55-letni Wolfang Duysen oraz jego 68-letni partner Werner zmienili niemieckie prawo - tak media oceniają wyczyn pary, która pozwała Versorgungsanstalt des Bundes und der Länder (publiczny zakład ubezpieczeniowy dla osób zatrudnionych w sektorze publicznym) i wygrała. W piątek sędziowie Trybunału Konstytucyjnego wydali wyrok w ich sprawie - wyrok, który zatrze różnicę między małżeństwami a związkami partnerskimi.
- -
55-letni Wolfgang Duysen oraz jego 68-letni partner Werner zmienili niemieckie prawo - tak media oceniają wyczyn pary, która pozwała Versorgungsanstalt des Bundes und der Länder (publiczny zakład ubezpieczeniowy dla osób zatrudnionych w sektorze publicznym) i wygrała. W piątek sędziowie Trybunału Konstytucyjnego wydali wyrok w ich sprawie - wyrok, który zatrze różnicę między małżeństwami a związkami partnerskimi.
Wolfgang poznał swojego obecnego partnera w wieku 18 lat. Miłość od pierwszego wejrzenia - jak sam wspomina. Mężczyźni pobrali się dwukrotnie: w roku 1997 na Hawajach oraz 4 lata później w Niemczech, gdzie jako jedni z pierwszych skorzystali z możliwości formalizacji swojego związku. Gdy Wolfgang zwrócił się do ubezpieczyciela z wnioskiem o oszacowanie swojej renty, przekonał się, że związki partnerskie są fikcją. Ustawa narzuca na pary jednopłciowe wiele obowiązków, nie dając w zamian prawie żadnych przywilejów. Wolfgang został potraktowany przez Versorgungsanstalt tak jak osoba żyjąca samotnie, co oznaczałoby zaniżenie renty o 74 EUR miesięcznie oraz brak uprawnień do renty rodzinnej po śmierci Wolfganga.
Sprawa trafiła przed Trybunał Konstytucyjny w Karlsruhe. Wydany w czwartek wyrok zobligował ubezpieczyciela do potraktowania Wolfganga i Wernera jak małżeństwa, nie zostawiając na obecnej ustawie o związkach partnerskich (Eingetragene Partnerschaft) suchej nitki. Sędziowie nie domagają się wprawdzie pełnego zrównania związków partnerskich z małżeństwami, stwierdzili jednak, że konieczne jest znaczne przybliżenie obu form prawnych. Faworyzowanie małżeństw jest tylko wtedy zgodne z prawem, gdy nie dyskryminuje osób żyjących w tzw. związkach partnerskich.
Swój wyrok sędziowie uzasadnili tym, że wiele niemieckich małżeńskich nie ma potomstwa, bo nie każde małżeństwo zostaje zawarte w celach prokreacyjnych. Z drugiej strony 13.000 zarejestrowanych par wychowuje już 2.000 dzieci. Trybunał uznał, że prawo powinno podążać za rzeczywistością.
Konsekwencji tego wyroku należy spodziewać się w ciągu najbliższych miesięcy. Nowy wicekanclerz Guido Westerwelle, który sam żyje w długoletnim związku homoseksualnym, sygnalizował już chęć uporządkowania ustawy o rejestrowanych związkach partnerskich. Sędziowie z Karslruhe dali mu kolejny, silny argument, który przyda się zapewne podczas rozmów z CDU oraz CSU - konserwatywnymi partnerami koalicyjnymi.
Wyrok niemieckiego Trybunału Konstytucyjnego potwierdza tezę, o której "Inna Strona" już wielokrotnie pisała. W drodze do uczciwej ustawy o związkach partnerskich dla par jednopłciowych nie należy ograniczać się do sojuszów i rozmów z politykami. Bardzo silnym sprzymierzeńcem może okazać się druga władza i pozwy dyskryminowanych przez polskie prawo osób homoseksualnych.
TK to całkiem porządna instytucja, więc nie zakładałabym z góry, że nie wyratuje.
Mnie związek partnerski wystarczył by w zupełności. Oczekuje poprostu przestania traktowania jak człowieka gorszej kategorii.
Ja nie wiem, u nas to jest jakieś tabu.
Nie chcę związku partnerskiego! Chcę małżeństwa!
Właściwie nie... w Polsce nie ma jednomandatowych okręgów wyborczych (niestety), więc jeżeli głosuje się na kogoś, kto nie jest w górnych pozycjach na liście, to ma praktycznie zerowe szanse na dostanie się do parlamentu. Tak więc głosujemy na partię, a nie człowieka, a szkoda.
Wydaje mi się, że wyjazd np. raz w roku na paradę do sąsiedniego miasta, to nie jest wielki ubytek czasu. I powinniśmy na nich bywać, żeby się ludzie przyzwyczajali i oswoili.
I zgadzam się, że wolno, bo wolno, ale zmiany dotrą i do nas. Jesteśmy w UE, sąsiadujemy z 'tym rozwiniętym Zachodem' i mam nadzieje, że nie zawsze będziemy postrzegać Polskę, jako kraj zacofany w porównaniu z innymi europejskimi państwami.
[Osobiście mam jeszcze nadzieję dożyć czasów, kiedy państwo będzie świeckie, a nie katolickie.]
Nie zgodzę się tam z osobą, że na marsze powinniśmy chodzić wszyscy. Jeśli ja mam jeździć po kraju albo po świecie i z flagą propagować homoseksualizm jako dobro - to wybaczcie mi ale nie mam na to czasu.
Z resztą uważam, że liczy się świadectwo jakie daje się na co dzień. Jeśli jestem dobrym człowiekiem to nim jestem dobry na co dzień a nie tylko od święta. Więc samo chodzenie na wszystkie parady nic nie da. Trzeba się ujawniać. Pokazywać jestem Jan Kowalski - homoseksualista. Przekonywać do siebie jak największą liczbę osób a nie zrażać do siebie. Wydaje mi się może (nie chodzę na parady - choć ostatnio się wybierałem), że coraz mniejszy sprzeciw to budzi. Wręcz ludzie zaczynają to tolerować. Nie podważam skutków ale oceniam realny wpływ parady na ogół, do wpływu każdego z nas na otaczający nas ogół. Z resztą parady są organizowane w dużych miastach. A czemu nie organizować ich właśnie w małych takich jak Kwidzyn. (ktoś wie gdzie to jest?) Może właśnie większy by wywarły skutek jak nagle zjedzie się tu kilka autobusów ze światkiem LGBT.
Taka propozycja dla organizatorów. ;)
:))) no fakt :)
Mi też, ale bałem się o tym pisać. :D
nie jest jeszcze w Niemczech, a szczególnie w mniejszych miastach tak dobrze jak w Berlinie, Kolonii czy Monachium
ale się zmienia.
mam nadzieje, że kiedyś w Polsce też tak będzie jak jest czy to w Niemczech czy w Hiszpanii (bo on są jeszcze dalej...)
politycy sami tego nie zrobią a z drugiej strony politycy są tacy jakich się wybiera wiec ...
pozdrawiam Damian - Bawaria - Górny Śląsk