Strona główna Aktualności Społeczność
Profile Grupy Miejsca Wydarzenia Wsparcie
Ogłoszenia
Towarzyskie Pokoje i mieszkania Praca Ogłoszenia drobne Edukacja Pozostałe Dodaj
Queeroteka
Książki Filmy i seriale Quizy Patronat Queer.pl
Magazyn
Artykuły Galerie Tematy Tagi
Kontakt Reklama Regulamin
Queer.pl Portal osób LGBT+
Menu
Logowanie Rejestracja
Magazyn
Artykuły Galerie Tematy Tagi
Wtorek, 27.05.2008 00:00

Festiwal Równości 2008

Podziel się Tweetnij Skomentuj (0)
Podziel się Tweetnij Skomentuj (0)

Historie ludzkie, małe i duże

Rozmowa z Tomaszem Bączkowskim, Prezesem Fundacji Równości, i Marcinem Pietrasem, dyrektorem programowym Festiwalu Równości 2008, w rozmowie luźnej acz służbowej, podsumowującej przygotowania do festiwalu filmowego.


Rozmowa z Tomaszem Bączkowskim, Prezesem Fundacji Równości, i Marcinem Pietrasem, dyrektorem programowym Festiwalu Równości 2008, w rozmowie luźnej acz służbowej, podsumowującej przygotowania do festiwalu filmowego.


Co się stało z SubWersją?

To znaczy?

Festiwal zrezygnował z tej nazwy...

No tak. To był dylemat. Po pierwszych spotkaniach i nakreśleniu planów na następną trzylatkę okazało się po prostu, że ta nazwa już nie pasuje. Miała podkreślać niszowość, elitarność, podskórność, a obieramy kierunek poniekąd przeciwny: otwartość, wielorakość, w porywach komercja. Te dwa światy do siebie nie przystają.  

Co się w takim razie zmieniło?

Przede wszystkim repertuar. Właściwie nie mamy offu i dokumentu, o którym sam pisałem z Berlina, że był w tym roku nadreprezentowany. Wiele z tamtych premier jest naprawdę bardzo dobra, ale one i tak pojawiają się na przeglądach LGBT i nie tylko. Dobremu dokumentowi łatwiej się przebić do powszechnej, nie tylko branżowej świadomości.

Mówi się wręcz, że dokumenty przejmują rolę fabuły, robią się 'kinowe' i są często od nich lepsze w opowiadaniu.

Najlepszym przykładem/ Królowa Raquela/ - w Berlinie zdobyła nagrodę Teddy jako fabuła i z tego co wiem, zostanie z kilkoma innymi tytułami - /Football Under Cover/, /Be Like Others - /pokazana jesienią podczas Warszawskiego Festiwalu Filmowego. /Jihad for Love /właśnie wchodzi do kin amerykańskich, u nas zawitał już na Planet DocReview. Naprawdę warto je zobaczyć, tam najlepiej widać aktualny i dramatyczny wymiar homoseksualizmu.

No tak, sam fakt, że inscenizowany dokument zwycięża w kategorii fabuły, mówi za siebie. Ale to znaczy, że z naszą koncepcją kina fabularnego jednak idziemy pod prąd i ustawiamy się w niszy...

I tak, i nie.  Właśnie po to ją eksplorujemy, żeby przestała być niszą. Do polskich kin trafiają tylko tytuły z nazwiskami w obsadzie, a nie łudźmy się, uniwersalnych arcydzieł pokroju /Brokeback Mountain/ nie doczekamy częściej, niż raz na dekadę. Wielu innych produkcji w kinach nie ma i nie będzie, nie dlatego, że są złe, ile raczej przeznaczone są na inny rynek, bardziej 'użytkowy': do kablówek albo od razu na DVD.

Masz na myśli wszystkie te paratelwizyjne produkcje w stylu /Eating out/, obecne także na wielu festiwalach LGBT?

Mnóstwo jest takich małych, niezależnych tytułów. /Boy Culture/, który pokazujemy. Albo uroczy /Ethan Green/. Nasze kina zalewa tak potworna ilość masowej konfekcji, że nawet banalna gejowska komedyjka mogłaby się okazać na przyzwoitym poziomie. Tyle, że właśnie - jest gejowska. I tania. I nie ma gwiazd. Na Zachodzie tę lukę wypełnia DVD i telewizja LOGO.

