniu o tym co się wydarzyło, o rozprawie sądowej nad zbrodniarzami, którzy torturowali ich syna, w szczegółach. Mówiłam rodzicom, że coś takiego może się przytrafić naszemu dziecku na skutek mowy nienawiści. Na podstawie braku wiedzy, ignorancji i głupoty, co uruchamia złość - złość nienazwaną i bezpodstawną, to może się też przytrafić niestety w Polsce. Dlatego chcemy działać i szerzyć edukację na wszystkie możliwe sposoby.
Co by pani radziła rodzicom ludzi LGBT?Jeżeli chodzi o rodziców - zachęcam, żeby wcześniej się przygotować, przemyśleć taką ewentualność, że moje dziecko może do mnie przyjść i powiedzieć: „mamo, tato, jestem gejem, lesbijką, osobą biseksualną”. Jeśli taka sytuacja już się jednak wydarzyła - to mam prośbę na podstawie własnego doświadczenia - nie mówić „o nie, ja ciebie tak nie wychowałam” i wyganiać z domu, ale powiedzieć „kocham cię takim, taką jaką jesteś”. Lęki, niepokoje zachować w sobie, kochać dziecko jeszcze bardziej, a to co się pojawi w myśli i w sercu rodzica - szukać specjalistycznej pomocy. Żeby nie czuć się odosobnionym.
A co by radziła pani ludziom, którzy rozmowę z rodzicami mają jeszcze przed sobą?To jest bardzo trudne, kiedy osoba, obojętnie w jakim wieku, ale najbardziej ta dorastająca zaczyna odkrywać w sobie odmienną orientację, to ma w sobie różne wątpliwości, najczęściej lęk - a co powiedzą rodzice? Ja zachęcam do tego, żeby pomału, stopniowo i delikatnie przygotowywali rodziców do tego. Podsuwali tematy do rozmów: a co myślisz o tym, a dlaczego? Dyskutowali naokoło na temat zjawisk w społeczeństwie, a nie w sobie. Dać im czas. Dopiero jak rodzic przemyśli te sprawy, śmiało można wyjść z szafy i powiedzieć: tak, ja też jestem osobą z grupy LGBT. Przygotować się do tego, żeby taką informacją nie wywołać emocjonalnej reakcji u rodzica, której będzie potem żałować. Trzeba też pamiętać, że nie zawsze coming out jest możliwy, trzeba sprawdzać reakcje rodziców.
Gratuluje odwagi.
Dziękuję
i przy tak radosnej wiadomości, jakiś typ kliknął 'nie lubię'...
z zawiści pewnie.
To tej osoby problem :)) Fakt informacja bardzo radosna :)
i przy tak radosnej wiadomości, jakiś typ kliknął 'nie lubię'...
z zawiści pewnie.
Gratuluje odwagi.