Właśnie, a propos telewizji: nawet ostoja latających cycków, Playboy, złamał się i zaczyna nadawać dla gejów. My możemy tylko wzdychać, czemu nie u nas i kiedy. No właśnie: czemu...?

Bo nie istnieje rynek. Playboy jako ostoja heteronormatywności jest doskonałym przykładem, że na Zachodzie to homoseksualny klient dyktuje warunki. Za duże pieniądze przechodzą nadawcom koło nosa.  W Polsce geje i lesbijki wciąż nie są postrzegani jako grupa, do której warto się zwrócić, tylko jako zjawisko, podbijające bębenek sensacji i wskaźniki oglądalności. Zwykły film o perypetiach miłosnych Niny nikomu nic nie podniesie, już lepiej puścić kolejną miałką 'historię prawdziwą' o molestowanej żonie. Pod tym względem w Polsce do przodu wysforowała się literatura, robi się jej sporo. Ale już /Rainbow Collection /na DVD, z hukiem inaugurowana pod koniec 2007, roku utknęła na jednym tytule, i nic nie zapowiada ciągu dalszego.

Chyba problem trochę w tym, że my sami, chowani na filmach ściąganych z internetu, nie jesteśmy do końca świadomi swojej siły nabywczej.

Ale też często nie zdajemy sobie sprawy z bogactwa oferty, która pozostaje poza naszym zasięgiem. Pozory dostępności w internecie są mylące, bo jeszcze trzeba wiedzieć czego szukać, a najlepiej, żeby było z polskimi napisami. To ogromny zmarnowany potencjał dla obu stron. Tego typu refleksja pojawia się powoli u decydentów rozrywki, polskie tv już nie tylko pokazują /Braci i siostrzy/ czy /Willa i Grace /ale myślą o /Queer as Folk/, póki co bez rewolucyjnych decyzji...  

To byłby kamień milowy. Wszyscy znamy już obie wersje na pamięć, a dziewczyny swój /L Word/. Wyemitowane w TV miałyby inną siłę rażenia, badania pokazują, że są lubiane przez kobiety, zostaje przełamana bariera obcości i wieczne domysły: 'jak oni właściwie żyją', nie mówiąc już o 'jak TO robią'...

Kto wie, może emisja miniserii BBC /Linia piękna/ (niestety nie udało się nam w tym roku jej sprowadzić) zrobiła by w oswajaniu widzów, rynku i nas samych więcej, niż niejedna drętwa dyskusja ideologicznych przeciwników, obrzucających się abstrakcyjnymi argumentami.

Skoro o /Linii piękna /mowa, wróćmy do Festiwalu. Nie ma tego serialu, ani /Queer as Folk/, ani /Willa i Grace/...

Wobec imprezy z telewizją w nazwie to brzmi prawie jak zarzut. Okazało się, że rozmowy z telewizjami są wyjątkowo trudne. Od koncernu Disneya łatwo się odbić piłeczką nawet po długich tygodniach monitów. Z firmami obecnymi w Polsce wcale nie jest łatwiej. Jesteśmy o pewną wiedzę mądrzejsi i o telewizyjny repertuar na przyszłe lata zaczynamy walczyć już teraz.

Czyli porażka?

W żadnym wypadku. Mamy animacje: /Queer Ducka/, /Ricka i Steve'a/, których pokazywać będziemy za darmo w foyer kina Luna, mamy piękny /Letni dzień/, a dla spragnionych /QAF/ pozostaje /Boy Culture/, analogie w stylistyce są ewidentne. Procentowo w skali kilkunastu fabuł to niezły wynik. No i - jak mówiliśmy - wiele z pozostałych produkcji i tak trafia głównie na ekrany telewizorów. Z drugiej strony osobiście uważam, że lepiej pokazać ze trzy świeże i ciekawe fabuły, niż kilka odcinków serialu, który i tak jest doskonale znany.

Odkryłem, że kilka z festiwalowych filmów też już krąży po sieci...

Fakt. Ale należę do staromodnego gatunku widza, który uważa, że filmy nakręcone dla kina w kinie powinny być oglądane. A niektóre szczególnie. Nikt mi nie wmówi, że pięknie zainscenizowana i sfotografowana /Gimnastyczka/ najlepiej prezentuje się z divixa, nawet w 30-calowym telewizorze. Albo /Bez żalu/.

No dobrze. To w takim razie z czego dyrektor programowy filmowego Festiwalu Równości jest najbardziej zadowolony?

Że udało się zmontować przyzwoity, międzynarodowy zestaw filmów o różnym ciężarze gatunkowym, które zna już publiczność festiwali LGBT na całym świecie. Chcieliśmy pokazać, że o homoseksualizmie można w kinie mówić nie tylko w kontekście problemów, tragedii i wyalienowania, ale także w sposób radosny i oczywisty, a przy tym niegłupi. Gusta są różne, niektóre celują w zgrywy typu /Another Gay Movie/. Nie poszliśmy może aż tak daleko, ale wierzę, że każdemu trzeba dać coś do jago potrzeb. Do śmiechu, do płaczu, do refleksji i poważnego namysłu.

Co mnie uderzyło, to że nie są to filmy, którymi się walczy ani szokuje. Ale wszystkie opowiadają ludzkie historie, a to także potężna broń bo - jak mówi reklama - oswaja emocje i pokazuje, że wszyscy jesteśmy równi.  Jak na Dni Równości przystało :D

Wiele z tych filmów celuje w każdego widza, także heteroseksualnego, odwołuje się do doświadczeń uniwersalnych. /Brokeback Mountain/ zdarza się raz na dekadę, ale nasze filmy dokonują podobnego zabiegu. 42-letnia bohaterka /Gimnastyczki/ mówi to samo, co niegdyś Ennis: /nie jestem homoseksualna. Ja po prostu zakochałam się w kobiecie/.

To tak na koniec: skoro jest dobrze, to czego możemy sobie jeszcze życzyć?

Żeby Festiwal zbliżył się do najlepszych imprez tego typu w Europie i na świecie. Żeby stał się świętem z tygodniowym, codziennym programem kilkudziesięciu tytułów, na które warto choćby wziąć urlop.

Może niekoniecznie uda się to osiągnąć już na EuroPride 2010, ale będziemy się starali.

OCEŃ ARTYKUŁ
Podoba mi się (0)
Nie podoba mi się (0)
Komentarze (0)
HEJT STOP!Zapoznaj się z warunkami dodawania komentarzy
Komentuj
Moja ikona
Dodaj komentarz
Komentarz od osoby niezalogowanej pojawi się po akceptacji moderatora.
Dozwolone znaczniki (BBCode):
[b], [i], [u], [url], [url=], [mail], [mail=], [color=], [code], [quote]
Autor
Redakcja Queer.pl
Pierwszy polski portal ludzi LGBT
TAGIWięcej
festiwal równości filmy kino marcin pietras tomasz bączkowski warszawa wywiad
Powiązane
Obraz Czwartek, 04.08.2016 Powstaje pierwszy polski krótkometrażowy film LGBT Obraz Środa, 19.11.2014 Czarny Misiek postraszy w Łodzi i Warszawie Obraz Piątek, 14.11.2014 Queer Azja w Warszawie Obraz Poniedziałek, 07.07.2014 Filmowe lato: co warto zobaczyć? Obraz Piątek, 28.02.2014 Chałupy welcome to
Inne tematy
Lesbinton: w Poznaniu powstał klub badmintonowy dla lesbijek Wtorek, 10.03.2026 Lesbinton: w Poznaniu powstał klub badmintonowy dla lesbijek
Sąd Najwyższy Ukrainy uznał parę jednopłciową za rodzinę. Co to właściwie zmienia? Środa, 11.03.2026 Sąd Najwyższy Ukrainy uznał parę jednopłciową za rodzinę. Co to właściwie zmienia?
"Kochający inaczej mają miejsce w kościele" - kardynał Konrad Krajewski nowym metropolitą łódzkim Wtorek, 17.03.2026 "Kochający inaczej mają miejsce w kościele" - kardynał Konrad Krajewski nowym metropolitą łódzkim
Kontakt Reklama Regulamin
Social media
Polub na Facebooku Obserwuj na Twitterze Instagram
© 1996-2026 Queermedia.pl, ISSN 2299-9019 Polityka prywatnościUstawienia prywatności